Bloger toyah co prawda nie czyta mych tekstów, ale często je komentuje. Ostatnimi czasy spłodził, bodajże trzy własne, dotyczące mych postów. Chyba powinno mnie to cieszyć. Dałby los każdemu tak wiernego glosatora.
Ja z kolei, tak często uwagi swemu koledze poświęcać nie mogę. Raz, że na brak fanów z prawicy nie narzekam, dwa że większości polskich nauczycieli niezbyt cenię, trzy, że toyah swymi przemyśleniami tylko mnie w tej opinii utwierdza. Czasami jednak warto zabrać głos w swoje sprawie, choć tłumaczenie spraw oczywistych czytelników mych może nieco nudzić.
Bloger toyah czasami też cierpi. W komentarzu pod postem o Agacie Mróz, napisał, że się spóźniłem na dyskusję w sprawie orderu. Fakt, dyskusja była u toyah, a ja się nie stawiłem. Musiałem więc zostać skarcony, surowym piórem naszego nauczyciela. Mam na przyszłość nauczkę.
Bloger toyah zarzuca mi galopowanie po grobie Agaty Mróz. Może i racją. Tańczyć na grobie nie mogę, cały parkiet zajął już toyah. Został więc już tylko galop. Bloger cytuje mój komentarz zamieszczony pod moim postem:
Czy to znaczy, że twoim zdaniem, twoja żona nie ma prawa odmówić orderu od Jaruzelskiego, tylko dlatego, że ty jestes już nieboszczykiem i nie możesz powiedzieć, żeby sobie ten order wsadził?
Czy żona Terlikowskiego nie ma pola manewru w przypadku, gdy Urban by mu dał jakiś order?
Ma to być przejawem czystego pragnienia zemsty, zdziczenia obyczajów i przykładem postawy pewnej części społeczeństwa.
Warto może jednak dodać, że komentarz mój był odpowiedzią na dyskusję eumenesa, ronsona i drogiego wyrusa, który jak wiemy znów na stałe zagościł w naszym salonie. Każdy z Panów pokazywał hipotetyczne sytuacje odznaczanie orderem, bo dyskusję szybko sprowadzono do pytania o sens odznaczeń osób zmarłych i o prawo rodziny do odrzucenia odznaczeń. I tak kolega ronson twierdzi, że to mąż tuż po śmierci powinien wisieć na telefonie i konsultować sprawę orderu. Może i powinien, w końcu chodzi o szacunek dla głowy Państwa. Wyrus z kolei napisał, że mąż nie miał takiego prawa, chyba że żona zostawiłaby list, w którym by zastrzegła, że się nie zgadza. Pytanie jakie się wobec tego nasuwa, brzmi: czy bez zachowania formy pisemnej zakomunikowania swej woli, mąż może tą pośmiertną wolę spełnić? Czy może musi być tylko list i to najlepiej potwierdzony przez notariusza?
Jak widać dyskusja idzie o generalia, stąd testowanie jej na podstawie skrajnych przypadków. W ekonomii nazywa się to bodajże „stress testing”. Bystry czytelnik zauważyłby, że jeżeli uważałbym, iż Agata Mróz chciała order ów sobie wsadzić, bo nie znosi Kaczyńskeigo, to tylko potwierdziłbym tezę Ziemkiewicza, z którą przecież się nie zgodziłem. Ale nie wymagajmy od blogera toyah zbyt wiele. W końcu on nawet nie czyta tekstów.



Komentarze
Pokaż komentarze (5)