He's lost it
Ach, ta brytyjska kultura siedzenia w pubie i przepijania ostatnich złudzeń. Najlepiej w niedzielę, w towarzystwie sunday roast, Premier League i rozsądnej liczby pint piwnego jabcoka - tak między jedną a dziesięcioma. Cudownie stały repertuar muzyków i komików dopełnia atmosferę niczym z pokładu Titanica. Nieuchronne zderzenie z górą lodową nie jest dla nikogo dramatem, lecz niecierpliwie wyczekiwanym końcem. W flegmatycznej bierności siła! W tak mało wymagających okolicznościach artysta - nawet bardzo mocno lokalny - musi dowozić. Można jechać z tym samym repertuarem od dekad, ale publika wymaga pewnego poziomu. Gdy tak nie jest, gdy nagle rytm jest nie ten, szyk słów zły, tłum może strzelić w kierunku sceny ospałym he's lost it. To jeden z najbardziej przerażających komentarzy, jakie może usłyszeć estradowiec. Stanie się memem nieudolności jest gorsze niż śmierć.They've lost it
Ostatnie miesiące przynoszą bardziej lub mniej gwałtowne bankructwa na rynku wokeizmu i manosfery. Bill Burr podąża drogą powolnej eutanazji, którą sam sobie przepowiedział ponad dekadę temu. Stał się wszystkim tym, co było clou jego monologów. Jego audycje, utrzymane w konwencji wiecznie wkurzonego starego pierdziela w świecie pełnym oślizgłych korpooszustów, idealnie trafiały w postkryzysowe (2008) środowisko sfrustrowanych facetów. Pustka po George'u Carlinie oraz obecna sytuacja socjoekonomiczna zdawały się wręcz wymarzonymi warunkami dla nowego trybuna ludowego. Nie wykorzystał tej szansy w spektakularnym, wręcz hollywoodzkim stylu.Inny z wielkich, John Oliver, pożeglował w stronę Wysp Woke. Wszystko, co smuci rozczarowanego he/she/her/they ze wschodniego wybrzeża, smuci również Johna, co okazało się zabójcze dla poziomu, do którego przyzwyczaił swoich fanów. Ciężko w warunkach tak mocnej autocenzury prowadzić program rozrywkowy. Humor i kreatywność nie lubią sztucznych ograniczeń.
Joe Rogan - jeden z pionierów współczesnych podcastów - w świecie stand-upu never had it, so he could not have lost it. Miał niesamowitego nosa, który pozwolił mu, przy niskich kosztach, odnieść ogromny sukces finansowy. Jego zamiłowanie do libertarianizmu idealnie wpisało się w nastroje końca poprzedniej dekady. Z drugiej strony związki ze znanymi i bogatymi oraz nieudolna, nachalna promocja świata MAGA zderzyły się czołowo ze wstrząsającymi aferami obecnej administracji.
Na koniec - Tom Segura, czyli najnowsza ofiara pieniędzy i samozachwytu. Zdaje się, że zdecydował się wskoczyć do tonącej łódki pełnej najtwardszych z twardych twardzieli. Niedługo dowiemy się, kiedy i czy w ogóle zorientuje się, jak fatalna była to decyzja.
Late Night Show czy wiadomości: co ja pacze?
Naturalną ścieżką kariery komika, który przebił się do mainstreamu, było albo własne talk-show, albo serial komediowy. Zarówno jeden, jak i drugi wariant wiązał się z tytaniczną pracą, armią scenarzystów, producentów i smutnych ludzi od całej gamy mało ekscytujących cyferek. Format dokładnie wyreżyserowanych rozmów z gwiazdami mocno przypadł do gustu wszelkiej maści politykom, ich darczyńcom, lobbystom i - czymkolwiek są - ekspertom od komunikacji. Czarodzieje tacy jak Steve Bannon potrafili połączyć wszystkie wymienione role.COVID-owe lockdowny pozwoliły na rozwój dowolnie długich i pedantycznie kontrolowanych form przekazu. Raj dla ekspertów narracyjnych stał się naszą smutną rzeczywistością. Duże tradycyjne media nie mogły dalej ignorować odpływu widzów do internetu w sytuacji, w której nawet ich szefowie i ludzie od Excela spędzali więcej czasu z nosem w telefonie, oglądając YouTube, niż własne produkcje.
Nowe pole bitwy w walce o widza wymagało adaptacji do nowych formatów. Przez to zatarła się granica między programami o standardowej, telewizyjnej strukturze a mieszanką late-night show z programami rozrywkowymi prosto z MTV. W połączeniu ze schyłkiem ery pisma jest to dla tradycyjnego dziennikarstwa tym samym, czym uderzenie meteorytu było dla dinozaurów. Przeżyją szczury, karaluchy i najlepiej dostosowani. Na giełdzie informacji najbardziej pożądanym aktywem stała się umiejętność kreowania narracji. Czarodzieje dopaminy bardzo sprawnie potrafili połączyć role stand-upera i prezentera wiadomości.
