Blef Putina czy realny atak? Ekspert wyjaśnia grę Rosji

Redakcja Redakcja Bezpieczeństwo Narodowe Obserwuj temat Obserwuj notkę 7
Thomas Wright, były doradca Białego Domu, przeanalizował nową falę rosyjskich gróźb nuklearnych, które określił jako element wojny psychologicznej Kremla. Choć kontrolowane przecieki z Moskwy zasiały niepokój wśród zachodnich liderów i społeczeństw, amerykański ekspert zapewnia, że wywiad amerykański nie odnotował obecnie żadnych realnych przygotowań do ataku atomowego.

Z artykułu dowiesz się:

  • Dlaczego zachodni eksperci uważają groźby nuklearne za element wojny psychologicznej
  • Jakie były kulisy tajnej wizyty dyrektora CIA w Moskwie
  • W jaki sposób Kreml może przetestować spójność sojuszniczą państw NATO
  • Co różni obecną sytuację od realnego kryzysu nuklearnego z jesieni 2022 roku

Celowe przecieki z Moskwy. Kreml gra na emocjach Zachodu

W tym miesiącu w mediach i wypowiedziach polityków pojawiły się doniesienia i ostrzeżenia g o możliwości użycia broni jądrowej przez Rosję. Informacje te wywołały falę komentarzy po obu stronach Atlantyku. Sprawę przeanalizował amerykański analityk Thomas Wright.


Ekspert ocenia na łamach W The Times, że kontrolowane przecieki z Moskwy mają ściśle określony cel polityczny. Chodzi o wywołanie paniki wśród zachodnich liderów i zmuszenie ich do ustępstw.

- Rosjanie przekazali te informacje agencji Bloomberg celowo (Bloomberg informował o możliwości użycia broni jądrowej przez Rosję). Chcieli nas zaniepokoić i wywołać obawę, że sytuacja wymknie się spod kontroli - zaznaczył Wright.

Wright podkreślił jednocześnie, że obecne groźby nie mają pokrycia w rzeczywistych działaniach armii. Wright wskazuje,  że amerykański wywiad nie odnotował żadnych przesłanek ani przygotowań wskazujących na zamiar przeprowadzenia uderzenia nuklearnego.

Tajna misja szefa CIA w Moskwie

Mimo braku przesłanek o bezpośrednim ataku, napięcie w relacjach Waszyngtonu z Moskwą pozostaje wysokie.

Dyrektor CIA John Ratcliffe udał się z tajną wizytą do stolicy Rosji i spotkał się tam z szefami rosyjskich służb - SWR i FSB. Rozmawiał z Siergiejem Naryszkinem oraz Aleksandrem Bortnikowem.

- Wygląda na to, że coś dało amerykańskiej administracji powód do niepokoju - skomentował tę podróż Wright w analizie cytowanej przez Gazeta.pl.


Prowokacje w państwach bałtyckich zamiast atomu

Eksperci ostrzegają, że brak planów użycia broni jądrowej nie oznacza rezygnacji Rosji z agresywnych kroków. Zagrożenie może jednak nadejść z zupełnie innego kierunku.

Zdaniem Wrighta kolejnym posunięciem Moskwy może być uderzenie hybrydowe wymierzone we wschodnią flankę Sojuszu. Głównym celem miałyby stać się kraje bałtyckie.

- Ewentualny atak na kraje bałtyckie byłby testem dla NATO. Rosja chciałaby w ten sposób udowodnić, że Sojusz nie zdaje egzaminu i spróbować go złamać - twierdzi ekspert.

Wright odniósł się także do politycznych kalkulacji w Waszyngtonie. Choć Donald Trump nie przywiązuje dużej wagi do bezpieczeństwa Europy, bezpośredni atak Rosji na państwo członkowskie NATO byłby dla amerykańskiego prezydenta ogromnym problemem politycznym.

Jesień 2022 roku a obecne ryzyko - porównanie

Wright przypomniał, że sytuacja wygląda dziś inaczej niż na początku wojny w Ukrainie. Jesienią 2022 roku amerykański wywiad dysponował konkretnymi, twardymi informacjami o możliwym użyciu broni jądrowej w razie całkowitego załamania się rosyjskiego frontu.


Wówczas Zachód traktował te ostrzeżenia z najwyższą powagą. Obecnie brakuje podobnych danych o ruchach wojsk, co sugeruje, że Kreml traktuje atom wyłącznie jako narzędzie dyplomatycznej presji.

red.

Źródło: The Atlantic, The Times, RMF

Udostępnij Udostępnij Lubię to! Skomentuj7 Obserwuj notkę

Komentarze

Pokaż komentarze (7)

Inne tematy w dziale Społeczeństwo