Oj dostało łże-inteligentom, burym sukom i geriatrycznej mafii z ulicy Czerskiej, za to jak publicznie upuścili epistolograficznej piany, w sprawie książki o Lechu Wałęsie. I słusznie dziadygom z III RP, elity IV moralnie gruchoczą kości, wszak jak można krytykować książkę (i to książkę taaaakich autorów), gdy owej książki się nie przeczytało. Ale zanim w geście słusznego gniewu, autoryteto-staruchom, szarmanckim ruchem chrześcijańsko wyszarpiemy pieluchomajtki, warto do końca zdemaskować ich zakłamanie.
Otóż, okazuje się, iż protestowanie i sączenie mowy nienawiści w stosunku do autorów nieprzeczytanych książek, nie jest w IV RP wcale pomysłem nowym. Komu się więc należą tantiemy?Nie wiem czy Państwo pamiętają, ale stosunkowo niedawno pojawiała się w księgarniach taka książczyna – „Strach”, bodajże autorstwa niejakiego Jana Tomasza Grossa. Książka, jak książka – wiadomo, żydowskie fakty wyssane z brudnawego semickiego palucha Przedsiębiorstwa Holocaust. Ale te reakcje, prawdziwy cymes.
Jeden poczytny rolnik-felietonista, publicznie oświadczył, że książki nie przeczyta, ale uważa ją za kłamliwą. Drugi felietonista w muszce, oświadczył podobnie, bo książkę zachwalał niejaki Biedroń. Setki blogerów publicznie się prześcigały w pisaniu o „Strachu” , choć książki nawet nie miały w ręku. Ba, pewien, szczęśliwie już były, redakcyjny kolega Jerzego Urbana, kolędował nawet po kościołach z opłatkiem swych myśli, grzmiąc do uszu wiernych o „Strachu”, choć wierni, ani myśleli „Strachu” przeczytać. Patrząc więc na te małpie naśladownictwo, ciężko się oprzeć wrażeniu, że nasze łże-elity są nie tylko bezczelne i zakłamane, to do tego jeszcze złodziejskie. Ale wiadomo z jakiej to krwi są czerwonej.
Jednakże, w tym momencie, niewyrobiony intelektualnie czytelnik, może od tego przerzucania analogicznych pomostów, dostać oczopląsu i w swym skołowaceniu uznać, iż skoro krytyka nieprzeczytanego Bolka, jest be, to i krytyka nieprzeczytanego „Strachu” cacy być nie może. Tymczasem wystarczy tylko pobieżnie porównać obie nieprzeczytane lektury, by stwierdzić, iż jest dokładnie inaczej.
O ile bowiem „Strach” ma nas ośmieszyć w oczach Zachodu , o tyle kapowanie Noblisty, tylko Solidarnościowemu pomnikowi doda patyny. O ile „Strach” oparty jest na fałszywej optyce ofiar, o tyle książką o Bolku, oparta jest na prawdziwej optyce katów. O ile „Strach” pisany jest przez socjologa, o tyle życiorys Wałęsy pisany jest przez dziennikarza i historyka, co się nam sprawdza w biznesie (branża paliwowa). O ile „Strach” był szeroko reklamowany, o tyle o IPN-owskim dziełku, właściwie mało kto słyszał. Wreszcie, jak wiemy „Strach” pisany był dla pieniędzy, a książka o Wałęsie pisana jest dla prawdy historycznej i kto wie, być może Igor Janke, Krzysztof Czabański i Andrzej Urbański puszczą nam publiczne odczyty, tak by prawda mogła dotrzeć nawet do tych, co się przed nią rękoma i nogami zapierają.
W końcu jedynie prawda jest ciekawa, a jak cię nie zaciekawi, to my już zrobimy wszystko by cię w końcu zaciekawiła.


Komentarze
Pokaż komentarze (36)