Gdyby ludzie w zdecydowanej większości pochodzili z tzw. dobrych domów i gdyby zważali na to, co nakaże im Pani Matka, gdyby więcej było paniczów niż orwellowskich proli, gdyby Pol Pot był w seminarium, młody Stalin, do krwi, dostawał w skórę, a Bartoszewski w młodości polski, patriotyczny pił tran, wielu zbrodni i czynów hańbiących udało by się uniknąć. Gdyby każdego malucha dziadek sadzał na kolanie i opowiadał mu o tym jak, to się kiedyś Panią Jadzie łapało za obwisłe piersi i zaglądało pod spódnicę, gdyby babcia opowiadała jak konserwatywnie kisiła ogórki i ugniatała kapustę, świat byłby do zniesienia, a może nawet i więcej. Słowem, gdyby ludzie się dostosowali do tego co się nazywa kulturą klas wyższych, jak chce Pan premier, nie byłoby tylu mordów, lamentów i płaczu.
Ale to wszystko tylko gdybanie. Niestety z dobrego domu nie pochodzi nie tylko młodociany ćpun Donald Tusk (wnuk Józefa), ale także niejaki Kazimierz Staszewski (syn Stanisława). Otóż nie dość, że popularny Kazik swego czasu wyzywał Pana Cejrowskiego od komuchów, to teraz stwierdził, że wkurwia go to, że dozorca jego kraju jest kretynem. Aby upewnić się o którego to dozorcę chodzi, wszak jest ich dwóch, a może nawet i trzech (nuncjusz apostolski?), TVN przeprowadziło błyskawiczne śledztwo . Okazało się, że Kazik za kretyna uważa zarówno premiera jak i … prezydenta. Dostanie mu się więc teraz podwójnie, pytanie tylko, kto „buczackim” swędem, po „referencku” złoży donosik do prokuratury. Osobiście mam kilka typów.
Z dobrego domu jest natomiast Tomasz Macierewicz(stryjeczny bratanek Antoniego), którego najpierw jako prokurenta, a w 2 miesiące później już jako wiceprezesa zatrudniono w ochroniarskiej spółce Naftor. Spółce powiązanej z, jakże by inaczej, państwową Naftą Polską. Swego czasu Stanisałw Rymar oznajmił, że z dwóch kandydatów na aplikacje, mających tę samą wiedze, wybrałby tego, który pochodzi z rodziny adwokackiej. Widać myśl gwiazdy palestry jest dosyć uniwersalna. Choć z drugiej strony trudno orzec czy któryś z kandydatów na wiceprezesa Naftoru (byli jeszcze jacyś kandydaci?), miał aż tak mocne CV jak Pan Tomasz. W końcu nie każdy od dziecka obcuje z weryfikatorem.
Jak przystało na osobę z dobrego domu, Pan Tomasz odpowiednio się potrafi prowadzić i odpowiednio jest prowadzony. I tak do towarzystwa przyznano mu przyjaciela domu - prezesa Woyciechowskiego (z wykształcenia astronom) i paru jego byłych znajomych, co by się Pan Tomasz, się przy tym chronieniu paliw nie nudził intelektualnie. Arystokrata ducha i intelektu musi też poznać trochę obcej kultury (Bogota, Las Vegas, Chicago) oraz należycie być wynagradzany. Wszak życie na odpowiednim poziomie, odpowiednio kosztuje.
W tym celu Panu Tomaszowi, prezesowi Wojciechowskiemu oraz paru innym osobom z poprzedniego zaciągu, wpisano do umów zakaz konkurencji, obarczony, odszkodowaniem, którego ewentualna wypłata, przewyższa roczny zysk całej spółki. I całkiem słusznie, ktoś o takiej pozycji i takich koneksjach musi się szanować i za byle grosze dla kraju się poświęcać nie będzie. Poświęcić dla kraju, w dosłownym tego słowa znaczeniu, udało się również prezesowi Woyciechowskiemu, który tuż przed odwołaniem, zdołał przelać pieniądze podatników na budowę ołtarza św. Michała Archanioła w Warszawie. Ów święty jest bowiem oficjalnie poświęconym opiekunem spółki. I choć ognisty rycerz jak najbardziej pasuje do tej świętej rodziny, to mam jednak wrażenie, że mimo wszystko, lepiej pasowałby św. Dyzma.


Komentarze
Pokaż komentarze (19)