2. Nicolas Sarkozy pobłądził a Michnik ozdrowiał. Mowa o wywiadzie jaki przeprowadzili z prezydentem Francji Adam Michnik i Jarosław Kurski. Dowiadujemy się z niego, że Sarkozy nas kocha ale warunkowo. Zapytany o politykę dwóch prędkości w Europie odpowiada:
-
Nie, ja nie mówię o dwóch różnych prędkościach. Ale jak to w polityce - ci, którzy chcą jechać prędzej, nie powinni być powstrzymywani przez tych, którzy chcą jechać wolniej. Ale wszyscy mogą wsiąść do pociągu. Jeśli my chcemy przystąpić do wspólnej polityki imigracyjnej, a inne państwo nie, to ma prawo, ale niech nam nie przeszkadza robić tego, co chcemy.
Pokrętne myślenie Francuza. My mamy jemu nie przeszkadzać robić co chce ale już on może przeszkadzać nam.
3. Istnieje taka stara maksyma, że młyn Kościoła miele powoli ale dokładnie (sprafrazowana na historię). No i zmielono wreszcie Amnesty International. Ta organizacja relatywistów przestanie być współfinansowana przez Kościół i instytucje mu podległe. AI na swoja obronę ma to, że dostało pokojowego Nobla. Chyba za hipokryzję, bo niby są organizacją broniącą praw człowieka ale już wartość człowieka oceniają przedstawiciele tej organizacji. I tak np. większą wartość ma terrorysta niż dziecko nienarodzone.
4. Nobla otrzymał też kiedyś Lech Wałęsa. Ale podobnie jak doktorat, nie za osiągnięcia naukowe. Pewnie też nie za wyniki w lekcjach logiki, bo nie palnąłby takiego zdania - SB zrobiła ze mnie "agenta". Bo przecież wszyscy o to SB podejrzewają.
5. Jacek Żakowski idzie pod sąd, pisze Dziennik. Idzie i jakoś mu to nie w smak. No bo przecież pozwanie dziennikarza to skandal! To celowe działanie przeciwko demokracji, chęć zniszczenia go ze względów politycznych a z drugiej strony Michnik właśnie pozwał Krasowskiego. Ale nie byłby lewicowym publicystą gdyby jego procesy myślowe nie przebiegały pokrętnie i nielogicznie. Bo oto Żakowski broni prawa Michnika do procesowania się, a pozwanie go przez Skwiecińskiego uznaje za próbę ograniczania wolności słowa.
6. Wenderlich nauczył się kultury. Tzn. miał okazję nauczyć się kultury ale nie zrozumiał lekcji. Nie mieści sie w jego bolszewickim łebku, że jeśli na merytoryczny argument odpowie w debacie publicznej swojemu rozmówcy, że bredzi i nie poda logicznego argumentu na poparcie tego sądu to zostanie nazwany chamem, co jest logiczna konsekwencją jego czynu. Bo przecież cham, to człowiek prosty, nieobyty, nie znający etykiety i nie obcujący na co dzień z kulturą. I jeśli ktoś nie potrafi kulturalnie dyskutować to jest chamem. Ten ostatni wpis dedykuje niektórym komentatorom tego bloga i redaktorom GW, których bardziej uraziło nazwanie chama chamem niż brak szacunku dla rozmówcy.


Komentarze
Pokaż komentarze (29)