galopujący major galopujący major
95
BLOG

Odbrązawianie historii

galopujący major galopujący major Polityka Obserwuj notkę 20

W prasie coraz większe wymyślanie na Czechów – cytowane w prasie rosyjskiej czy też naszej. (…) Że też Polska wobec Czechów odgrywa po raz drugi rolę szakala – z tym, że lwem była wówczas Hitleria, a teraz sowiety. Że też Polacy, jak raz w końcu postanowili być realistami, to już w świństwie muszą pobić nacje świata z Anglikami na czele. (…) A więc słowo stało się ciałem: wkroczyliśmy do Czechosłowacji. My, to znaczy Wielki Brat, NRD, Węgry Bułgaria, PRL czyli „piątka warszawska”.  

 
Tak czterdzieści lat temu o inwazji na Czechosłowację pisała Kisiel w swoich Dziennikach. Dziś, w rocznicę inwazji Gazeta Wyborcza nawołuję do przeprosin za udział Polaków w operacji „Dunaj”. Fakt, że Polacy najechali Czechosłowację jest oczywisty, tak jak oczywisty jest fakt, że zrobili to na rozkaz Moskwy. Tyle tylko, że wbrew temu co sugerują tzw. patrioci,  generałowie byli Polakami, tak jak na wskroś polskie było Ujście, Kiejdany i Targowica.  
 

Odbrązawiania historii nie jest wynalazkiem ani nowym, ani tym bardziej autorstwa Gazety Wyborczej. Znakomicie przed wojną robił to Boy, za co z jednej strony dostawało mu się od konserwatywnej kołtunerii (głównie endeckiej), a z drugiej od Irzykowskiego, który całą działalności Boya sprowadzał do powierzchownych harców beniaminka (mścił się Słonimski). A przecież, jak pisał Gombrowicz, więcej Polska ma z Boya i Słonimskiego, niż kto ktokolwiek mógłby sądzić. I zdaje się, że właśnie tym tropem po jesieni ludów podążała Wyborca, na potęgę odbrązawiając historię, przez co polski inteligent wychowany  na Adamie Michniku (my wszyscy z niego, nawet gdy przeciw) albo stoi dziś jest skołowany i półgębkiem, z niejakim poczuciem winy, wspomina coś o martyrologii albo  relatywistycznie wystawia rachunek krzywd, gdzie Łambinowice to drugi Majdanek, a Jedwabne to Auschwitz.

Ocenianie odbrązawiania jako rzeczy, która nie powinna mieć miejsca, trąci całkowitym niezrozumieniem istoty wolności i jej konsekwencji. Będąc na emigracji wiedziałem jakie niebezpieczeństwa grożą Polsce po obaleniu komunizmu, ale przecież nie mogłem im tego mówić za PRL – powiedział Czesław Miłosz w jednym z wywiadów i choć pewnie bardziej chodziło mu o wolnościowe pląsy postkomunistycznej neoendecji (Jest ONR-u spadkobiercą partia), to będąc w Ameryce mógł naocznie doświadczyć komercjalizacji, duchowego rozkładu, tabloidyzacji. I przede wszystkim nieskrępowanej wymiany myśli, która potrafi każdy mit poddać w wątpliwość i być równie bezlitosna jak komunistyczna propaganda. Gazeta Wyborcza dokonała więc wyboru, najpewniej uprzedzając atak następców Światowida Tarnowskiego, Adolfa Nowaczyńskiego czy emigracyjnego Grydzewskiego. Wiktor Woroszylski w „Pozwólcie nam się cieszyć”  wspomina smutek Mazowieckiego, gdy w 89 r. na plakatach wyborczych Kuronia, widziała gwiazdy Dawida (A przecież Kuroń to Ukrainiec – jak perorował jakiś Sbek namawiając do współpracy, chłopskiego syna – Henryka  Wujca). Wyborcza zaczęła więc rozbrajać bombę, tyle że spiskowcy byli jeszcze w powijakach, intelektualnie rozbici, wulgarni i prostaccy (Niesiołowski znów przemawia – jak śpiewał o Kostku, Big Cyc). 
 

