Leonarda B. obsobacza krytyków 500+, których coraz częściej słyszy na ulicach mówiących przytomnie, że PiS da, a naród to przechla i próbuje nam wmówić, że to konflikt polityczny, więc zdrowe jądro społeczeństwa, które szanuje wyniki wyborów, da mu odpór, z pewnością.
A to jest, po prostu, konflikt pokoleń i interesów.
Ci którzy już odchowali swoje dzieci będą mieli pretensje, że np. brakiem podwyższenia kwoty wolnej muszą łożyć na obecnie chowane cudze dzieci. Bezdzietni tym bardziej.
Ich mało co interesuje, że narodu może za 50 lat ubyć, za to dużo bardziej jak długo w zdrowiu i dobrobycie będą żyć. Szczególnie, że efekt demograficzny programu jest poddawany w wątpliwość, choćby słowami Premierki, że są inne cele tego programu czy powszechnym przekonaniem, graniczącym z pewnością, że w wielu wielodzietnych rodzinach wydane państwowe fundusze nie spowodują żadnego „rozmnażania”.
Wielu będzie sfrustrowanych taką pomocą socjalną dla młodych, widząc w tym odciągnięcie ich od zarabiania na emerytury starszych.
Czują oni większą solidarność z oszukanymi przez PiS 75-latkami niż z młodymi, którzy będą decydować się też przejść na garnuszek państwa.
A efekt popytowy pobudzający gospodarkę będzie dla nich oznaczał tylko nieunikniony wzrost cen, także z powodu źródeł finansowania 500+ jak np. podatek sklepowy czy bankowy.
Komentarz Szydły, że 500+ jest podziękowaniem za wychowywanie dzieci, tylko ich rozwściecza jeszcze bardziej, bo czemu im ( oprócz bezdzietnych) nie podziękowano, tylko zabrano, na podziękowanie innym.
Do tego dochodzi cała armia rodzin z jedynakami , które nieopatrznie przekroczyły 800 zł dochodu na głowę i zobaczą 500+ jak świnia niebo.
Także niech się Leonarda B. przygotuje, że takich głosów, nieprzyjemnie przez nią odbieranych, coraz bardziej krytycznych o 500+, będzie słyszała coraz więcej.


Komentarze
Pokaż komentarze (22)