Z artykułu dowiesz się:
- Kogo w najnowszym wpisie zaatakował Mateusz Morawiecki.
- Jakie kary i terminy przewiduje nowa uchwała władz partii.
- Dlaczego Jacek Sasin ustąpił, a środowisko byłego premiera zwołuje własne spotkanie.
- Jak działania Państwowej Komisji Wyborczej wpłynęły na strategię Jarosława Kaczyńskiego.
Morawiecki uderza we wpisie. „Wąska grupa intrygantów"
Kilkanaście godzin po decyzjach władz PiS głos zabrał były premier. W czwartek 16 lipca Mateusz Morawiecki opublikował na platformie X wpis, w którym zaatakował partyjnych przeciwników. Zarzucił im, że wywołują podziały, zamiast walczyć z rządzącą koalicją.
Obejrzyj wywiad ministra zdrowia Jolanty Sobierańskiej-Grendy w Salon24
Zadeklarował, że chce zostać w partii i współpracować ze starymi działaczami. Zapowiedział jednocześnie, że będzie dalej rozwijał swoje stowarzyszenie Rozwój Plus. Oskarżenia pod adresem kolegów z ław sejmowych pokazały skalę pęknięcia w obozie Zjednoczonej Prawicy.
„W momencie największego kryzysu rządu Tuska, ogromnej liczby afer, zawału służby zdrowia i konfliktów w koalicji. W takiej sytuacji wywołanie wewnętrznego podziału w naszej partii przez wąską grupę intrygantów jest ostatnią rzeczą, której nam potrzeba" — napisał Morawiecki.
Wojna na wizerunki. Spór przeniósł się na X
Konflikt szybko wyszedł poza język uchwał i komunikatów. Na platformie X obie strony zaczęły walczyć również obrazem, publikując wystylizowane grafiki.
Jacek Sasin pokazał swój portret w stylistyce plakatu wyborczego Baracka Obamy, sugerując, że i on ma ambicje przywódcze.
Obóz Morawieckiego odpowiedział grafiką z byłym premierem w otoczeniu zwolenników. Czy za tą licytacją kryje się realna stawka, o to kto wyjdzie ze sporu jako twarz opozycji?
Ultimatum z Nowogrodzkiej. Tydzień na dostosowanie
Postawa byłego premiera to odpowiedź na wczorajszą uchwałę Prezydium Komitetu Politycznego PiS, która uderza w rodzące się frakcje. Zakazuje ona członkom partii przynależności do stowarzyszeń, fundacji i innych organizacji o charakterze politycznym.
Politycy dostali mało czasu. Władze wyznaczyły siedem dni na wystąpienie z zakazanych organizacji i złożenie oświadczeń o lojalności wobec centrali. Termin biegnie od dziś, 16 lipca, i mija 23 lipca 2026 roku.
Jak donosi Onet, uchwała uderza przede wszystkim w dwie inicjatywy. Chodzi o stowarzyszenie „Rozwój Plus", którego nieformalnym liderem jest Morawiecki, oraz o „Po pierwsze Polska", stworzone przez otoczenie Sasina.
Sasin się wycofuje, ludzie Morawieckiego szykują rozłam
Reakcje pokazały dwie strategie. Jacek Sasin rozwiązał stowarzyszenie „Po pierwsze Polska" i podporządkował się zarządowi, tłumacząc, że rozbijanie partii od środka nie jest oznaką siły. To ruch człowieka, który skalkulował, że więcej straci na buncie niż zyska — i który woli poczekać na lepszy moment niż stawiać wszystko na jedną kartę. Morawiecki gra dokładnie odwrotnie: uznał, że własne zaplecze jest dziś warte więcej niż lojalność wobec Nowogrodzkiej.
Działacze skupieni wokół byłego premiera wybrali konfrontację. Zapowiedzieli, że nie zrezygnują z projektu mimo groźby wykluczenia. Jak podają media, przygotowują spotkanie w Warszawie zaplanowane na 31 lipca 2026 roku — datę, która wypada tydzień po upływie partyjnego ultimatum. To nie przypadek: spotkanie ma być demonstracją siły dokładnie w chwili, gdy centrala będzie liczyć, ilu posłów rzeczywiście złożyło deklaracje lojalności.