To właśnie problem braku skutecznej alternatywy dla lewicy laickiej spowodował, że odbrązawianie historii nie stało w kontrze do jej brązowienia (jak dziś w przypadku Powstania Warszawskiego) gdzie indziej, a nawet do  jej ujęcia realistycznego. W tym sensie mieliśmy „historię opozycyjną” bez „koalicyjnej”, lewą rękę bez prawej, a Alicja była tylko po jednej stronie lustra. Odbrązawianie, którym po tym co wpajano do głów w szkołach (Grunwald, Potop) i półgębkiem  w domach  (Piłsudski)  brano za przywrócenie historycznej prawdy, choć przecież  fajerwerki moralne zawsze skażone są grzech ahistorycyzmu. Zwłaszcza gdy PRL-owskie szkoły strasznie interpretację dziejów nam zabagniły. Nastąpiło przerzucenie ciężaru na stronę przeciwną, przez co polska duma (znakomite paliwo i dla Moczara, i dla Wałęsy, i Jana Pawła II) ewidentnie zeszła na psy. Skoro nawet historia okazała się kłamliwym depozytariuszem, to kto i co, być nią może? Przecież nie wiara,z polskim Episkopatem na czele. Za tę lekkomyślność odpowiedzialność spada nie tylko na Wyborczą, ale przede wszystkim na ich rywali, którzy albo nie potrafili zadbać o  albo czynili to w sposób na tyle odpychający, że przestali być wiarygodni.  
 

Jak na ironię losu, gdy zakłamany światek medialno – polityczny, gardłował (jak zawsze),  przeciwko olimpijskiej hipokryzji, Zdzisław Ambroziak, publicysta właśnie Wyborczej, celnie dał odwet pisząc, iż krzyczą najczęściej ci, co sportem absolutnie się nie interesują i mieliby problem z podaniem dystansu maratońskiego.  Czyż tego samego nie da się powiedzieć o tych wszystkich, którzy dziś wypominają Kościuszce, że ukorzył się przed synem Katarzyny?
 

Wczoraj w Tok FM omawiając książkę Znani {nie} Znani spierano się o to czy Sobieski był chciwym szlachciurą (jak atakował z lewa prof. Tazbir) czy szlachciurą gospodarnym (jak chciał prof. Wimmer), co było kolejnym przyczynkiem do odwiecznego sporu na ile obalać i odczłowieczać mity. Mam wrażenie, że taka antropomorfizacja posągów  odniesie sukces, tylko wówczas gdy skieruje się ją do kogoś kto potrafił będzie umieścić historyczne postacie na tle panoramy  dziejów, gdy zrozumie jakie słabości mieli ci, którzy posagu cokołów nie są godni całować i gdy zrozumie się, że wynajdywanie ciemnych kart historii często bywa tylko intelektualną pozą, maską która ani z prawdą, ani z troską o cokolwiek nic nie ma wspólnego.  

 

PS Na Canal+ leci właśnie „Wolność słowa”, gdzie młoda ambitna nauczycielka przemawia do serc amerykańskich uczniów, dając im do przeczytania Pamiętnik Anny Frank i zapraszając holenderkę Miep Gies, która ratowała jej życie.  

        Uparty centrolewicowiec, niedogmatyczny liberał i gospodarczy i obyczajowy, skłaniający się raczej ku agnostycyzmowi, fan F.C. Barcelony choć nick upamiętnia Ferenca Puskasa gracza Realu Madryt email: gamaj@onet.eu About Ferenc Puskas: I was with (Bobby) Charlton, (Denis) Law and Puskás, we were coaching in a football academy in Australia. The youngsters we were coaching did not respect him including making fun of his weight and age...We decided to let the guys challenge a coach to hit the crossbar 10 times in a row, obviously they picked the old fat one. Law asked the kids how many they thought the old fat coach would get out of ten. Most said less than five. Best said ten. The old fat coach stepped up and hit nine in a row. For the tenth shot he scooped the ball in the air, bounced it off both shoulders and his head, then flicked it over with his heel and cannoned the ball off the crossbar on the volley. They all stood in silence then one kid asked who he was, I replied, "To you, his name is Mr. Puskás". George Best His chosen comrades thought at school He must grow a famous man; He thought the same and lived by rule, All his twenties crammed with toil; 'What then?' sang Plato's ghost. 'What then?' Everything he wrote was read, After certain years he won Sufficient money for his need, Friends that have been friends indeed; 'What then?' sang Plato's ghost. 'What then?' All his happier dreams came true - A small old house, wife, daughter, son, Grounds where plum and cabbage grew, poets and Wits about him drew; 'What then.?' sang Plato's ghost. 'What then?' The work is done,' grown old he thought, 'According to my boyish plan; Let the fools rage, I swerved in naught, Something to perfection brought'; But louder sang that ghost, 'What then?' “What then”” William Butler Yeats

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (20)

Inne tematy w dziale Polityka