Nowa, cyniczna, poniżająca polskie społeczeństwo, sztuczka polityczna Donalda Tuska. Jest nią zaproszenie do Polski uczestników kolejnego szczytu klimatycznego na dzień naszego Święta Narodowego 11 listopada. To niezwykła arogancja ze strony premiera, pokazująca w sposób otwarty jego pogardę wobec wszystkich Polaków, uznających ten dzień za jedną z najważniejszych dat naszych nowoczesnych dziejów.
W pełni świadomie też sprowadza na stolicę Polski zagrożenie powstawania na ulicach zapalnych ognisk konfliktów, prowadzących do użycia brutalnej przemocy, która dla wielu może sę skończyć nie tylko mocnym poturbowaniem, ale kalectwem. W skrajnych sytuacjach może dojść do rozlewu krwi. Takie ryzyko jest całkiem realne. Wprost nie mieści się w głowie, że premier polskiego rządu z pełną premedytacją gotowy jest zgotować taki los warszawiakom, żeby ukarać ich za negatywną ocenę rządu i samego Donalda Tuska, wyrażaną podczas społecznych Marszów Niepodległości w poprzednich latach.
Mówimy – rząd, a w domyśle – Tusk,
Mówimy – Tusk, a w domyśle – rząd.
Ta parafraza wiersza Majakowskiego, piewcy Lenina, wielkiego wodza rewolucji październikowej, pasuje jak ulał do dzisiejszej sytuacji w Polsce.
Kłamstwa
Toteż kiedy dowiadujemy się, że polski rząd zdecydował, że najlepszym terminem na zorganizowanie szczytu klimatycznego w naszym kraju jest dzień 11 listopada, Donald Tusk nie może udawać, iż to nie on stoi za takim właśnie wyborem. A udaje. I jak zwykle kłamie. Przypomnę tylko jedno z jego wcześniejszych wielu kłamstw. Oficjalnie opowiadał, że swojego syna Michała ostrzegł przez wchodzeniem we wspólne interesy z Marcinem P., właścicielem firmy Amber Gold, czerpiąc wiedzę jedynie na podstawie materiałów, jakie pojawiały się w gazetach. Mówiąc to, ukrył, że źródłem jego wiedzy był tajny raport przekazany mu przez ABW.
Kłamstwo to ulubiona broń premiera. Tak jest i w sprawie 11 listopada. Twierdzi mianowicie, że data szczytu została ustalona już w 2008 roku i nie było żadnej możliwości jej zmiany. I to przez kogo ustalona? Ho, ho. Przez samą ONZ. A to jest organizacja, która gospodarzy nie pyta, nie uzgadnia z nimi, tylko przyjeżdża ze szczytem w wybranych przez siebie terminach. Do Włoch w Święta Bożego Narodzenia, do Hiszpanii na Wielkanoc, a do Polski w Święto Niepodległości – pośrednio może wynikać ze słów Donalda Tuska.
Skąd ta data szczytu?
Toteż Tusk załamuje ręce nad poziomem chorobliwych obsesji PiS, który sugeruje, że premier wraz z min. Sienkiewiczem Bartłomiejem wymyślili tę datę. Jak mógł to zrobić Sienkiewicz, jeśli jest ministrem dopiero od pół roku? – pyta premier.
Ciekawe. Bo właśnie okazuje się, że jeszcze pół roku temu data szczytu klimatycznego nie była znana. Otóż w oficjalnym komunikacie z 7 grudnia 2012 roku czytamy, że „spotkanie w Warszawie ma się odbyć na przełomie listopada i grudnia 2013 r.”. Jak to się więc stało, że wybrano akurat ten jedyny szczególny dzień na inaugurację szczytu?
Brak konfliktów i zagrożeń
Niezależnie od tego, o czym wcześniej wspomniałem, premier Tusk uważa, że nie ma żadnego zagrożenia. Na jakiej podstawie to mówi? Po pierwsze twierdzi, że uczestnicy szczytu „to nie są ci, którzy biegają z pałami po ulicach i biją ludzi”. To zgoda. I nie o nich chodzi. Lecz o ich przeciwników. Tych, którzy z nimi wojują. Po wtóre, deklaruje brak konfliktów, na podstawie swojego wewnętrznego przekonania.
Sam zrobi wszystko – obiecuje – aby święto 11 listopada i szczyt przebiegły w spokoju. Bo przemoc w życiu publicznym jest zawsze złem i będzie przez premiera skutecznie zwalczana.
Nie wiadomo tylko, czy słowa Tuska dotrą do setek alterglobalistów i ich lewackich, na poły zawodowych bojówek, dobrze wyposażonych w lekki i nieco cięższy sprzęt do starć i walk ulicznych. A jeśli nawet je usłyszą, czy zechcą się nimi przejmować. Wszędzie tam, gdzie się pojawiali, towarzyszyły im potężne awantury i bijatyki. Do nas przyjadą się opalać?
Perfidia
Donald Tusk, jak prawdziwy mistrz perfidii, siebie przedstawia jak dzielnego i dbającego o szczęście i spokój wszystkich Polaków męża stanu w tak ważnych momentach jak święto narodowe i szczyt klimatyczny. Złym Czarny Lud to Jarosław Kaczyński, który „jest odpowiedzialny za to, że ludzie w Polsce z polityki robią grę pełną agresji i nienawiści”.
Jakbym słyszał język klasycznej propagandy sowieckiej, kiedy ofiarę obarcza się własnymi grzechami, które uzasadniają jej ukaranie, odsunięcie od władzy lub przynajmniej napiętnowanie.



Komentarze
Pokaż komentarze (1)