Od ubiegłego poniedziałku polscy widzowie mogą oglądać na jednym z kanałów telewizji komercyjnej serial, oparty na sztuce teatralnej o tym samym tytule, zdobywcy nagrody Pulitzera, "Anioły w Ameryce". Jest to dramat opisujący historię kilku homoseksualistów cierpiących (lata 80., straszne czasy dla gejów, zapalmy świeczkę) na AIDS. Jeden z nich doznaje objawienia i zostaje nawet ogłoszony przez Anioła, który zstąpił na Ziemię, prorokiem. Nie będę jednak rozwodził się w tym wpisie nad fabułą tego serialu i głębokim przesłaniem, jakie chciał nam przekazać autor-homoseksualista, przedstawiając historię o homoseksualistach, którą jednak mają oglądać i podziwiać wszyscy.
Nie ulega wątpliwości, że jest to kolejny element propagandy homoseksualnej, szkoda tylko, że firmowany przez tak wspaniałych aktorów jak Al Pacino (świetna kreacja) i Meryl Streep. Tymczasem, w bardzo ciekawy sposób przedstawione są postacie, które jako jedyne nie są w stanie zaakceptować innej orientacji seksualnej bohaterów. Są to kolejno:
- zacofana, tradycjonalistyczna mormonka
- kobieta cierpiąca na schizofrenię i uzależniona od leków, żona ukrywającego swoją tożsamość geja
- pojawiający się w jednej ze scen duch, średniowieczny przodek głównego bohatera (proroka), który nie do końca rozumie znaczenie słowa 'gay' (dla niego to wciąż po prostu 'radosny') i dopiero gdy widzi tańczącą parę dwóch mężczyzn, dochodzi do wniosku, że członek jego zacnego rodu jest zwyczajnie 'sodomitą'
Obraźliwa uwaga średniowiecznego zacofańca, w oczywisty sposób, nie uchodzi mu na sucho i wstecznikowi zostaje przypisana, charakterystyczna dla jego czasów 'bigoteria'.
Nadszedł więc czas wytłumaczyć się z własnego obskurantyzmu, mentalności charakterystycznej czasom średniowiecza, nijak przystającej do czasów dzisiejszych i jasno odpowiedzieć na pytanie: "dlaczego małżeństwa homoseksualne nie powinny być popierane przez nasze państwo"?
Otóż, małżeństwa homoseksualne czy też tzw. związki partnerskie godzą w trzy najważniejsze dziedziny życia społecznego i prowadzą do jego dekompozycji, a w dłuższej perspektywie, do upadku.
Po pierwsze, są one sprzeczne z interesem gospodarczym państwa, czyli nas wszystkich. Małżeństwo kobiety i mężczyzny, czyli rodzina stanowi podstawę i fundament zamożnego państwa i w jego interesie jest ją chronić, a nie osłabiać. Związek dwóch mężczyzn, czy też kobiet niestety nie sprzyja przyrostowi naturalnemu i w dłuższej perspektywie oraz na większą skalę prowadzi do wymarcia narodu, załamania systemu emerytalnego oraz rynku pracy. Zrozumieli to już starożytni Rzymianie, a najlepiej zdał sobie z tego sprawę August, który reagując na gwałtowny spadek liczby obywateli rzymskich postanowił wprowadzić pakiet ustaw chroniących rodzinę. Należy przypomnieć, że prawo rzymskie jednoznacznie definiowało małżeństwo jako związek kobiety i mężczyzny. Była to reakcja na demoralizację społeczeństwa - liczne przypadki cudzołóstwa, coraz częstsze rozwody, trwanie w wygodnym konkubinacie. Ustawy przyniosły oczekiwany skutek, liczba obywateli wzrosła, co w praktyce oznaczało dalsze trwanie Cesarstwa Rzymskiego.
Drugim powodem jest szacunek do prawa. Przez ostatnie 2 lata słyszeliśmy głosy wielu autorytetów prawniczych oskarżających ekipę rządzącą i posłów o 'psucie prawa'. Należałoby więc zastanowić się czym właściwie jest ten proces. Często jest on określany również jako 'przerost działalności prawotwórczej'. W takim razie, czy sankcjonowanie przez prawo tzw. związków partnerskich, czyli małżeństw osób tej samej płci nie wpisywałoby się w ten proces? Jeżeli przyjmiemy, że do prawa należy odnosić się z powagą i powinno się zmieniać je tylko i wyłącznie jeżeli istnieje uzasadniona potrzeba, to czy ustawa wprowadzająca możliwość i ochronę tzw. związków partnerskich nie podważa elementarnego szacunku do prawa? Przecież, częstym argumentem organizacji propagujących homoseksualizm jest brak możliwości dziedziczenia po sobie osób pozostających w związku partnerskim. Jest to argument fałszywy, ponieważ ta kwestia jest dostatecznie regulowana przez Kodeks Cywilny i nie ma powodu, żeby była regulowana przez odrębną ustawą, nadającą dodatkowo wyjątkowy status parom pozostającym w takich związkach. Tworzenie odrębnego prawa dla związków homoseksualnych w pełni wpisywałoby się w działanie określone jako 'psucie prawa', więc nie powinno mieć miejsca w nowoczesnym państwie, ponadto prowadziłoby do refleksji czy nie powinno się tworzyć odrębnego prawa dla innych grup społecznych (dlaczego wyróżnikiem miałaby być tylko i wyłącznie orientacja seksualna?) pozostających w mniejszości.
Ostatnią przyczyną jest niezgodność małżeństw homoseksualnych z naszą kulturą. Wszyscy dobrze wiemy, z jakiego kręgu kulturalnego wywodzi się Polska i Europa oraz ile wysiłku włożyliśmy, żeby ją zachować i obronić. Związki homoseksualne stoją w oczywisty sposób w sprzeczności z tym, co udało się cywilizacji judeochrześcijańskiej osiągnąć, a także z wartościami, jakie nasze społeczeństwo przyjęło za stałe. Niewątpliwie, jedną z tych wartości jest poszanowanie dla rodziny i tradycji, które jest bardzo silnie zakorzenione w polskim społeczeństwie. Ochrona małżeństw homoseksualnych przez państwo, byłaby zatem czymś nienaturalnym i sprzecznym z naszą tożsamością. Tym bardziej stałaby się taka, gdyby została narzucona przez Unię Europejską, lub przyjęta pod presję państw europejskich.
Sankcjonowanie tzw. związków partnerskich przez państwo byłoby nie tylko niewłaściwe, ale również niebezpieczne ze względów gospodarczych, stanowiłoby kpinę z systemu prawnego i wręcz obrazę dla naszej kultury.


Komentarze
Pokaż komentarze (62)