Trzeba uczciwie przyznać, że nie dziwne, iż IV RP się nie udało zbudować, skoro co rusz ktoś nawala na kolejnych frontach walki o lepsze jutro. Niestety nie inaczej było również w przypadku ostatniej akcji ABW.
W pierwszej kolejności nawalił minister Ziobro wraz z całym swoim intelektualnym zapleczem, pozostawiając w polskim porządku prawnym, takie stalinowskie przepisy jak choćby możliwość przeszukania mieszkania (i to bez obowiązkowego zatrzymywania właściciela) czy nawet zakazywania filmowania czynności operacyjnych służb specjalnych.
Drugim, który nie stanął na wysokości zadania jest właściciel przeszukanego mieszkania, sam Piotr Bączek, który choć czuje się zastraszony działaniem prokuratury (czyżby był winny?) jednocześnie nie odczuł żadnych nacisków ze strony funkcjonariuszy, a samo przeszukanie odbywało się w sposób kulturalny. Widać zestrachany Bączek nie jest do końca wart zaufania, gdyż dla dobra sprawy mógł chociaż wspomnieć o molestowaniu piórnika 12-letniej córki, jak zrobił to Leszek Pietrzak, też ubecko szykanowany przez ABW.
Ale to i tak mało przy tym co naopowiadała sam Filip Rdesiński z „Misji Specjalnej” będący naocznym świadkiem całego zdarzenia. Przede wszystkim dziennikarze z TVP po zjawieniu się na miejscu, nie uwierzyli, że Panowie w kurtkach ABW, to ABW, bo taką kurtkę może mieć każdy. I słusznie, jak o chłopcach radarowcach śpiewał bowiem pewien miłośnik Gorbaczowa i Wildstiena, w Polsce coraz więcej przebierańców, coraz trudniej o oryginał. Tymczasem wezwana została się policja, która o zgrozo nie zaaresztowała przebierańców, lecz rozmawiała z nimi jak z funkcjonariuszami ABW, jednoznacznie dając w ten sposób do zrozumienia, że ci w kurtkach ABW to naprawdę jest ABW. A więc panowie w kurtkach mogli wydawać prawdziwe polecenia Panu Rdesińskiemu i reszcie, co ochoczo wnet uczynili.
I w tym momencie znów Pan Rdesiński nawala, bo zamiast potwierdzić wersję, że dziennikarzy dotykano w intymne miejsca, mówi tylko o tym, że kazano im rozebrać się ze spodni i podkoszulków. Ba w intymne miejsca nie dotykano, bo gdyby dotykano, to w majtach Rdesińskiego, że się posłużę tą bieliźnianą frazą Pospieszalskiego, znaleziono by ukryte przez Rdesińskiego nagranie. Pan Filip Rdesiński zapragnął bowiem, choć przez moment, być jak Mata Hari. Wreszcie Pan Filip zburzył całą misterną konstrukcję będąc całą sytuacją wyraźnie rozbawiony, zamiast z zaciśniętymi zębami syknąć, iż to jest ekipa, która jest w pełni na usługach najgorszych elementów struktur komunistycznych.
Ostatnimi zaś, którzy dali plamę byli funkcjonariusze ABW, na skutek nieuwagi których, nikt się nie zastrzelił jak Blida, tudzież nikt nie został powalony na ziemię i skuty kajdankami jak Włodzimierz Czarzasty. Widać obcy jest im profesjonalizm IV RP.
I tylko patrząc na te kolejne wtopy, po prostu żal wysiłku tych dziesiątek tysięcy przyjaciół mojego redakcyjnego kolegi – Tomka Sakiewicza, którzy o wczoraj godzinie 19 protestując pod kancelarią premiera, darli szaty z wściekłości krzycząc, że tak nie może być, bo w niniejszej sprawie pogwałcona została konstytucja 3 maja i o zgrozo, nawet konstytucja amerykańska.


Komentarze
Pokaż komentarze (80)