Dwie informacje, jakie obóz władzy przekazał ostatnio Narodowi, oznaczają złowieszczy scenariusz dla Polski w najbliższej przyszłości.
Pierwsza to zapowiedź, że kwota wolna od podatku będzie podnoszona stopniowo do 8 tys. do końca 2021, zamiast oczekiwanego, w oparciu o obietnice, dużo wcześniejszego terminu. Druga to opinia KNF, że projekt ustawy o pomocy dla frankowiczów może oznaczać szkodę nawet 350 mld złotych!? Pomijając retoryczne pytanie jaka jest odpowiedzialność za dobro obywateli prezydenta, który proponuje taką ustawę, to obie te informacje oznaczają „głęboką” korektę pisowskich obietnic wyborczych, a nawet tych z expose Pani Premier.
Taki sam wniosek można wyciągnąć z realizacji obietnicy o bezpłatnych lekach dla seniorów powyżej 75 lat. Bo PiS w kampanii i na długo po niej nie wspominał o ograniczeniu listy tych leków do śmiesznej, miesięcznej wartości. Z pijarowej narracji wręcz wynikało, że żadnych lub co najmniej istotnych ograniczeń nie będzie. Po prostu została stworzona wizja, że staruszek wejdzie do apteki, weźmie leki i w portfelu mu nie ubędzie.
Wiek emerytalny, który już Andrzej Duda zarzekał się obniżyć natychmiast po dojściu do władzy, zostanie zmieniony najwcześniej w 2017, o ile stan budżetu na to pozwoli, czytaj ad calendas greacas.
Nawet sztandarowe 500+ oznacza kłamstwo wyborcze, choć tylko częściowe, bo przeciętnemu polskiemu wyborcy w głowie się nie mieściło i nadal nie mieści, że progiem bogactwa w Polsce może być 801 zł miesięcznie na głowę rodziny!? A to oznacza, że ponad 2 miliony wyborców może mieć o to pretensję.
Realizacja obietnicy nowych podatków także jakoś PiSowi nie wychodzi, bo bankowy został przerzucony na klientów zanim wszedł w życie, a pierwszy projekt sklepowego okazał się totalną kompromitacją. Podobnie jest ze sposobem załatwienia ochrony polskiej ziemi, który aktualnie wywołał tylko awanturę na wsi.
Z realizacji innych, tym razem nie wydatkowych obietnic, PiS też pijarowo mniej skorzysta niż to zakładał , bo np. cała masa sześciolatków jednak pójdzie do szkół w tym roku.
A przy tym wprowadził masę rzeczy, których nie obiecywał, jak bezkarność prokuratorów i ręczne ich sterowanie przez Ziobrę, inwigilację internetu czy likwidację konkursów na stanowiska publiczne w imię walki z hipokryzją. No i demontaż Trybunału Konstytucyjnego, pod kłamliwym pretekstem zagwarantowania partii rządzącej możliwości realizacji zapowiadanego programu wyborczego. Kłamliwego, bo sam PiS bardzo opornie te obietnice realizuje.
O kłótniach w Unii i z sojusznikami już nie wspomnę.
Reasumując wydatkowe obietnice trzeba przyznać, że ograniczanie, opóźnianie czy nawet rezygnacja z nich to dobra dla Polski wiadomość. Tak samo jak dobre było podwyższenie wieku emerytalnego przez Tuska, co nie przeszkodziło Kaczyńskiemu skutecznie jechać po PO jak po łysej kobyle, za złamanie obietnicy wyborczej właśnie.
I teraz PiS sam się musi zmierzyć się z tym samym problemem.
No bo jak będą zachwalali w 2019 roku swoje 4 lata rządów?
Tym, że nie dotrzymali swoich obietnic wyborczych?!
I to nie jednej, jak w przypadku Tuska, ale całej ich masy.
Opozycja wspierana niekontrolowanymi przez PIS mediami plus wolny internet łacno to wykorzystają, a przecież obecna władza już zapowiedziała, że potrzebuje drugiej kadencji i dziwiłbym się, gdyby wszystkiego nie zrobiła, by to sobie zagwarantować. A co bardziej ambitni w obozie władzy zaczną nawet przekonywać, że należy im się od Narodu, za wyzwolenie od europejskiej i peowskiej niewoli, czas na zrealizowanie Planu Morawieckiego, więc i 8 lat to będzie za mało!?
Dlatego PiS nie ma innego wyjścia jak zlikwidować niezależne sądownictwo ( w marcu poznamy projekt zmian) z TK na czele, dalej niezależne od siebie media i ograniczyć wolność słowa w internecie oraz na koniec pomajstrować przy ordynacji wyborczej.
Czyli w pięciu słowach, Panie i Panowie – ZBIERA SIĘ NAM NA DYKTATURĘ!


Komentarze
Pokaż komentarze (40)