Rozbieżność w szacunkach nie jest tylko sporem o liczby, to element gry. Otoczenie Morawieckiego mówi o ponad 40 parlamentarzystach, bo im większa deklarowana grupa, tym silniejsza karta przetargowa i tym mniej opłacalne staje się dla Kaczyńskiego egzekwowanie wykluczeń. Przeciwnicy byłego premiera zaniżają tę liczbę do około 20 posłów z tego samego powodu: chcą pokazać, że rozłam byłby bolesny, ale przeżywalny. Prawdziwa skala poparcia wyjaśni się dopiero 23 lipca. Głos zabrał też Patryk Jaki, który poparł rozwiązanie frakcji i zaapelował do polityków „Rozwoju Plus", by działali wewnątrz partii, bo — jak stwierdził — w opozycji nie ma miejsca na prywatne dwory.
Będzie trzeci klub w Sejmie? Kaczyński gra o subwencję
Groźba trzeciego klubu jest bronią obosieczną. Dla Morawieckiego to polisa ubezpieczeniowa: jeśli ponad 40 posłów, senatorów i europosłów faktycznie odejdzie, były premier z dnia na dzień staje się liderem samodzielnego bytu parlamentarnego, a nie zbuntowanym działaczem bez zaplecza. Dla Kaczyńskiego to koszmar arytmetyczny — PiS przestałby być największym klubem opozycji, a prezes straciłby monopol na reprezentowanie prawicowego elektoratu.
„W stowarzyszeniu jest ponad 40 posłów, senatorów i europosłów. To będzie trzeci klub w Sejmie. A jeśli będą chcieli nas wyrzucić — to trudno, ale nie będziemy się przyglądać, jak nasza partia zamienia się w Brauna-bis" — powiedział polityk z ukaranego środowiska, cytowany przez Wirtualną Polskę. Porównanie do Grzegorza Brauna nie jest przypadkowe: to zarzut, że centrala radykalizuje partię i wypycha z niej nurt bardziej centrowy, kojarzony właśnie z Morawieckim.
Kluczem do zrozumienia całej awantury nie jest jednak ideologia, lecz pieniądze. Państwowa Komisja Wyborcza co roku bada sprawozdania finansowe partii, a wykrycie, że działalność PiS była finansowana lub wspierana przez zewnętrzne stowarzyszenia poza oficjalnym Funduszem Wyborczym, grozi odrzuceniem sprawozdania. W praktyce oznacza to obcięcie subwencji z budżetu — czyli głównego źródła utrzymania aparatu partyjnego. Stąd radykalizm uchwały: zakaz nie jest wymierzony w idee frakcji, tylko w kanał finansowania, który mógłby dać PKW pretekst do zakwestionowania całych rozliczeń.
To tłumaczy też, dlaczego kierownictwo działa tak nerwowo i szybko. „Jeśli stracimy finansowanie, to będzie koniec PiS-u" — miał podsumować Kaczyński na zamkniętym spotkaniu przy Nowogrodzkiej. W tym zdaniu mieści się cała logika ultimatum: prezes woli zaryzykować rozłam i utratę części posłów niż dopuścić do sytuacji, w której PKW pozbawi partię pieniędzy. Z jego perspektywy odejście dwudziestu czy nawet czterdziestu polityków jest bolesne, ale odwracalne — utrata subwencji byłaby ciosem, po którym partia mogłaby się nie podnieść.
Najbliższe dni pokażą, czyja kalkulacja była trafniejsza. Jeśli 23 lipca deklaracji lojalności zabraknie tylko garstce posłów, Kaczyński wygra próbę sił i przywróci dyscyplinę niewielkim kosztem. Jeśli jednak spotkanie 31 lipca zgromadzi realnych czterdziestu parlamentarzystów, prawica po raz pierwszy od lat dostanie ośrodek zdolny konkurować z Nowogrodzką — a spór o stowarzyszenia przejdzie do historii jako moment, w którym monopol Kaczyńskiego na polskiej prawicy zaczął pękać.
red.





Komentarze
Pokaż komentarze (32)