Z artykułu dowiesz się:
- Dlaczego zachodni eksperci uważają groźby nuklearne za element wojny psychologicznej
- Jakie były kulisy tajnej wizyty dyrektora CIA w Moskwie
- W jaki sposób Kreml może przetestować spójność sojuszniczą państw NATO
- Co różni obecną sytuację od realnego kryzysu nuklearnego z jesieni 2022 roku
Celowe przecieki z Moskwy. Kreml gra na emocjach Zachodu
W tym miesiącu w mediach i wypowiedziach polityków pojawiły się doniesienia i ostrzeżenia g o możliwości użycia broni jądrowej przez Rosję. Informacje te wywołały falę komentarzy po obu stronach Atlantyku. Sprawę przeanalizował amerykański analityk Thomas Wright.
Ekspert ocenia na łamach W The Times, że kontrolowane przecieki z Moskwy mają ściśle określony cel polityczny. Chodzi o wywołanie paniki wśród zachodnich liderów i zmuszenie ich do ustępstw.
- Rosjanie przekazali te informacje agencji Bloomberg celowo (Bloomberg informował o możliwości użycia broni jądrowej przez Rosję). Chcieli nas zaniepokoić i wywołać obawę, że sytuacja wymknie się spod kontroli - zaznaczył Wright.
Wright podkreślił jednocześnie, że obecne groźby nie mają pokrycia w rzeczywistych działaniach armii. Wright wskazuje, że amerykański wywiad nie odnotował żadnych przesłanek ani przygotowań wskazujących na zamiar przeprowadzenia uderzenia nuklearnego.
Tajna misja szefa CIA w Moskwie
Mimo braku przesłanek o bezpośrednim ataku, napięcie w relacjach Waszyngtonu z Moskwą pozostaje wysokie.
Dyrektor CIA John Ratcliffe udał się z tajną wizytą do stolicy Rosji i spotkał się tam z szefami rosyjskich służb - SWR i FSB. Rozmawiał z Siergiejem Naryszkinem oraz Aleksandrem Bortnikowem.
- Wygląda na to, że coś dało amerykańskiej administracji powód do niepokoju - skomentował tę podróż Wright w analizie cytowanej przez Gazeta.pl.
Prowokacje w państwach bałtyckich zamiast atomu
Eksperci ostrzegają, że brak planów użycia broni jądrowej nie oznacza rezygnacji Rosji z agresywnych kroków. Zagrożenie może jednak nadejść z zupełnie innego kierunku.
Zdaniem Wrighta kolejnym posunięciem Moskwy może być uderzenie hybrydowe wymierzone we wschodnią flankę Sojuszu. Głównym celem miałyby stać się kraje bałtyckie.
- Ewentualny atak na kraje bałtyckie byłby testem dla NATO. Rosja chciałaby w ten sposób udowodnić, że Sojusz nie zdaje egzaminu i spróbować go złamać - twierdzi ekspert.
Wright odniósł się także do politycznych kalkulacji w Waszyngtonie. Choć Donald Trump nie przywiązuje dużej wagi do bezpieczeństwa Europy, bezpośredni atak Rosji na państwo członkowskie NATO byłby dla amerykańskiego prezydenta ogromnym problemem politycznym.
Jesień 2022 roku a obecne ryzyko - porównanie
Wright przypomniał, że sytuacja wygląda dziś inaczej niż na początku wojny w Ukrainie. Jesienią 2022 roku amerykański wywiad dysponował konkretnymi, twardymi informacjami o możliwym użyciu broni jądrowej w razie całkowitego załamania się rosyjskiego frontu.
Wówczas Zachód traktował te ostrzeżenia z najwyższą powagą. Obecnie brakuje podobnych danych o ruchach wojsk, co sugeruje, że Kreml traktuje atom wyłącznie jako narzędzie dyplomatycznej presji.
red.
Źródło: The Atlantic, The Times, RMF





Komentarze
Pokaż komentarze (7)