Polska popełnia samobójstwo - zagrzmiał podczas wczorajszej homilii arcybiskup Nowak, brocząc w swej kapłańskiej trosce i zawodząc nad bezdzietnością młodych Polek. I choć zdaje się, że Jego Ekscelencja, sam do owego samobójstwa rękę przykłada, to trudno nie wpaść w popłoch, zwłaszcza gdy takie słowa głoszone są nie byle gdzie, bo aż na Jasnej Górze (Pan wie kto tu stąpał).
Tymczasem takiego problemu nie mają upodleni socjalizmem Szwedzi, tudzież rozwydrzeni Anglosasi, gdzie młodzież parzy się niczym króliki, czego efektem jest ponoć dramatyczny wzrost ciąż u nieletnich. Rzecz jasna, arcybiskup szwedzkiej chuci pochwalić nie może. I słusznie, wszak po pierwsze to ateistyczna Szwecja, po drugie to ciąże nieletnich, no i po trzecie ciąże te są niechciane. A więc poczęte z grzesznego owocu pożądania, zamiast z pobłogosławionej przez kapłana miłości (co łaska, nie mniej niż 500 zł).
Konserwatywni liberałowie, z lubością dodają, że wynik tamtejszej demograficznej katastrofy, jest efektem lekcji wychowania seksualnego, która to choćby w jurnej Szwecji prowadzona jest od lat kilkudziesięciu. Patrzcie - wołają, nakładanie prezerwatywy w szkołach, pigułki w pochwach, a tu co rusz jakaś nastolatka z brzuchem.
Chcąc więc uniknąć grzechu niekonsekwencji, należałoby owa uniwersalną logikę zastosować również do polskich realiów. Tymczasem, jak podały dziś media, być może nawet 30 tys. nastolatek (liczba pewnie sporo zawyżona) prostytuuje się, w zamian za parę złoty, potem (nomen omen) puszczanych w galeriach handlowych. Owe „galerianki”, jak uroczo nam je ochrzczono, z racji młodego wieku, z pewnością uczęszczają jeszcze do szkół. A więc prawem statystyki bywają również na lekcje religii. Wszak ateiści i agnostycy, to zaledwie ułamek promila szkolnej młodzieży. No i szkolne lalkie Barbie, często boją się gniewu Pana, bo a nuż Ten sprowadzi na nie plagę łupieżu, tudzież krost na policzkach i cały świat zawali się w gruzy.
Wracając jednakże do konserwatywnej logiki uniwersalnej, należałoby spytać, jak to jest, że ksiądz na lekcji religii, grzmi o rozpuście, wbija do głowy wstrzemięźliwość i nakazy moralne, a tu dziewczęta tuż po bierzmowaniu, albo jeszcze przed, udają się na mały handelek? Jak to jest, że zjawisko kupczenia nastoletnim tyłeczkiem, w zamian za modne szmatki, trwa i się nasila się, mimo iż od parunastu lat w szkołach odbywają się katechezy? Czyżby katechezy się nie sprawdzały, a być może nawet odnosiły odwrotny skutek?
Czyżby propagowanie katolickiej moralności omijało tzw. target, a nastoletni lud boży, zamiast zachowywać m.in. czystość (jak to miało być w zamierzeniu), gzi się na potęgę, wystawiając sukcesy katechetów na pośmiewisko?
No i czy w przypadku, gdy na lekcjach prowadzone są, dajmy na to, pogadanki antynarkotykowe, a młodzież ćpa coraz więcej, winni są ci od tych pogadanek, czy może ktoś zupełnie inny?


Komentarze
Pokaż komentarze (15)