Free Your Mind odszedł na chwilę od taśmy produkcyjnej IV RP i się pochylił nad Wajdą. W trosce o prawdę, o Polskę.
Zarzuca Wajdzie, że robi sobie jaja z historii Polski, więc FYM pomnik Wajdy z cokołu strąca. Boleje FYM, nad przekłamaniami, ot choćby podczas przesłuchania uczestniczki Powstania Warszawskiego na UB.
"Co ja słyszę, co ja słyszę... Rozpowiadacie fałszywe informacje o Katyniu."
"Nie wiem, co panowie uważają za fałszywe - dla mnie prawdziwy jest list mojego brata z Kozielska z 6 kwietnia 40. roku."
"No przecież wiecie, że zrobili to Niemcy... Umieściła pani tablicę na cmentarzu sugerującą fałszywą datę śmierci pani brata... Chce pani oczernić naszych radzieckich towarzyszy?"
"Chodzi mi tylko o prawdę."
"Prawda jest powszechnie znana"
"Rosjanie wmawiają wszystkim, że to Niemcy. Niemcy oskarżają Rosjan. Nawet obecny polski rząd nie wyjaśnia tej sprawy (...) Więc jak może pan powiedzieć, że rozpowiadam fałszywe informacje o Katyniu?"
"W takim razie podpisze pani oświadczenie, że Katyń jest zbrodnią niemiecką."
"Nie."
"A z kim pani walczyła w powstaniu?... Cudem pani z tego wyszła. A teraz nie chce pani żyć we własnym kraju?"
"To pan jest we własnym kraju."
"Życie ci obrzydło?"
"Panie majorze. Niemcy próbowali tego ze mną przez pięć lat, a wy tak w pięć minut?"
"My mam dużo więcej czasu niż Niemcy."
"Być może, tylko niech mi pan powie, gdzie ja jestem. Czy w Polsce..."
Niemalże dżentelmeńska wymiana zdań, jak to na UB bywało.
W kontekście tego przesłuchania i Katynia „Wajdy” warto przypomnieć postać niejakiego Zarubina. Oto, co opowiadał o nim Robert Gliński, któremu Wajda Katynia zrobić nie dał .
Zarubin był generałem sowieckiego kontrwywiadu i zajmował się werbowaniem polskich oficerów. Prawdopodobnie przejście generała Zygmunta Berlinga na stronę sowiecką było między innymi jego zasługą. Zarubin nie krzyczał na przesłuchiwanych, nie bił ich, on miał taki zwyczaj, że częstował ich papierosem, podawał kawę z koniakiem i przy okazji prowadził światopoglądowe dyskusje. Wajda nie potrafił tego zaakceptować, Rosjanin nie mógł być taki miły i stąd wziął się zarzut o antypolskość scenariusza. To dość absurdalne, ponieważ w scenariuszu Czarka, to właśnie Zarubin wydaje wyrok na głównego bohatera, kiedy okazuje się, że pomimo jego starań nie daje się on kupić. Zarubin to naprawdę fantastyczna postać, to ktoś w rodzaju Mefisto. On miał swoją pulę i w jej zakresie decydował o ludzkim losie, kto zginie, a kto przeżyje, tylko dlatego, że nadaje się na agenta. O tej puli pisze między innymi Lebiediewa w pierwszej prawdziwej rosyjskiej książce o Katyniu.
Co o Zarubinie pisze , a właściwie przedrukowuje Cenckiewicz:
Sposób postępowania generała NKWD w interesujący sposób scharakteryzował Allen Paul w swojej głośnej książce o zbrodni katyńskiej(Katyń. Stalinowska masakra i tryumf prawdy, Warszawa 2003): "[Zarubin] zdobył u polskich oficerów szacunek i pewien stopień zaufania. Nie pełnił funkcji komendanta obozu, ale widoczne było, że podlegają mu wszyscy. Nie uczestniczył w trwających przesłuchaniach i wyróżniał się wytwornymi manierami. Często składał prywatne wizyty oficerom i dyskutował z nimi o przeróżnych problemach społecznych, politycznych i filozoficznych. Był wszechstronnie wykształcony, mówił biegle po francusku i niemiecku, słabo po angielsku. Przywiózł do obozu około pięciuset książek i chętnie wypożyczał je jeńcom. Częstował swoich gości dobrymi papierosami, herbatą, ciastami, a nawet pomarańczami, które były prawdziwym rarytasem i sprawiał wrażenie osoby szanującej poglądy rozmówcy. W końcu Polacy uznali, że Zarubin, jako jedyny spośród oficerów NKWD, zasługuje na to, by mu salutować". Było to rzecz jasna tylko jedno oblicze Zarubina. Za maską elokwentnego i oczytanego filozofa krył się prawdziwy i bezwzględny dla swoich ofiar czekista. Efekty swoich "badań" i opisy rozmów z polskimi oficerami przelewał w szczegółach na papier i przekazywał przełożonym.
I jeszcze mała wzmianka z Wiki. Reszta do doczytania.
W pamięci ocalonych zapisał się, zwłaszcza na tle innych funkcjonariuszy, jako człowiek inteligentny, kulturalny i nie pozbawiony humanitarnych odruchów. Świadczy o tym odpowiedź, której udzielił indagującemu go o zamiary władz gen. Henrykowi Minkiewiczowi - Oszalelibyście, gdybym wam powiedział. Zapewniam was, to byłoby nieludzkie. Lepiej, abyście nie wiedzieli, co chcemy z wami zrobić.
Według relacji m.in. prof. Swianiewicza, na uwięzionych sprawiał tak korzystne wrażenie, że z polecenia najstarszego stopniem generała Minkiewicza jako jedynemu z enkawudzistów jeńcy salutowali.
Kolega Free Your Mind, zdaje się, że chce prawdy w filmach. Tylko jak by na tę prawdę filmową zareagował, gdyby się okazało, że w Kozielsku z jeńcami rozmawiał oficer NKWD o manierach angielskiego dżentelmena, a nie prymitywa z pejczem?
Skoro nawet zwykły UB-ek swą dżentelmeńską umową, tak bardzo razić musi prawdę historyczną? Przecież oni nigdy nie rozmawiali, od razu wyrywali paznokcie, zupełnie jak owy Zarubin? Albo jak Bruner z Hansa Klossa. Nie było też dobrych czerwonoarmistów, tak jak nigdy nie było dobrych UB-eków. Nie było kapitana Hodysza, a „Życie na podsłuchu” to pomnik postkomunizmu.
Bo liczy się tylko prawda, pisana, a raczej kręcona- „ku zatrwożeniu serc”.


Komentarze
Pokaż komentarze (14)