Bogini Temida nosi opaskę na oczach. Ma nie zważać na nic poza sprawiedliwością. Co jednak czynić, gdy polska Temida jest ślepa na sprawiedliwość właśnie?
W 2002 r. odbyła się w Warszawie związkowa manifestacja w obronie polskich stoczni. Tej jesieni (2013) Sąd Rejonowy Warszawa Śródmieście skazał czterech manifestantów sprzed 11 lat. Jednym ze skazanych (na rok pozbawienia wolności w zawieszeniu na dwa lata) jest Andrzej Kołodziej, legendarny przywódca strajku w Stoczni im. Komuny Paryskiej w Gdyni w Sierpniu 1980 r. Jego podpis widnieje jako drugi (po podpisie Lecha Wałęsy) na dokumencie Porozumień Sierpniowych. Jest on Honorowym Obywatelem Gdańska, odznaczony Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski.
Stoczni i przemysłu okrętowego, których bronili skazani, już praktycznie nie ma. Dziesiątki tysięcy ludzi straciło pracę i źródła utrzymania. Nikt z rządzących w Polsce od ćwierćwiecza, od „okrągłego stołu”, tak jak żaden z autorów stanu wojennego, za to nie poniósł odpowiedzialności.
– Jestem pewien, że wyrok będzie obalony – mówi Andrzej Kołodziej. – Zaangażowano masę środków finansowych, przesłuchano 800 świadków, by udowodnić winę, której nie było. W sprawie są oskarżeni, a nie ma pokrzywdzonych. Nie ma wymiernej szkody, ale jest chęć sądu, by jakoś uzasadnić tak przewlekłe, kosztowne postępowanie i pokazać, że władza ma rację.
Słabą pociechą jest to, że ci, którzy taki haniebny wyrok wydali, nie próbowali go nagłośnić. Może się wstydzą?




Komentarze
Pokaż komentarze (4)