0 obserwujących
21 notek
16k odsłon
  197   0

Jak PO z prezydentem Majchrowskim miasto zadłużyli.

   W latach 2005 - 2008 dochody miasta Krakowa wzrosły o 50% z około 2 mld do 3 mld zł. Paradoksalnie lata 2007 – 2009 r to okres gdy zadłużenie miasta osiągnęło maksymalny dopuszczalny pułap. Krakowem rządzą wspólnie lewicowy prezydent Jacek Majchrowski i mająca większość w Radzie Miasta  – Platforma Obywatelska.

Budżet – to takie coś z gumy...
   W tym czasie doszło do „zdewastowania” budżetu Miasta, który był tworzony w kompromitujących obu koalicjantów okolicznościach. Jedna z gazet pisała wprost o „korupcji politycznej” w tym zakresie. Mechanizm „uchwalania budżetu” na lata 2007, 2008, 2009 wyglądał w ten sam sposób: prezydent przedstawiał projekt budżetu – gdzie umieszczał inwestycje, które były dla niego ważne (jego koalicjanci publicznie nazywali je „populistycznymi inwestycjami”), a radni PO zgłaszali swoje poprawki, na których z kolei, z różnych, głównie politycznych względów im zależało. Następnie „w zaciszu gabinetu” uzgadniali wspólny kształt budżetu. Wynegocjowane i „zaklepane” nieformalnie przez prezydenta poprawki PO wycofywała, a prezydent wprowadzał je do budżetu w formie autopoprawek.


   Gdy pomysły kolegów z PO wymagały dodatkowych funduszy wystarczyło rozciągnąć budżet. Przeszacować prognozy wpływów i dodatkowe dziesiątki mln zł pojawiały się w przyszłym budżecie (np. w ciągu miesiąca od złożenia projektu budżetu prognoza wielkości przychodów do kasy Miasta potrafiła wzrosnąć o 90 mln zł). W ten sposób prezydent Majchrowski zapewniał poparcie większości dla budżetu, a w zamian radni PO dostawali pieniądze na realizację swoich pomysłów. W efekcie debata nad budżetem polega na przyjęciu budżetu i odrzuceniu „z automatu” wszystkich poprawek opozycyjnych nawet bez próby zachowania pozorów debaty.

Co w tym dziwnego, że decyduje większość?
   Oczywiście poza tym, że formalnie ta większość nie istnieje jako koalicja i poza tym, że w ten sposób ucieka się przed jakąkolwiek formą demokratycznej kontroli. Ale też dlatego, że ta „nieistniejąca” koalicja łamie standardy zakładające rozstrzyganie najważniejszych spraw dla miasta i jego obywateli na forum publicznym, transparentnie, a nie w zaciszu hotelowych pokoi czy przy kawiarnianych stolikach. Czy Kraków i jego mieszkańcy zasługują na to by ich głos ignorowano?

Co w tym procederze jest złego i szkodliwego?
   To, że władza podejmuje decyzje w sposób arogancki. Nie tylko nie próbuje wsłuchać się w głos mieszkańców, ale próbuje zamknąć usta opozycji, automatycznie odrzucając wszystkie poprawki mniejszości i nie podejmując dyskusji na ich temat w czasie debat budżetowych. W efekcie, publiczne pieniądze w Krakowie są wydawane tak jak są wydawane. Każdy mieszkaniec miasta może sam to ocenić.

   W ten sposób, my radni spoza układu PO-Majchrowski nie mieliśmy żadnych szans na wprowadzenie do budżetu potrzebnych dla Miasta inwestycji, takich na przykład jak szybki tramwaj do III Campusu UJ. Właściwie jedyne co udaje się nam osiągnąć to trochę epitetów rzuconych pod naszym adresem w propagandowej gazetce prezydenta wydawanej za gminne pieniądze. Może Państwo wiecie w jaki sposób taki postulat jak np. budowa przedszkoli na nowych osiedlach jest jak twierdzi prezydent „działaniem przeciw Miastu”?

   W taki sposób 22 radnych z PO tworzy wraz z prezydentem, kolejne budżety i jednocześnie udziela absolutorium za ich wykonanie. Po co w takim razie Rada Miasta?