Narodowy kukuruźnik
Rodzimego komediowo-dziennikarskiego podwórka (nie)stety nie znam aż tak dokładnie. Lata temu zostałem skutecznie odstraszony papieskim bąkiem Abelarda Gizy. Nie szumem kontrowersji, który wywołał, lecz pospolitą ujowością tego żartu. Ciężko zrozumieć ówczesne święte oburzenie, które uderzyło w cenzorskie tony, przy jednoczesnym braku zasłużonej krytyki jakości.Jednakże nie sposób pominąć, jak się okazało, zbyt wczesnej próby Maxa Kolonki, któremu prawie udało się na stałe zagościć w mainstreamie. Zły timing i brak cierpliwości sprawiły, że nie odniósł aż tak spektakularnego sukcesu. Max niestety nie doczekał COVID-u, który wyniósłby jego program na finansowe szczyty. Punkt Nemesis odwiedził go zbyt wcześnie. He's lost it w jego przypadku przybrało dość dramatyczny charakter. Może to przez brak wentylacji w miniaturowym studio pod bostońskimi schodami. Tego raczej nie dowiemy się w najbliższych latach. Panie, świeć nad trumną jego kariery.
Po Maxie wielu próbowało podążać podobną ścieżką, świadomie bądź nie, na modłę amerykańskich trendów, ale nikt nie odniósł tak spektakularnego sukcesu jak były dziennikarz sportowy Krzysztof Stanowski. Nasz rynek nie widział tak konsekwentnie i błyskotliwie budowanej kariery. Nikt z obecnych macherów medialnych nie posiada jednocześnie lekkiego pióra, słuchu społecznego, wyczucia trendów oraz, co najważniejsze, niezależności, jaką daje własny kapitał.
Każda ze stron obecnego sporu biznesowo-politycznego chciałaby mieć tak sprawnego szamana po swojej stronie. Nawet jeżeli otwarcie się do tego nie przyznają, czuję, że za jednego Stanowskiego byliby gotowi wymienić dwóch Lisów, trzech Hoffmanów, dziesięć redakcji Krytyki Politycznej z pakietem dotacji i umeblowaniem oraz dowolną liczbę Śpiewaków Janów.
Jednym z jego talentów jest rzadka umiejętność sprawnego odwinięcia się oponentom. Co prawda, jak twierdzi rzesza fanów (bądź wyznawców), jego przeciwnicy nazbyt często wystawiają mu do pustej. Niezależnie od tego, jaka jest prawda, erystyczna niszczarka Stanowskiego, na Twitterze oraz w debatach podczas kampanii prezydenckiej, przemieliła wielu zbyt pewnych siebie feudałów starych dziennikarsko-politycznych układów.
Transfer do polityki - nadwiślański Steve Bannon
Warto zauważyć, że pierwsza i druga kadencja Trumpa wciągnęły do polityki wiele przebojowych osobowości ze świata mediów czy rozrywki. Jedna po drugiej są obecnie wypluwane w medialny niebyt, a postepsteinowski chaos w szeregach manosfery jedynie przyspiesza ten proces.Sympatyczny Steve, niegdyś regularnie krzyczący do odbiorcy na YouTubie o hipokryzji elit i potrzebie strukturalnych zmian, nie jest tutaj wyjątkiem. W jego przypadku przeświadczenie o własnym geniuszu zaprowadziło go do gabinetów mało przyjemnych osób pokroju Jeffreya. Coraz mroczniejsze pomysły na polityczne spiny i kreowanie nowych realiów polityki międzynarodowej w wielobiegunowym świecie chaosu były i są mocno przerażające. Całe szczęście trafił na wystarczająco silny niemenowski mur ludzi dobrej woli, dzięki którym raczej nie powróci do mainstreamu. Zaangażowanie w politykę jest początkiem końca prawie każdej kariery, która pierwotnie nie została w niej wykuta.
Po kampanii prezydenckiej, z tylko jemu znanych powodów, Stanowski postanowił na stałe zaangażować się w polityczną bitwę. Oczywiście bez jednoznacznej deklaracji opowiedzenia się po którejś ze stron, ale kamery zdążyły złapać pięknego kawalera, który uwiesił się w oknie samochodu naszego Steve'a.
Przy zachowaniu odpowiednich proporcji działalność wczesnego Bannona i późnego Stanowskiego jest bardzo podobna; podobne są nawet zaczeski (ciekawe, kto czerpał inspirację od kogo?). Ich polityczni patroni może i nie są erudytami, ale za to kochają historię i ojców założycieli oraz lubią rozdawać fanom czerwone czapeczki (ciekawe, kto czerpał inspirację od kogo?).
Tak samo jak Rafał Trzaskowski jest idealnym kandydatem już nieistniejących realiów świata jednobiegunowego, tak nowy ruch polityczny oparty na czerwonych gadżetach i siermiężnie głoszonych ideałach jest spóźniony. Kolejne przebiegunowanie ideologiczne czeka już za rogiem.
Has he lost it?
