Wybitny oficer polowy Wojska Polskiego i Armii Krajowej. Dwukrotny kawaler Virtuti Militari. Aresztowany 30 czerwca 1948r. w podstępnie zaaranżowanych warunkach. Skazany na 18-krotną karę śmierci. 8 lutego 1951 r. zamordowany strzałem w tył głowy w piwnicach mokotowskiego komunistycznego więzienia. Wymazywany przez komunistów za wszelką cenę z pamięci Polaków. Niezwyciężony w boju
Zygmunt Szendzielarz urodził się 12 marca 1910r. w Stryju (woj. stanisławowskie). Ukończył gimnazjum matematyczno-przyrodnicze. Z miłości do Piłsudskiego służył Armii Polskiej. Najpierw jako ochotnik zgłosił się do szkoły zawodowych podchorążych, gdzie kurs ukończył z wysokimi wynikami. Następnie kształcił się w szkole podchorążych kawalerii w Grudziądzu. Centrum Wyszkolenia Kawalerii ukończył w 1934r. w stopniu pułkownika. Później został przydzielony do 4 Pułku Ułanów Zaniemeńskich w Wilnie. Początkowo służył w 4 szwadronie. W 1935 został dowódca 2 szwadronu, a w marcu 1937r. awansował na stopień podporucznika.
W czasie wojny obronnej w 1939r. jako dowódca szwadronu kawalerii walczył w 4 .p.uł. w składzie Wileńskiej Brygady Kawalerii - w szeregach Armii "Prusy". Za udział w kampanii wrześniowej otrzymał Krzyż Virtuti Militari.
Dostał się do sowieckiej niewoli, ale zbiegł i przedostał się do Lwowa, a stąd do Wilna, gdzie pracował jako robotni. Ukrywał się pod fałszywym nazwiskiem. Od 1940r. był zaangażowany w działalność konspiracyjną. Był organizatorem siatki wywiadowczej w rejonie Wilna.
Szendzielarz jeden z członków Związku Walki Zbrojnej w 1943r. objął dowództwo pierwszego polskiego oddziału partyzanckiego na Wileńszczyźnie. Oddział ten przekształcił się w 5 Wileńską Brygadę AK, która w latach 1943-1944 stoczyła kilkadziesiąt bitew z niemieckimi siłami okupacyjnymi, kolaboranckimi oddziałami litewskimi i bandami sowieckimi terroryzującymi Polaków. W czasie działań wojennych Zygmunt Szendzielarz zdobył zaszczytne miano znakomitego dowódcy. Okres dowodzenia partyzancką brygadą w latach 1943-44 potwierdził wybitne zdolności przywódcze i partyzancki instynkt "Łupaszki".
"Jego wojskowy profesjonalizm, osobista odwaga i żołnierski honor szły w parze z odpowiedzialnością oraz dbałością o żołnierzy i miejscową ludność. Był dowódcą charyzmatycznym, o ogromnym autorytecie wśród partyzantów. Taki charakter relacji pomiędzy dowódcą a jego oddziałem stanowił o sile oddziału i zapewnił 5 WB AK oraz zapewnił samemu Szendzielarzowi "Łupaszce" legendę, która trwa i trwać będzie"( z zaproszenia na uroczysty symboliczny pogrzeb).
Po wojnie jego działania były związane z podtrzymywaniem ducha oporu przed nadchodzącymi styczniowymi wyborami 1947r. Wytrwale prowadził skierowaną przeciw NKWD i UB akcję dywersyjno-sobotażową na Podlasiu, Pomorzu Zachodnim i Gdańskim. Kampania "Łupaszki" na Pomorzu trwała od kwietnia do listopada 1946 r.
Po rozwiązaniu Armii Krajowej w styczniu 1945 r. 5. WB AK została ponownie sformowana. Najpierw w Białostockiem, potem na Pomorzu. Partyzanci "Łupaszki" atakowali jednostki komunistycznych organów bezpieczeństwa i - uznawane za kolaboranckie agendy sowieckie w Polsce - struktury PPR. Konspiratorzy wykonywali wyroki na funkcjonariuszach UB oraz prowadzili wywiady, drukowali ulotki.