Gdy sięga się po pełnię władzy, bierze się też na swoje barki pełnię odpowiedzialności.
   Dlatego największą kompromitacją dla „koalicjantów” jest to, że tak krótkowzroczna, prowadzona partyjniacko „polityka finansowa” doprowadziła do zrujnowania budżetu Miasta. Drastycznie zahamowano inwestycje, w tym inwestycje strategiczne, które decydują o atrakcyjności inwestycyjnej i prestiżu Miasta.
Prezydentowi i radnym PO nie tylko zabrakło wyobraźni, ale co gorsza podstawowej wiedzy ekonomicznej. Cykliczność gospodarki zakłada, że w latach szybkiego wzrostu gospodarczego, zwiększonych wpływów, należy oszczędzać, aby w latach spowolnienia lub kryzysu móc inwestować. To elementarz ekonomiczny. Jednak radni PO i prezydent zachowywali się dokładnie na odwrót w latach prosperity trwonili publiczny grosz wydając środki finansowe na sprawy bieżące i mało efektywne przedsięwzięcia – których symbolem stało się wydanie fortuny na obchody Victorii wiedeńskiej. Kto z Państwa był wśród około 2,5 tysiąca widzów oglądających widowisko, które wraz z dekoracją miasta kosztowało 3 miliony złotych?

   W latach wzrostu gospodarczego „koalicjanci” z uporem godnym lepszej sprawy odrzucali wnioski radnych PiS, aby zmniejszać zadłużenie Miasta z ponadplanowych wpływów do budżetu.
Co więcej, na krytykę swojej polityki finansowej reagowali agresywnie próbując ośmieszyć swoich adwersarzy. W kwietniu 2008 r. po zatrzymaniu zaufanego prezydenta Majchrowskiego – dyrektora Zarządu Dróg i Komunikacji – Jana T. m.in. pod zarzutem korupcji, pozwoliłem sobie na taką krytyczną ocenę „mechanizmu” uchwalania budżetu oraz trwonienia środków publicznych, przestrzegając przed ewentualnym kryzysem finansów Miasta. Spotkałem się z agresywną odpowiedzią prezydenta Majchrowskiego w TVP Kraków oraz na oficjalnej stronie internetowej Miasta Krakowa. Również na jednej z sesji RMK skarbnik pan Fijał zrugał mnie w tej sprawie i i próbował udzielać publicznych pouczeń.. Moja polemika, którą chciałem zamieścić w dwutygodniku miejskim KRAKÓW.PL spotkała się ze swoistą „cenzurą” ze strony PO, – Przewodnicząca RMK z PO sprzeciwiła się takiej publikacji – uzasadniając, „że mieszkańców to nie interesuje.”

Budżet zakłada że cud się zdarzy...
   Wolałbym dzisiaj nie mieć tej gorzkiej satysfakcji, że moje tezy z kwietnia 2008 r., znalazły potwierdzenie w rzeczywistości. Dziś Miasto jest zadłużone do granic dopuszczalnych prawem, nie może więcej zaciągać kredytów, nie może realizować inwestycji strategicznych, których obecne koszty są 20-30% niższe. Dlatego ze zdumieniem słucham i oglądam ”szczerze zatroskanych” o finanse Miasta „radnych-ekspertów” z PO, którzy dziś już nie pamiętają jak niefrasobliwie postępowali z budżetami Miasta na lata 2007, 2008 i 2009. Dziś, chcąc uciec od odpowiedzialności zgodnym chórem mówią, że „prezydent źle przygotował budżet’, zapominając, że jeszcze w styczniu 2009 r., to oni głosowali za przyjęciem w założeniach do budżetu na 2009 rok wzrostu dochodów o 8,8% w stosunku do rekordowego 2008 r. – choć o spowolnieniu gospodarczym wszyscy dyskutowali co najmniej od października 2008 r. Jedynym racjonalnym wytłumaczeniem takiego działania może być tylko głęboka wiara w nadejście „cudu Tuska”. Ale czy taki neoliberalny swojski mesjanizm jest wystarczającym usprawiedliwieniem?

PO-dwyżka podatków
   Dziś ci sami radni z zatroskanymi minami zapewne obwieszczą w prasie i telewizji, że mają już pomysł na ratowanie budżetu, który sami konsekwentnie rujnowali. Tym genialnym sposobem jest wzrost podatków. Tak zwani „liberałowie” chcą sięgnąć do naszych kieszeni podnosząc podatek od nieruchomości.  A kto temu wszystkiemu będzie winien? Zgadnijcie Państwo sami.
 
Mirosław Gilarski - Radny Rady Miasta Krakowa (PiS)

 Creative Commons License Ten utwór jest dostępny na warunki licencji CC-BY-ND 3.0

Lubię to! Skomentuj4 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale