Blef Putina czy realny atak? Ekspert wyjaśnia grę Rosji

Redakcja Redakcja Bezpieczeństwo Narodowe Obserwuj temat Obserwuj notkę 32
Thomas Wright, były doradca Białego Domu, przeanalizował nową falę rosyjskich gróźb nuklearnych, które określił jako element wojny psychologicznej Kremla. Choć kontrolowane przecieki z Moskwy zasiały niepokój wśród zachodnich liderów i społeczeństw, amerykański ekspert zapewnia, że wywiad amerykański nie odnotował obecnie żadnych realnych przygotowań do ataku atomowego.

Z artykułu dowiesz się:

  • Dlaczego zachodni eksperci uważają groźby nuklearne za element wojny psychologicznej
  • Jakie były kulisy tajnej wizyty dyrektora CIA w Moskwie
  • W jaki sposób Kreml może przetestować spójność sojuszniczą państw NATO
  • Co różni obecną sytuację od realnego kryzysu nuklearnego z jesieni 2022 roku

Celowe przecieki z Moskwy. Kreml gra na emocjach Zachodu

W tym miesiącu w mediach i wypowiedziach polityków pojawiły się doniesienia i ostrzeżenia g o możliwości użycia broni jądrowej przez Rosję. Informacje te wywołały falę komentarzy po obu stronach Atlantyku. Sprawę przeanalizował amerykański analityk Thomas Wright.


Ekspert ocenia na łamach W The Times, że kontrolowane przecieki z Moskwy mają ściśle określony cel polityczny. Chodzi o wywołanie paniki wśród zachodnich liderów i zmuszenie ich do ustępstw.

- Rosjanie przekazali te informacje agencji Bloomberg celowo (Bloomberg informował o możliwości użycia broni jądrowej przez Rosję). Chcieli nas zaniepokoić i wywołać obawę, że sytuacja wymknie się spod kontroli - zaznaczył Wright.

Wright podkreślił jednocześnie, że obecne groźby nie mają pokrycia w rzeczywistych działaniach armii. Wright wskazuje,  że amerykański wywiad nie odnotował żadnych przesłanek ani przygotowań wskazujących na zamiar przeprowadzenia uderzenia nuklearnego.

Tajna misja szefa CIA w Moskwie

Mimo braku przesłanek o bezpośrednim ataku, napięcie w relacjach Waszyngtonu z Moskwą pozostaje wysokie.

Dyrektor CIA John Ratcliffe udał się z tajną wizytą do stolicy Rosji i spotkał się tam z szefami rosyjskich służb - SWR i FSB. Rozmawiał z Siergiejem Naryszkinem oraz Aleksandrem Bortnikowem.

- Wygląda na to, że coś dało amerykańskiej administracji powód do niepokoju - skomentował tę podróż Wright w analizie cytowanej przez Gazeta.pl.


Prowokacje w państwach bałtyckich zamiast atomu

Eksperci ostrzegają, że brak planów użycia broni jądrowej nie oznacza rezygnacji Rosji z agresywnych kroków. Zagrożenie może jednak nadejść z zupełnie innego kierunku.

Zdaniem Wrighta kolejnym posunięciem Moskwy może być uderzenie hybrydowe wymierzone we wschodnią flankę Sojuszu. Głównym celem miałyby stać się kraje bałtyckie.

- Ewentualny atak na kraje bałtyckie byłby testem dla NATO. Rosja chciałaby w ten sposób udowodnić, że Sojusz nie zdaje egzaminu i spróbować go złamać - twierdzi ekspert.

Wright odniósł się także do politycznych kalkulacji w Waszyngtonie. Choć Donald Trump nie przywiązuje dużej wagi do bezpieczeństwa Europy, bezpośredni atak Rosji na państwo członkowskie NATO byłby dla amerykańskiego prezydenta ogromnym problemem politycznym.

Jesień 2022 roku a obecne ryzyko - porównanie

Wright przypomniał, że sytuacja wygląda dziś inaczej niż na początku wojny w Ukrainie. Jesienią 2022 roku amerykański wywiad dysponował konkretnymi, twardymi informacjami o możliwym użyciu broni jądrowej w razie całkowitego załamania się rosyjskiego frontu.


Wówczas Zachód traktował te ostrzeżenia z najwyższą powagą. Obecnie brakuje podobnych danych o ruchach wojsk, co sugeruje, że Kreml traktuje atom wyłącznie jako narzędzie dyplomatycznej presji.

red.

Źródło: The Atlantic, The Times, RMF

Udostępnij Udostępnij Lubię to! Skomentuj32 Obserwuj notkę

Komentarze

Pokaż komentarze (32)

Inne tematy w dziale Społeczeństwo