Na wstępie muszę zaznaczyć, że jeżeli chodzi o naukę (nie znalazłem trafniejszej kategorii), a tym bardziej filozofię, jestem praktycznie zupełnym laikiem, bazuję głównie na wiedzy szkolnej. Próbuję obserwować, analizować i wnioskować na miarę swoich możliwości, mając jednocześnie świadomość, że są one mocno ograniczone. Z drugiej strony, z jasnym wyrażaniem myśli też miewam problemy. Chciałbym jednak trzymać gdzieś te zapiski, żeby móc kiedyś do nich wrócić. Nie wykluczam też, że znajdzie się tu ktoś, kto pomoże mi poszerzyć horyzonty.
Przechodząc do tematu, do jakiegoś czasu byłem niemal przekonany, że wszechświat jest deterministyczny. Że od jego powstania wszystko jest ustalone i przewidywalne, bo każde zdarzenie jest skutkiem poprzednich i przyczyną kolejnych.
Dla nas - będących częścią tego wszechświata - to oczywiście zagadnienie czysto teoretyczne, żeby przechować gdzieś zapis stanu wszechświata potrzebna byłaby liczba atomów nie mniejsza, niż liczba atomów we wszechświecie (przypuszczam, że układy izolowane nie istnieją, potrzebny byłby więc zapis stanu całego wszechświata). Można sobie jednak wyobrazić, umownie mówiąc, komputer dysponujący odpowiednią ilością pamięci i mocą obliczeniową (moglibyśmy - możemy? - nawet być częścią takiego komputera). Tylko od mocy obliczeniowej, jak do niedawna sądziłem, zależałaby możliwa szybkość "przewijania czasu".
Ostatnio jednak mam coraz więcej wątpliwości. Wątpliwości związane z mechaniką kwantową, z którą dopiero zaczynam się, na razie powierzchownie, zapoznawać. Prawdę mówiąc, nie wydaje mi się jednak, żeby fakt, że możemy ocenić tylko prawdopodobieństwo wystąpienia cząstki w określonym miejscu oznaczał, że nie jest to możliwe - przypuszczam, że może istnieć "coś głębiej", czego dzisiaj nie jesteśmy w stanie dostrzec.
Ale przede wszystkim - od niedawna nurtują mnie wątpliwości dotyczące samej natury czasu. Właściwie moje dotychczasowe postrzeganie czasu było niewłaściwe - czego jestem już dzisiaj świadomy, ale ciągle nie rozumiem dobrze czym czas jest. Konkretnie problem sprawia mi ogólna teoria względności, która sama w sobie, jeżeli rozumiem ją dobrze, nie jest żadnym argumentem za czy przeciw determinizmowi - sam fakt, że prędkość czy grawitacja mają wpływ na czas nie zmienia istoty rzeczy, dopóki słuszne jest założenie, że czas jest monotoniczny (stale "rosnący") i ciągły.
I właśnie co do ostatnich założeń mam ostatnio poważne wątpliwości. Dotychczas z góry zakładałem ich prawdziwość, nie zastanawiając się nad możliwością ich weryfikacji. A możliwości weryfikacji pozostają - jak mi się wydaje - poza naszym zasięgiem. Jeżeli którekolwiek z tych założeń nie jest prawdziwe, całe zagadnienie trochę zmienia kształt. Wówczas, zakładając determinizm, "komputer" już nie "przewija czasu", ale ma dostęp do wszystkich danych jednocześnie. Czy wtedy liczba atomów, z których musiałby się składać taki komputer ciągle jest tylko niemniejsza od liczby atomów we wszechświecie? Jeżeli natomiast indeterminizm - to czy w ogóle może istnieć jeden wszechświat?
Im dłużej nad tym myślę, tym bardziej oddalam się od jakichkolwiek tez, grzęznąc w masie luźnych przypuszczeń. Im bardziej grzęznę, tym trudniej mi się uwolnić od tego pytania. Taka obsesja głupca, cholernie męczące.
Inne tematy w dziale Technologie