Piotr Kuspys/FAE
Szczyt UE-Ukraina, który odbył się 19 grudnia 2011 r., miał być przełomem w stosunkach między Unią Europejską i Ukrainą.Od początku roku Kijów wiązał wielkie nadzieje z tym spotkaniem, oczekując, że trwające od 2008 roku negocjacje w sprawie umowy o stowarzyszeniu zostaną uwieńczone złożeniem podpisów pod tym dokumentów. Tymczasem jednak stało się inaczej.
Mówiąc o aspiracjach europejskich Ukrainy, należy uwzględnić czynnik rosyjski, który można ująć w pytaniu: a co na to Rosja? Moskwa ostatnio czyni naciski, aby Kijów, chcąc otrzymać niższe ceny na gaz, wycofał się z Europejskiej Karty Energetycznej. Jest coś na rzeczy. Tuż po szczycie UE-Ukraina Wiktor Janukowycz stwierdził, że Europa nie przestrzega Karty Energetycznej, przez co godzi w interesy państwa ukraińskiego. Chodzi o budowę rurociągów Północnego i Południowego z pominięciem Ukrainy. Powstanie nowych dróg tranzytowych zmniejsza rolę Ukrainy, jako państwa tranzytowego, i zwiększa jej zależność od Moskwy. Dlatego też Kijów domaga się gwarancji ze strony UE i Rosji co do ilości tranzytu gazu przez terytorium Ukrainy oraz zaangażowania obu stron w modernizację ukraińskiej sieci przesyłowej, przez którą obecnie płynie aż 80 proc. gazu eksportowanego przez Rosję do Europy.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)