Jak już zostało wspomniane w tym strumieniu chłopskiej świadomości, komedia i dziennikarstwo nie znoszą autocenzury. Ta polityczno-biznesowa najszybciej zabija kreatywność. Moim zdaniem pierwsze oznaki wyczerpania już widać.Odwijanie się przeciwnikom w ramach usług pijarowych jest tak naturalne jak śmiech drugiego ze współprowadzących Studia Yayo. Tyle w tym polotu co w tekstach sponsorowanych o parówkach. Każda formuła kiedyś się wyczerpuje. Szczególnie ta oparta na dopaminie. Ile można słuchać kolejnych tyrad, w których szczególnie mocno jedzie się po kobietach? Ten leitmotiv jest tak mocno oklepany, że nawet pan współprowadzący jest nim zmęczony.
Widoczny spadek formy oraz coraz bardziej jednoznaczne deklaracje polityczne niewątpliwie zostały zauważone przez Donalda Tuska, który również hobbystycznie lubi i potrafi załadować na wątrobę krótkim wpisem. Jego Zwischenruf podczas wakacyjnego zjazdu rafałków nie był wybitną próbą, co najwyżej delikatnym rozpoznaniem bojem. Przedwyborcza wersja Stanowskiego uznałaby taką nieporadność za wystawienie do pustej. Tym razem zamiast tradycyjnego odwinięcia została opublikowana nudna rozprawka świeżego absolwenta warszawskiego liceum o profilu ekologiczno-patriotycznym.
Idąc dalej, zrozumiałe jest podążanie za linią redakcyjną czy trendami, ale fanatyczna obrona konkretnych polityków czy (wcale nie) umoczonych kolegów zużywa nawet najzdolniejszych i najbardziej żądnych kasy biznesmenów. Czy tak się dzieje w jego przypadku? Has he lost it?
Imperium medialne czy partia wodzowska
Z pewnością nie jestem grupą docelową jego obecnej wersji, więc może przekaz jest dostosowany do bardzo dokładnie określonej demografii. Obecna działalność przypomina tę Jarosława Kaczyńskiego, który lata temu zaczął omować podczas miesięcznic. Umiejętne używanie „ojczyznom, mojom, matkom, prawdom, zdradom” zdobyło mu wielu zwolenników. Trzeba naśladować najlepszych, a Kaczyński realnie wygrał prawie wszystkie spotkania przy urnach przez ostatnie dwa cykle wyborcze. Potrafił przetrwać wiele lat w opozycji, utrzymać pełnię władzy przez osiem lat, zorganizować bardzo sprawną partię, regularnie wyciągać z kapelusza przyszłych premierów i prezydentów.Wielokrotnie mignął mi komentarz, że Krzysztof, podobnie jak Jarosław, ma czutkę również do ludzi, a powstanie nowego imperium medialnego jest tylko kwestią czasu. Na razie tego nie widać. Na liście najpopularniejszych materiałów na Kanale Zero próżno szukać innych autorów. Przewaga w wyświetleniach nie jest tak jednoznaczna jak w jego poprzednim projekcie, ale wystarczająco duża, aby uznać, że obecnie nie ma w jego ekipie równie przebojowych twórców.
Tabun dziennikarzy ze starego TVP służy jedynie po to, aby, o ironio, omawiać afery, w które zamieszani są ich byli mocodawcy, w nic niewartych kilkuminutowych materiałach. Służą jako podkładka do zbijania zarzutów o stronniczość. My nie kręcimy o kryptoaferze?! Tutaj masz dwuminutowy materiał Maćka Ćmokalskiego z czterema wyświetleniami!
The Big Cycle and Andrew Who?
Na koniec tego przydługiego wykwitu myśli ubogiej: nieuchronnie zbliżamy się do bardzo newralgicznego okresu między wyborami połówkowymi a prezydenckimi w Stanach. Czy nam się to podoba, czy nie, nasz los jest zależny od procesów społecznych, kulturowych, technologicznych i ekonomicznych za oceanem.Obecna zmiana nastrojów została już zauważona przez lobbystów i biznes. Dalej są mocno, aż po stonogowe kulki, zaangażowani w obecny konsensus, ale widać pierwsze oznaki delikatnego zwątpienia. Strumień kampanijnych pieniędzy nie popłynął w całości w stronę republikanów. Gdy dołożymy do tego napięcia, wojny, rozgrzaną giełdę i powszechne problemy z zadłużeniem, rodzi się obraz świata, w którym dla własnego bezpieczeństwa należy stronić od jasnych deklaracji, kopiowania zagranicznych trendów, dużej ekspozycji na ryzyko czy tworzenia nowych ruchów opartych na sprawdzonych, ale prawdopobnie już przeterminowanych wzorcach. Jeszcze nie wiemy co będzie, a może już jest pierwszym klockiem, po którym poleci całe domino. Przyszłość.pl dopiero się wykuwa.
#manosfera #prawaki #lewaki #roganizm #polityka #spoleczenstwo


Komentarze
Pokaż komentarze (1)