Nasz internetowy maruda, szanowany i podziwiany Grześ skrobnął wczoraj tekst o tym, jak to lekko odbija Magdalenie Środzie, nota bene też znanej i na swój sposób szanowanej. Zwłaszcza przez szarmanckich katolickich mężczyzn.
Otóż, jak pisze Grześ, Pani Środa, pielęgnując swe antyklerykalne szajby, narzeka m.in., że w jakieś tam katolickie święto nie mogła zrobić zakupów. Nawet nazwy święta nie znała, oburza się Grześ, piętnując szydercze uwagi Magdaleny Środy. I choć Pani Środa może (jeszcze?) nie przypominać sobie cóż to za katolickie święto jest obchodzone, to nie znaczy, że owe święto nie przypomni sobie o Pani Środzie. Np. podczas próby zrobienia zakupów.
Pani Środa nie mogła się więc pławić w grzesznej konsumpcji, przez co mogła być nieco wzburzona. Ale tak to już jest jak się nie uważa na lekcji religii, przynajmniej w Polsce. I tylko głośno za Smoleniem można powtórzyć, że jak „nie chciało się nosić teczki, trzeba dziś ciągnąć woreczki.” W tym przypadku akurat puste.
Pani Środa nic więc nie kupi w Zielone Świątki, ale to nie znaczy, że Grześ nic nie kupi w imieniny Magdaleny Środy, czy w jakie tam inne święto, które Pani Magda obchodzi. Mógłby być wówczas Grześ nieco wzburzony, a tego przecież nie chcemy. Już i bez tego jest dosyć marudny. Co więcej, Pani Magda w Zielone Świątki nie tylko nie może kupować, ale także nie może sprzedawać. Gdyby Pani Magda otworzyła np. księgarnię i ze swoimi ateistycznymi pracownikami sprzedawała ateistyczne badziewie to w Zielone Świątki, wnet księgarnię musiałby zamknąć. Bo nie może być tak, że w ateistycznej księgarni, ateistyczni księgarze, sprzedają ateistyczne badziewie ateistycznym klientom. Zwłaszcza, że katolicy wówczas świętują i szmer sprzedawanych książek, może ich z równowagi wytrącić.


Komentarze
Pokaż komentarze (30)