Bohater w sidłach
Po wojnie "Łupaszko" i zbrojna konspiracja niepodległościowa byli dla komunistycznych władz wielkim zagrożeniem. Dlatego Szendzielarz ukrywał się na Białostocczyźnie, na Śląsku, w okolicach Zakopanego. Został aresztowany 30 czerwca 1948r. w Osielcu k/Zakopanego w podstępnie zaaranżowanych warunkach podczas Akcji X skierowanej przeciw Polakom z Wileńszczyzny. Został przewieziony do więzienia MBP przy ul. Rakowieckiej w Warszawie. Po licznych przesłuchaniach i dwuletnim okrutnym śledztwie został skazany na 18-krotną karę śmierci.
W więzieniu był traktowany jak wyjątkowo niebezpieczny więzień-założono mu kajdanki, które nosił cały czas i nie mógł ich zdejmować nawet do jedzenia. Proces "Łupaszki" i kilku świetnych oficerów wileńskich AK miał charakter pokazowy. Był transmitowany przez radio. Oskarżonym postawiono zarzuty "gwałtownych zamachów" na funkcjonariuszy sowieckiej i polskiej bezpieki, prowadzenia działalności wywiadowczej na rzecz obcego państwa oraz współpracy z Niemcami w okresie okupacji. Ostatni zarzut był szczególnie kłamliwy i bolesny, wszak oskarżeni wilnianie w rzeczywistości wsławili się dzielną walką z niemiecką okupacją. Spośród skazanych największą sławę zyskał Zygmunt Szendzielarz, który w czasie śledztwa zachował godną postawę. Nie zdradził współpracowników.
Uśmiercenie nieugiętego
Tragicznego dnia 8 lutego 1951 roku w komunistycznym więzieniu mokotowskim w Warszawie UB zamordowało czterech wybitnych oficerów wileńskiej Armii Krajowej i powojennej antykomunistycznej konspiracji zbrojnej: mjr. Zygmunta Szendzielarza "Łupaczko", ppłk. Antoniego Olechnowicza "Podhoreckiego", por. Lucjana Minkiewicza "Wiktora" i por. Henryka Borowskiego "Trzmiela".
Wszyscy sądzeni zostali skazani na karę śmierci. Szendzielarz nie tracił pogody ducha nawet wtedy, gdy wiedział że czeka go śmierć.- Dlaczego on był taki odważny? Dlaczego nie bał się śmierci? Bo to był człowiek wierzący i z Matką Bożą Ostrobramską szedł walczyć o wolność i Polskę. Miał w sercu słowa samego Zbawiciela: "Nie bójcie się tych, którzy ciało zabijają, ale duszy zabić nie mogą" - mówił ksiądz prałat major Roman Wodyński podczas symbolicznego pogrzebu m "Łupaszki" na Powązkach.
Miejsca pochówków ofiar NKWD i UB zazwyczaj SA nieznane i dziś nie do ustalenia. Trzydziesty czerwca 2008r. - symboliczny pogrzeb "Łupaszki" na Powązkach wykazał, że mimo, że od śmierci upłynęło 57 lat, to na cmentarz przyszło wielu ludzi, którzy znali mjr. Szendzielarza, choćby Stanisław Krupa. Uroczystość symbolicznego pogrzebu pokazała, że są ludzie, którzy biorą go za wzór patriotyzmu, a jego prześladowców za największych zbrodniarzy. Przez to, że "Łupaszko" nie ma swojego grobu, to wzrosła jego legenda. Wielu bohaterów Polski Walczącej nie ma swojego grobu - mówi kpt. rez. Lucjan Sikora, red. nacz. "Biuletynu Informacyjnego AK". I podkreśla "Wielcy ludzie pozostawiają po sobie ślady. Jedni pozostawiają dzieła na piśmie, inni budowle, aby pokazywały człowieka, a jego wielkość mogła służyć za przykład do naśladowania".
