Zamiast szkolić się do walki z Rosją usuwają błoto. Gen. Polko alarmuje

Redakcja Redakcja Bezpieczeństwo Narodowe Obserwuj temat Obserwuj notkę 4
W przypadku nagłego ataku ze strony Rosji Polska może liczyć natychmiastowo zaledwie na dwie z sześciu istniejących dywizji. Analizy wojskowe wskazują, że ciężar pierwszej fali uderzenia wzięłyby na siebie wyłącznie 16. oraz 18. Dywizja Zmechanizowana. Pozostałe formacje borykają się z problemami kadrowymi lub są na pocątkowym etapie budowy.

 Z artykułu dowiesz się:

  • Które polskie dywizje zmechanizowane są obecnie w pełnej gotowości do odparcia ataku.
  • Ile czasu potrzebują jednostki drugorzutowe na całkowite uzupełnienie swoich braków kadrowych.
  • Jakie nowe formacje lądowe są dopiero tworzone przez dowództwo i funkcjonują w ograniczonym zakresie.
  • Kiedy najwcześniej zakończy się pełna modernizacja oraz rozbudowa struktur polskiej armii.

16. i 18. dywizja jako tier 1. Co to oznacza w praktyce?

Według informacji „Rzeczpospolitej”, w przypadku wybuchu konfliktu zbrojnego z Rosją nasze siły zbrojne dysponowałyby początkowo tylkodwoma dywizjami. To na nich spocząłby ciężar pierwszego starcia i stanowią absolutny fundament obecnego systemu bezpieczeństwa państwa polskiego. Polska armia klasyfikuje gotowość swoich wojsk na podstawie precyzyjnych ram czasowych. Obie wspomniane formacje to jednostki pierwszorzutowe, które w nomenklaturze wojskowej określa się jako tier 1. Są one zdolne do wejścia do walki w okresie do siedmiu dni, a część ich pododdziałów może wyruszyć do akcji w kilkanaście godzin.


Zachodnie jednostki czekają na uzupełnienia

Polska dysponuje teoretycznie sześcioma dywizjami wojsk lądowych, ale nie każda z nich prezentuje ten sam poziom wyposażenia. Dużym problemem pozostaje status tak zwanych dywizji zachodnich, które stacjonują z dala od zapalnej granicy wschodniej. Chodzi tu przede wszystkim o 11. Lubuską Dywizję Kawalerii Pancernej i 12. Szczecińską Dywizję Zmechanizowaną. Polskie zachodnie formacje wojskowe funkcjonują obecnie w oparciu o zredukowaną strukturę trzybrygadową.


Są to jednostki, które w czasie pokoju pozostają tylko częściowo skadrowane, a osiągnięcie pełnej zdolności bojowej wymaga uzupełnienia stanów osobowych poprzez dodatkową mobilizację. Taka syruacja sprawiają, że zachodnie oddziały traktowane są jako jednostki drugorzutowe, nazywane tier 2. Analizy wskazują, że ich ewentualne użycie na froncie nie nastąpi natychmiast po wybuchu wojny, bo te formacje potrzebują nawet do 30 dni na pełne uzupełnienie składów i ostateczne przygotowanie się do działań bojowych.

Nowe dywizje budowane od podstaw

Oprócz istniejących struktur dowództwo podjęło decyzję o powołaniu zupełnie nowych jednostek szczebla operacyjnego. Mowa o 1. Dywizji Piechoty Legionów oraz 8. Dywizji Piechoty Armii Krajowej. W kontekście szybkiego reagowania na nagłe zagrożenia realna siła bojowa tych formacji pozostaje na ten moment znikoma. Wszystko dlatego, że jednostki te są nowo tworzone i są formowania, praktycznie od zera. Zanim żołnierze z tych oddziałów osiągną zgranie i pełną zdolność do operacji, miną miesiące intensywnego kompletowania kadr.

Gen. Polko ostrzega: wojsko to nie służba cywilna

Stan polskiej armii krytycznie ocenia gen. Roman Polko. Były dowódca GROM-u zwraca uwagę na niepokojący trend angażowania żołnierzy w zadania typowo cywilne. – Wojsko nie jest od tego, żeby sprzątać po powodzi, gdy za wschodnią granicą toczy się wojna – zaznaczył generał w swoim komentarzu.


Polko przypomina, że naczelnym zadaniem sił zbrojnych w tak napiętej sytuacji geopolitycznej musi być intensywne szkolenie taktyczne. Generał mówi, że skierowanie tysięcy żołnierzy do usuwania skutków klęsk żywiołowych uderza bezpośrednio w ich gotowość do odparcia zbrojnej agresji. Zdaniem Polko zadania kryzysowe powinny w znacznie większym stopniu spoczywać na innych służbach.

Braki w sprzęcie i certyfikacja dronów

Problemem armii nie są jednak wyłącznie luki kadrowe w brygadach. Do wielu pododdziałów wciąż nie dotarł zamówiony przez rząd nowoczesny sprzęt, co realnie opóźnia osiągnięcie przez nie zdolności operacyjnej. Część wojskowych nie ma jeszcze możliwości szkolenia się na wozach, które fizycznie widnieją tylko w podpisanych kontraktach zbrojeniowych.

Jednocześnie dowództwo polskiej armii stara się na bieżąco reagować na wnioski płynące z ukraińskiego frontu. W polskich jednostkach trwają zaawansowane testy i certyfikacja kompanii dronowych.

Długa droga do w pełni nowoczesnej armii

Sytuacja ukompletowania dywizji uzmysławia, w jak trudnym etapie transformacji znalazły się polskie siły zbrojne. Wojsko w Polsce wymaga dalszej modernizacji technologicznej na bardzo dużą skalę. Szacunki wskazują, że na wdrożenie nowych systemów do linii potrzeba od 5 do 10 lat starań. Rozbudowa wojsk lądowych narzuca konieczność wieloletniego planowania i gigantycznych inwestycji finansowych. Zakończenie tworzenia nowych brygad i docelowe wzmocnienie zachodniej flanki zajmie jeszcze dużo czasu. Analitycy przewidują, że finał tego przedsięwzięcia nastąpi najwcześniej w 2040 roku. Red.
Udostępnij Udostępnij Lubię to! Skomentuj4 Obserwuj notkę

Komentarze

Pokaż komentarze (4)

Inne tematy w dziale Społeczeństwo