Wciąż zaszczuwany i poniewierany przez wymiar sprawiedliwości, „Mandelsztam IV RP” niejaki Tomasz Sakiewicz, relacjonując kolejne policyjne szykany, wszystkiego jednak nam nie powiedział.
Otóż mimo kilku usilnych próśb, Pan Tomasz dając słuszny odpór Newsweekowi, nie odpowiedział za jaka kwotę wykupił od KGHM (42% udziałów Skarbu Państwa) dług firmy King&King. Gdyby zapłacił za ów dług tyle, na ile dłużna kwota opiewa (tj.18 tys. zł), to z ekonomicznego punktu wiedzenia, nie byłoby różnicy czy owe 18 tys. złoty zapłaci spółce KGHM i potrąci z wierzytelnością King&King czy bezpośrednio zapłaci samemu King& King. Czy wobec tego Pan Tomasz, jak to zwykle bywa przy handlu długami, kupił wierzytelność KGHM wobec King &King za kwotę mniejszą, niż owe nieszczęsne 18 tys. zł.?
Pytanie jest o tyle ciekawe, że w świetle artykułu w Newsweeku oraz wyjaśnień naszego dysydenta z Gazety Polskiej, nie wiadomo czy i na ile dług ten był w ogóle ściągalny. Jeżeli dług był nieściągalny, to w interesie, nadal niemal na półpaństwowego KGHM, było ten dług sprzedać komukolwiek, kto dług ten wykupi. Wszak lepiej zyskać choć trochę, niż zostać z pustymi rękoma. Jeżeli przeciwnie, dług był jak najbardziej ściągalny, w interesie KGHM było ów dług wyegzekwować.
- Przez pięć lat nikt w imieniu KGHM nie zwracał się do nas o zapłatę - to przytaczany przez Newsweek, słowa Witolda Solskiego, członka Zarządu King & King.
- Żaden PiS nam w tym nie musiał pomagać, bo KGHM miał obowiązek odzyskać to, co mu się należy. I nie był w stanie tego zrobić przez pięć lat, mimo że właśnie za czasu rządów PiS-u już się o to straliśmy - to z kolei odpowiedź Pana Tomasza.
Pytanie jakie się wobec tego nasuwa, brzmi czy KGHM nie był wstanie odzyskać to co mu się należy, ponieważ w ogóle nie próbował, jak chce Pan Sokalski z King&King ? Czy może próbował, ale się nie udało? W pierwszym przypadku mielibyśmy dość ciekawą sytuację, gdy pisowski Zarząd KGHM, nawet nie próbując odzyskać 18 tys. złotych, lekką ręką sprzedaję je pisowskiemu dziennikarzowi (Panie Tomku, pisanie w PiS to nie wstyd), nie za 18 tys. lecz dajmy na to za parę tysięcy mniej. Kto wówczas jest stratny? Smaczku całej sprawie dodaje fakt, że cała operacja ostatecznie się zakończyła zaledwie trzy dni przed odwołaniem poprzedniego Zarządu KGHM.
Najsmutniejsze dla Pana Tomasza jest jednak to, że nawet gdyby ów łatwo ściągalny dług kupił za parę groszy, to i tak za całą to biznesową operację, żaden sąd w Polsce go nie wsadzi za kratki. Przez co znowu się będzie musiał gdzieś przykuwać, reklamować w salonie, tudzież wystawać pod kancelarią premiera.


Komentarze
Pokaż komentarze (5)