„To, co widzę obecnie w Syrii, to zagrożenie dla całej tutejszej społeczności. Nie rozróżniam tu opozycjonistów od lojalistów. Ludzie, którzy popierają opozycję, nie wiedzą, że ta opozycja popełnia barbarzyństwa. To co jest pokazywane w mediach mainstreamowych jest odwrotnością tego, co się dzieje naprawdę” – mówi siostra Fadia Laham (Matka Agnieszka), przełożona klasztoru św. Jakuba Męczennika (ang. St. James the Multilated) w Quarah w rozmowie z Mustafą Afzalzadehem, Marcinem Domagałą, Mateuszem Piskorskim (Europejskie Centrum Analiz Geopolitycznych) i Lizzie Phelman.
W roku 2000 grupa dwudziestu osób wystosowała do prezydenta list w żądaniem wprowadzenia reform demokratycznych. To był błąd z ich strony. Wszyscy trafili do więzień. Jednym z nich był bardzo szanowany filozof dr Antoine Makdisi – wówczas pracownik Ministerstwa Kultury. Za podpisanie listu został wyrzucony z pracy i zmarł internowany tutaj w Damaszku. To nie było dobre posunięcie ze strony władz. Kolejnym aspektem było zabójstwo Rafika Hariri, premiera Libanu, co również wywołało potępienie. W początkach wiosny arabskiej w Syrii zaczął działać ruch na rzecz demokracji, który składał się z inteligencji, dysydentów, młodych, wykształconych ludzi. Jednak bardzo szybko, do tej pory nie wiem jak do tego doszło, jego działania zaczęły cechować się przemocą. Ruch ten równie nagle się zislamizował. To spowodowało, że chrześcijanie bardzo szybko zrezygnowali z uczestnictwa w protestach. Nie chcieli krzyczeć „Allah akbar” przed meczetami, lub wygłaszać innych haseł religijnych. Ruch protestu bardzo szybko przerodził się w piątą kolumnę. Znam ten proces z Libanu. W Libanie ruch demokratyczny bardzo szybko zamienił się w sektę, nastawiając swoich zwolenników nagle przeciwko sobie. Tutaj mamy do czynienia z tym samym. W efekcie snajperzy strzelają do ludzi. Na to nałożyły się waśnie religijne. Dobrym przykładem są alawici, którzy niegdyś byli niewolnikami, pozbawionymi wszelkich przywilejów. Jednak w okresie kolonializmu francuskiego, to właśnie oni otrzymali możliwość awansu, mogli wreszcie podnieść się z kolan. Kiedy przejęli władzę, zaczęli się odgrywać się na swoich dotychczasowych prześladowcach islamskich. Przykładowo, w Homsie zabierali ziemię sunnitom. Obecnie chrześcijanie znajdują się w środku tego całego zamieszania. Nie sprzyjają żadnej stronie. No, może ci, którzy znajdują się na emigracji, możliwe, że opowiedzą się po którejś ze stron. Jednak w przeważającej większości obecne niepokoje nie leżą w interesie miejscowych chrześcijan. To właśnie dlatego od czasu do czasu stają się przedmiotem ataków – nie dlatego że są chrześcijanami, ale dlatego że stoją niejako z boku.
Więcej:
http://www.geopolityka.org/syria-2012/1337-w-syrii-trwa-wojna-o-prawde


Komentarze
Pokaż komentarze (4)