Autorytet podkomendnych
O wielkości i autorytecie mjr Szendzielarza może świadczyć fakt, że tuż przed tragiczną egzekucją aresztowana przez UB Danuta Siedzikówna "Inka" 17-letnia dziewczyna sanitariuszka w V Brygadzie Wileńskiej AK, dowodzonej przez Zygmunta Szendzielarza "Łupaszko" krzyknęła: "Niech żyje Polska!" a po salwie plutonu, przed śmiertelnym strzałem, zawołała: - Niech żyje major "Łupaszko".
Major "Łupaszko" był zawsze niekwestionowanym autorytetem dla podkomendnych. Darzyli go zaufaniem i szacunkiem. Był to dowódca szybko podejmujący trafne decyzje, którymi wielokrotnie zaskakiwał wroga. W oddziale panowała dyscyplina oraz atmosfera wzajemnego zaufania, przyjaźni i serdeczności. Podkomendni mieli wspólny cel, który ich jednoczył: pełne odzyskanie niepodległości Polski - podczas uroczystego symbolicznego pogrzebu wspominała Janina Smoleńska ps. "Jachna" - sanitariuszka 5 Wileńskiej Brygady AK.
Szendzielarz był zdecydowany w swoich przekonaniach i nie dała się na namówić na "dogawory" z Rosjanami. W przeciwieństwie do innych żołnierzy AK, którzy próbę porozumienia z Rosjanami, w celu wspólnej walki przeciw Niemcom, przypłacili życiem. Wszak tragiczny los spotkał oficerów i żołnierzy oddziału por. Antoniego Burzyńskiego "Kmicica". Burzyński wraz z oficerami został zaproszony przez Fiodora Markowa, dowódcę bazy sowieckiej nad jeziorem Narocz, w "dogawory", poczym podstępnie zamordowany. Jego partyzantów otoczono i rozbrojono, a 80-ciu z pośród nich zabito. Pozostałych partyzantów wcielono do utworzonego naprędce oddziału dowodzonego przez Rosjan. Oczywiście prawie wszyscy Polacy później zdezerterowali, w większość z nich trafiła pod komendę Zygmunta Szendzielarza.
"Bandyci" od "Łupaszki"
Walka władzy ludowej z "Łupaszką" była prowadzona na dwóch frontach. Jeden to ekspedycje karne KBW i UB, dążące do likwidacji łupaszkowców. Druga to propaganda. Robiono wszystko, aby Polacy zapomnieli o sylwetce wspaniałego bohatera narodowego. Komuniści dbali o to, żeby nazwisko Zygmunta Szendzielarza nie pojawiło się na kartach polskiej historii. Partyjna prasa roku 1946 zohydzała w oczach społeczeństwa działalność szwadronów "Łupaszki". Ukazywała je jako grupy bandyckie i rabunkowe. Propaganda komunistyczna wielokrotnie po wojnie znieważała "Łupaszkę" i jego podkomendnych, nazywając ich bandytami.
W 1993r. Izba Wojskowa Sądu Najwyższego unieważniła wyrok śmierci. Sejm RP uczcił 55. rocznicę śmierci Szendzielarza specjalną uchwałą. Czytamy w niej m.in. Sejm Rzeczypospolitej Polskiej, czcząc Ich pamięć, stwierdza, że "żołnierze wyklęci" dobrze zasłużyli się Ojczyźnie.
Używane są dwie formy pseudonimu: "Łupaszko" lub "Łupaszka". Wiadomo, że "Łupaszko" to był pseudonim to mjr Zygmunta Szendzielarza. Swój pseudonim świadomie przejął od ppłk. Dąmbrowskiego bohatera Samoobrony Wileńskiej używającego pseudonimu "Łupaszka" w okresie wojny z bolszewikami, zamordowanego przez NKWD w roku 1941.
Leon Lech Beynar znany jako Paweł Jasienica wybitny eseista i autor książek historycznych był w czasie walk jednym z żołnierzy Zygmunta Szendzielarza "Łupaszki".
Joanna Kuczyńska
"Głos" Tygodnik Katolicko - Narodowy





Komentarze
Pokaż komentarze