11 marca roku 2004. Kolejny poranek w Madrycie. Dworzec Atocha. Zatłoczonony jak zwykle główny dworzec stolicy Hiszpanii i największy dworzec kolejowy w regionie. Przez to miejsce dziennie przewijają się dziesiątki tysięcy pasażerów. Jednak ci niewinni ludzie starający się jak codzień dotrzeć do pracy, do szkoły czy na uczelnię nie wiedzieli. Nie byli w stanie przewidzieć, że dokładnie dwa i pół roku po zamachach 11 września w Nowym Jorku, staną się kolejnym celem ataku terrorystycznego Al-Kaidy.
7h37min. Wybucha pierwsza bomba. 7h38min - eksploduje kolejny ładunek i następny. Ostatecznie terroryści detonowali 10 ładunków. Eksplozje pochłonęły 191 istnień - dla nas. Dla nich, dla dobrych muzułmanów, 191 niewiernych. Aż 2 050 zostało rannych w skutek eksplozji. Wśród ofiar znalazło się 4 Polaków i 38 innych osób spoza Hiszpanii. Niewątpliwie to wydarzenie, podobnie jak zamachy na WTC, wstrząsnęło całą cywilizacją Zachodu. Zagrożeni poczuli się nie tylko Amerykanie, ale również Europejczycy.
Bezpośrednie zagrożenie fundamentalizmem islamskim poczuliśmy również My. Siły Al-Kaidy dały znać o sobie w bezprecedensowym zamachu na polskiego ambasadora w Iraku. Jeszcze kilka dni temu, można było przypuszczać, że był to 'przypadkowy zamach' wymierzony przeciwko 'zachodnim okupantom' w ogóle. Dzisiaj jednak wszystko staje się jasne.
Tak, jak jasne było, że zamachy w Madrycie, 3 dni przed wyborami parlamentarnymi miały wpłynąć na wynik wyborczy w Hiszpanii. Jak się później okazało, skutecznie - strach zwyciężył. Mimo, że prawicowy premier Jose Maria Aznar był pewnym wygranym według przedwyborczych sondaży sprzed 11 marca, miał za sobą hiszpański sukces gospodarczy - poległ.
Zwyciężył strach i zwyciężył Zapatero. Lewicowy premier spełnił obietnicę wyborczą, a także żądania morderców spod znaku Al-Kaidy i wycofał wojska hiszpańskie z Iraku. Kupił swojemu narodowi tymczasowy spokój.
Dziś, w świetle tragicznych zdarzeń z 11 marca 2004 roku wszystko staje się oczywiste.
Terroryści znów starają się wpłynąć na wynik wyborczy w europejskiej demokracji. Zarówno zamach na naszego ambasadora w Iraku jak i dzisiejsza deklaracja terrorystów: "ataki na Polaków to odwet za tortury" mają na celu zasiać strach w Polakach, którzy 21 października staną przed wyborem. Dziś fundamentalizm islamski wypowiedział Polsce i Polakom wojnę.
Dobrzy muzułmanie grożą nam, że jeśli nie wycofamy naszych wojsk, Polska "utonie w bagnie, tak jak Wielka Brytania". Proponują nam iluzoryczny spokój za nasze milczenie i zaniechanie wojny przeciwko ludziom, którzy stopniowo chcą zniszczyć to, na co tak ciężko pracowaliśmy i to, co oni nazywają 'słabością' a my demokracją.
To sprawdzian dla polskich wyborców i naszej młodej demokracji. Czy ugniemy się przed żądaniami jawnych wrogów dumnej cywilizacji Zachodu i zaprzestamy wojny przeciwko tym, którzy każdego dnia życzą nam śmierci ku chwale Allacha?


Komentarze
Pokaż komentarze (14)