Strach przed działaniami Rosji. Europa musi bronić się sama?

Redakcja Redakcja Bezpieczeństwo Narodowe Obserwuj temat Obserwuj notkę 21
Sierpień przynosi gwałtowną eskalację napięcia na linii Zachód-Rosja. Po serii ataków z użyciem dronów w Niemczech oraz tajemniczej wizycie szefa CIA w Moskwie, europejskie stolice stają przed koniecznością budowy autonomii obronnej bez wsparcia USA. Podsumujmy wydarzenia ostatnich kilkudziesięciu godzin.

Z artykułu dowiesz się:

  • Co dokładnie odkryto na lotnisku w Lipsku i dlaczego ładunek nie eksplodował
  • Jak szefowa francuskiego wywiadu diagnozuje niefizyczną wojnę Moskwy
  • Z kim rozmawiał szef CIA John Ratcliffe podczas swojej wizyty w Moskwie
  • Jak wygląda koncentracja sił morskich w rejonie Bałtyku

Drony z materiałami wybuchowymi w Lipsku. Służby biją na alarm

Do niebezpiecznego zdarzenia doszło na płycie niemieckiego lotniska w Lipsku. Na miejscu odnaleziono bezzałogowiec wyposażony w detonator oraz ładunki wybuchowe, który wcześniej celowo uderzył w skrzydło zaparkowanego ukraińskiego samolotu transportowego Antonow. Ładunki wybuchowe po zetknięciu z maszyną nie eksplodowały z powodu uszkodzonego zapalnika.

Niemieckie służby natychmiast rozpoczęły szczegółowe przeszukiwanie okolicznych terenów portu lotniczego. Śledczy odnaleźli w pobliżu lotniska trzeci bezzałogowiec oraz materiały wybuchowe, które miały związek  z przygotowywanym atakiem.


Napięcie buduje też wcześniejsze zdarzenie z początku miesiąca. W nocy z 4 na 5 sierpnia 2026 r. inny samolot transportowy zderzył się z niezidentyfikowanym obiektem w pobliżu Lipska i musiał zostać przekierowany do Hanoweru, gdzie stwierdzono niewielkie uszkodzenia.

Incydent wywołał natychmiastową reakcję najwyższych władz w Berlinie. Kanclerz Niemiec Friedrich Merz zapowiedział zdecydowaną odpowiedź na działania sabotażowe i oświadczył, że odpowiedzialni za ataki hybrydowe zostaną złapani i ukarani.

Sytuację skomentowała szefowa francuskiego wywiadu Celine Berthon, wskazując na bezprecedensowy charakter rosyjskich działań na terenie zachodniej Europy.

„Wszystko to może być początkiem wojny, która nie jest wojną militarną i niekoniecznie może być publicznie uznawana za wymierzoną w nasz kraj, ale która swoim działaniem powoduje bezpośrednie ataki na nasz kraj” - oceniła Berthon.

„Odkrycie dronów z ładunkiem wybuchowym w Lipsku stanowi ostrzeżenie, że musimy liczyć się z możliwością bezpośrednich, bardziej brutalnych wrogich działań na terytorium naszego kraju” - dodała.


Według doniesień Politico, w ostatnich tygodniach doszło również do kilku innych niebezpiecznych incydentów z udziałem rosyjskich maszyn bezzałogowych. Bezzałogowce naruszyły przestrzeń powietrzną państw wschodniej flanki NATO, w tym Polski oraz Rumunii.

Tajemnicza wizyta szefa CIA w Moskwie i deklaracje Trumpa

Równolegle do narastających ataków hybrydowych w Europie, Waszyngton prowadzi własne działania wywiadowcze i dyplomatyczne. Dyrektor amerykańskiej Centralnej Agencji Wywiadowczej John Ratcliffe odbył niezapowiedzianą podróż do Moskwy.

Szef agencji dotarł do stolicy Rosji na pokładzie wojskowego transportowca, wykonując po drodze międzylądowanie w Rydze. Była to pierwsza publicznie znana wizyta szefa CIA w tym mieście od 2021 roku.

Misja wywiadowcza miała na celu przekazanie Kremlowi twardych ostrzeżeń przed bezpośrednią eskalacją wobec członków Sojuszu Północnoatlantyckiego.

Na temat intencji Władimira Putina wypowiedział się także Donald Trump. „Miałem z nim dobre rozmowy. On nie będzie atakował terytorium NATO” - stwierdził były prezydent Stanów Zjednoczonych.


Mimo tych zapewnień Moskwa zaostrza retorykę wobec europejskich stolic. Ministerstwo Spraw Zagranicznych Rosji oficjalnie oskarżyło Wielką Brytanię i Francję o igranie z ogniem w związku z dostarczaniem Ukrainie technologii umożliwiającej przeprowadzanie ataków dalekiego zasięgu na rosyjskie terytorium.

Dyplomatyczna gra wokół działań Kremla pokazuje, jak bardzo Europejczycy powinni polegać na własnych zdolnościach odstraszania. Zapewnienia płynące z Waszyngtonu mogą nie wystarczyć aby uspokoić sojuszników, szczególnie znad Bałtyku.

Napięcie na Bałtyku. Francja forsuje europejską autonomię

Rosyjska aktywność militarna na północnych wodach przybiera na sile. Jak podaje The Telegraph, Moskwa rozmieściła okręt wojenny uzbrojony w pociski manewrujące i broń hipersoniczną bezpośrednio w pobliżu jednej z niemieckich wysp.

Obecność zaawansowanych jednostek uderzeniowych w tym akwenie zmusza państwa europejskie do zrewidowania dotychczasowych planów obronnych. W europejskich stolicach coraz głośniej mówi się o konieczności budowy autonomicznego systemu odstraszania, który nie polegałby wyłącznie na gwarancjach bezpieczeństwa ze strony Amerykanów.

Głównym promotorem tej koncepcji pozostaje Paryż, który przekonuje pozostałych członków Unii Europejskiej do zwiększenia niezależności militarnej i budowy wspólnych zdolności operacyjnych.

Realizacja tych założeń napotyka jednak na wyzwania obronno-logistyczne. Francja już na początku marca 2026 r. zdecydowała o przesunięciu z Morza Bałtyckiego na Morze Śródziemne swojego flagowego lotniskowca Charles de Gaulle ze względu na napiętą sytuację w rejonie Bliskiego Wschodu.

Przesunięcie tej kluczowej jednostki bojowej obnaża ograniczone zasoby europejskich flot w obliczu równoległych kilku kryzysów międzynarodowych. Państwa zachodnie stoją przed koniecznością szybkiego wzmocnienia sił morskich i obrony przeciwlotniczej w basenie Morza Bałtyckiego.

Kolejne prowokacje z udziałem bezzałogowców oraz okrętów wojennych pokazują, że czas na stworzenie zintegrowanego systemu obrony kontynentu gwałtownie się kurczy.

red.

Udostępnij Udostępnij Lubię to! Skomentuj21 Obserwuj notkę

Komentarze

Pokaż komentarze (21)

Inne tematy w dziale Społeczeństwo