Najnowsze sondaże wyraźnie wskazują, kto stracił, a kto zyskał na sekwencji zdarzeń związanych z zatrzymaniem posłanki Platformy Obywatelskiej Beaty Sawickiej. Nie będę rozwodził się teraz nad wiarygodnością sondaży, choć wszyscy wiemy, że badania opinii publicznej dziwnym trafem już od jakichś 2 lat dają przewagę jednej partii, jednak nadwyżka ta nie była nigdy aż tak duża i wyrazista. Tendencja wzrostowa poparcia dla Platformy Obywatelskiej, utrzymująca się już od kilku dni wydawać mogłaby się nieprawdopodobna w świetle wydarzeń jakie miały ostatnio miejsce.
Najpierw zatrzymanie Beaty Sawickiej, posłanki tej formacji, aktywnej uczestniczki kampanii Platformy Obywatelskiej, bliskiej współpracowniczki sekretarza generalnego PO Grzegorza Schetyny, Julii Pitery i Ewy Kopacz, w końcu członkini władz regionu i Rady Krajowej tejże partii, a także założycielki Platformy Obywatelskiej w Jeleniej Górze. Później nastąpiła jak się wydaje prawidłowa reakcja władz Platformy Obywatelskiej, czyli wyrzucenie swojej koleżanki z partii i całkowite odcięcie się od Sawickiej z deklaracjami "Nie znam człowieka" włącznie - jak sie dziś okazuje kłamliwych. Całą sprawę kończy konferencja Centralnego Biura Antykorupcyjnego, które odpowiada za akcje zatrzymania posłanki Beaty Sawickiej. Przypominam, że konferencję zorganizowano jako odpowiedź na brak możliwości przedstawienia materiałów dowodowych na posiedzeniu Komisji ds. Służb Specjalnych, której zwołania poseł Platformy Obywatelskiej Paweł Graś skutecznie odmawiał. Mariusz Kamiński na spotkaniu z prasą przedstawia to, co opinia publiczna wiedziała już wcześniej, czyli chęć dorobienia się posłanki Sawickiej na działkach na Pomorzu, a także coś nowego i znacznie poważniejszego. Zamiar dorobienia się na prywatyzacji służby zdrowia, a faktycznie likwidacji szpitali i sprzedaży gruntów, na których sie znajdują. Okazało się również, że Sawicka nie działała sama, ale w porozumieniu z szerszą grupą posłów swojego ugrupowania oraz że miała wysoko postawionych w partii protektorów (padają różne nazwiska: Pitera, Biernacki, Schetyna, Kopacz; jednak nikt nie zadał sobie trudu, żeby owego protektora zdemaskować)
Mogłoby się wydawać, że po takim ciosie Platforma Obywatelska się nie podniesie. Nie tylko udowodniono, że posłanka Sawicka nie była jednostką zamieszaną w proceder korupcyjny, a w płatną protekcją zamieszana była szersza grupa posłów Platformy Obywatelskiej. Dowiedziono, kłamstwa wielokrotnie powtarzanego przez Platformersów i Donalda Tuska odnośnie zamiarów prywatyzacji szpitali. W końcu ujawniono co za tym zamiarem stoi - uwłaszczenie się na sprzedaży podmiotów służby zdrowia. Zarzuty są ciężkie, a materiał dowodowy zaprezentowany przez Mariusza Kamińskiego jednoznaczny.
Okazuje się jednak, że Platforma Obywatelska i jej poparcie mają się nadal dobrze. Media, można powiedzieć kompletnie olały sprawę i zamiast zająć się wątkiem szerszej korupcji, prywatyzacji szpitali i zamiaru uwłaszczenia się na niej (skąd my to znamy?), rozpisują się na tematy znacznie ważniejsze i bardziej zajmujące. A mianowicie - kim jest macho z CBA? czy miał prawo uwieść "czterdziestoletnią mężatkę i matkę" (cyt. Cezary Michalski)? czy CBA miało prawo wręczyć łapówkę, (w debacie negując istnienie art. 230 Kodeksu Karnego i fakt, że łapówka nadal nie została zwrócona) i najważniejsze pytanie, czy CBA ma prawo organizować konferencje w czasie kampanii wyborczej? (zgodnie z obowiązującą zasadą, że wszystko co jest obciążające dla naszych pupilków MUSI pozostać niejawne vide lustracja, a szczególnie musi pozostać niejawne przed wyborami).
Na pierwszych stronach gazet mamy: "Służby uderzają w Platformę", "CBA nie zaszkodziło Platformie", pojawiają się tytuły publicystyczne "Sukces Centralnego Biura Agitacyjnego", "Kaczyński i Dorn przestali się kontrolować". Przekaz jest prosty - politycy niektórych formacji mają immunitet i to nie taki, który chroni ich przed działaniami prokuratury. Immunitet chroni ich, szczególnie w czasie kampanii i działa w każdej sytuacji. Kto go przyznaje i na jakich zasadach? Odpowiedź jest prosta - dziennikarze, bo jest to immunitet medialny, a kryterium przyznania jest jedno - obrona starego porządku, III RP inaczej. Immunitet medialny jest znacznie potężniejszy od parlamentarnego i jak się okazuje może sprawić, że mimo najbrudniejszych spraw, najcięższych zarzutów można wygrać wybory i to nie byle jak, bo z rekordowym poparciem.
I w ten oto sposób dochodzimy do kolejnej granicy absurdu w naszej rzeczywistości politycznej. Sprawa, która ewidentnie dotyczy jednej partii i jest dla niej obciążająca dzięki medialnemu immunitetowi nie szkodzi jej, a wręcz można dojść do wniosku, że nie dotyczy. Zwłaszcza gdy chce nam się wmówić, że płatna protekcja dotyka biednego człowieka niczym rak i jest to dla niego oraz dla jego otoczenia straszna katastrofa, której niestety nie dało się uniknąć. Dotkniętemu tą chorobą należy współczuć, choroby nie należy leczyć, wypada nad nią pochylić się i zapłakać.
W tej sytuacji nie dziwi również, dlaczego poziom niezależności mediów w Polsce oceniany jest na podobny do tych w Ekwadorze. Mamy również próbkę tego, z czym będziemy mieli do czynienia na co dzień, gdy PKW ogłosi zwycięstwo Platformy Obywatelskiej. Władza poza jakąkolwiek kontrolą mediów - władza absolutna i bez ograniczeń.


Komentarze
Pokaż komentarze (9)