"Czcigodni Państwo, znamy waszą wrażliwość na naruszenia praw człowieka, terroryzm, przemoc i wojny. My i naszych 75 więźniów sumienia niesprawiedliwie uwięzionych w czasie represji w marcu 2003 roku podzielamy te uczucia".

Tak rozpoczyna się apel kubańskich Dam w Bieli do intelektualistów i artystów świata. Damy apelują, by występować do rządu Kuby o prawo odwiedzin więźniów sumienia i swobodnego z nimi kontaktu. Damy przypominają, że od Czarnej Wiosny i zbiorowych wyroków minęły cztery lata, a dyktatura nie ustąpiła ani o krok. "Represje, arbitralne zatrzymania i wyroki pokojowo nastawionych niewinnych ludzi trwają. Reżim udaje, że nie ma na Kubie więźniów sumienia, lecz jedynie kryminaliści i terroryści w służbie obcych mocarstw. To kłamstwo".
Spośród 75 więźniów Czarnej Wiosny jeden już nie żyje. Dyktatura zdążyła zwolnić z więzienia ze względu na stan zdrowia skazanego na 15 lat Miguela Valdesa Tamayo, ale w styczniu 2007 roku zmarł on w szpitalu. "Wszystkim grozi taka sama śmierć jak Miguelowi Valdesowi Tamayo" - piszą Damy.
Sytuacja osób żyjących i represjonowanych na Kubie jest o tyle tragiczna, że lewicujące rządy Państw, które mogłyby zaangażować się w pomoc zdają się obojętne na los tych ludzi. Damy w Bieli, które od czterech lat demonstrują na ulicach Hawany w obronie swoich bliskich, dostały dwa lata temu europejską Nagrodę Praw Człowieka im. Andrieja Sacharowa. Nie mogły jej jednak odebrać w Strasburgu, bo dyktatura nie wypuściła ich z kraju.
Na ich prośbę, by posłowie Parlamentu Europejskiego sami w takim razie pojechali na Kubę i na miejscu wręczyli Damom ich nagrodę, ówczesny przewodniczący, hiszpański socjalista Josep Borrell, nie zareagował.
Ciekawe, Parlament Europejski dopatrujący sie łamania praw człowieka w Polsce nie zauważa tego na Kubie? Hiszpanie uwrażliwieni na wszelkie akty dyskryminacji, angażujący się jawnie w obronę nieprześladowanych w Polsce Dąbrowszczakow są głusi na wołanie Kubańczyków mówiących w konću tym samym językiem? Zaiste wybiórczy słuch i wzrok mają socjaliści.
PS.
W marcu bieżącego roku Instytut Lecha Wałęsychciał zorganizować wystawę , która miała pokazać losy matek, żon i córek więźniów reżimu Fidela Castro. Miejscem wystawy miało być warszawskie Metro. Jednak okazało się, że zdjęcia nie miały wartości artystycznej i były zbyt zaangażowane politycznie. Tymczasem galerie metra służą młodym artystom i od polityki stronią.... Po nagłośnieniu sprawy przez media, urzędnicy Pani prezydent Gronkiewicz-Waltz zmienili zdanie.


Komentarze
Pokaż komentarze (10)