Według przekazów przekaziorów najważniejszą sprawą w piątkowych głosowaniach jest to, czy PSL poprze po w sprawie sześciolatków. Trudno szukać dyskusji na temat słuszności referendum, prawie rodziców do decydowania o edukacji swoich dzieci. Na temat powrotu do 8+4 też cicho.
Natomiast co i rusz jakiś dziennikarz udaje się do sejmu nie po to, by zapytać kolejnego polityka jak zamierza głosować i dlaczego, chce odebrać rodzicom prawa obywatelskie, ale po to by porozmawiać o losie koalicji. Tak naprawdę o tym, czy nadal przy korycie nic się nie zmieni. W tle nawet nie widać dzieci, bo pewnie małe te dzieci.
Milion podpisów pójdzie na zmielenie. Co kogo obchodzi, że to jest milion osób, którzy nie chcą, by za nich decydować. Platforma wprawdzie obywatelskość ma w nazwie to jednak samych obywateli ma ...lekceważy. I mało ich obchodzą dzieci i ich rodzice a głosowanie nad referendum trzeba jednak przeprowadzić, więc się go użyje do sondażu lojalności koalicjanta. Jednego w tym nie rozumiem – jak decyzja sejmu o rozpisaniu referendum miałaby wpłynąć na rozpad rządu? Rzeczywiście jest tak, że platforma nie może zostać przegłosowana ? nigdy? Bo co? bo się obrazi i sobie pójdzie. I żeby sobie nie poszła, to PSL stanie przy niej murem? Nie po to by dzieci...coś tam coś tam, lecz, by razem, wspólnie, ramię w ramię trwać?
To ja mam gdzieś ten cały sejm, gdzie walka o koryto jest ważniejsza niż człowiek, a ten mały to jeszcze mniej.
Pani marszałek opowiedziała już, że wszystko w edukacji jest ustalone, zatwierdzone, wprowadzone w życie.
Partia ma zawsze rację! Obywateli nie będzie o nic pytać, a tym bardziej słuchać.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)