Zdarzyło się zdarzenie na miarę pomnika lenina w Poroninie. Mianowicie rozdano nagrodę im. Włodka ufundowaną przez naszą noblistkę-poetkę okresu PRL dla początkujących poetów. Chyba jednak nie tak. Tak miało być. A stało się zupełnie inaczej. Mam wrażenie i takie, jakieś poczucie kobiece, że normalnie naszą znobilitowaną Wisię sponiewierano. I to przez tą kasę, którą zrobiła na wierszykach i poparciu. Najpierw odmówiono jej prawa, (w dodatku zaocznie, pośmiertnie)- uhonorowania faceta, którego kochała. Dziś - przyznając nagrodę niemłodej poetce. „Bo była przyjaciółką”.
Jest coś takiego, jak ostatnia wola testatora i powinno się ją wypełnić, by uzyskać prawo do profitów. Jednak w tym przypadku w świetle jupiterów oraz samego żyrandola w osobie prezydenta kaska została podzielona a wola testatora…, ale, że co się czepiam jakichś pierdół?
I mogłabym się z tym zgodzić, że czepiam się „pierdół” Bo tak naprawdę wcale mi jej nie żal. Bo nie dosyć, że się w mendzie zakochała to jeszcze zakpiła sobie fundując nagrodę im. mendy. I tak mi jakoś gra, że w tym zakochaniu trafił „swój na swego”, a miłość była prawdziwa, bo nawet słuszna ideowo.
A jednak ten „pierdół” w postaci wysyłania w niebyt imienia Włodka, ukochanej osoby Wisi noblistki, by się tą noblowską kaską podzielić trochę mi zgrzyta, jakieś hieny cmentarne przychodzą mi na myśl, jakieś odzieranie zwłok... takie tam...pierdoły.
A tak byłoby pięknie, gdyby poetka trafiła na kogoś zupełnie innego, albo tylko trochę innego. Może by się nawet nie.... i spadkobiercy dla kasy też....





Komentarze
Pokaż komentarze