gipson gipson
393
BLOG

Szef WSI dyrektorem Departamentu Kadr MON

gipson gipson Polityka Obserwuj notkę 16

Bogdan Klich, minister w rządzie Donalda Tuska podejmuje swoje pierwsze decyzje personalne. Dyrektorem Departamentu Kadr w Ministerstwie Obrony Narodowej zostaje generał Janusz Bojarski, w przeszłości dwukrotnie pełniący funkcję szefa rozwiązanych Wojskowych Służb Informacyjnych. Absolwent m. in. Wojskowej Akademii Politycznej im. Feliksa Dzierżyńskiego, znany również jako wieloletni współpracownik gen. Dukaczewskiego, już niedługo obejmie jedno z kluczowych stanowisk w resorcie i będzie odpowiedzialny za politykę kadrową w ministerstwie.

Ktoś powie - wraca stare. Ale czy tak to miało wyglądać? Co prawda, Platforma Obywatelska dochodziła do władzy na fali antypisowskiej psychozy podsycanej przez media i grupy interesu III RP, ale przecież nie tak dawno, bo w wyborach w 2005 roku, była jedną z dwóch partii centroprawicowych postulujących głęboką reformę państwa, definitywny koniec z patologiami toczącymi Polskę, a także ostateczne odrzucenie postkomunizmu.

Być może, pomyślą inni, jest to personalna wpadka PO. Spójrzmy zatem jak wygląda sytuacja w innych ministerstwach obsadzonych przez asów Platformy.

W Ministerstwie Spraw Zagranicznych do łask powracają, jak donosi dzisiejsza Rzeczpospolita, stare kadry kształcone w Moskiewskim Państwowym Instytucie Stosunków Międzynarodowych. Wiceszefem Departamentu Kadr i Szkoleń zostaje Roman Kowalski, absolwent radzieckiej kuźni dyplomatów. Radek Sikorski nie pozbył się, więc skłonności, z jakiej był znany również, jako szef MON, do faworyzowania starego, wysłużonego establishmentu III RP wywodzącego się w prostej linii z komunistycznego systemu.

W następnym kluczowym resorcie, Ministerstwie Sprawiedliwości, Zbigniew Ćwiąkalski mianuje Prokuratorem Krajowym Marka Staszaka, byłego wiceministra MS w rządzie Leszka Millera. Sytuacja powtarza się. Po raz kolejny kluczowe stanowisko obsadzone jest przez człowieka kojarzonego raczej z SLD, a nie z partią centroprawicową wywodzącą się z ruchu solidarnościowego.

Czym, w takim razie, spowodowana jest ta stała tendencja, która pojawia się już na samym początku rządów Platformy Obywatelskiej? Dlaczego o polityce kadrowej w resortach Spraw Zagranicznych, Obrony Narodowej i Sprawiedliwości - kluczowych, więc dla prawidłowego funkcjonowania państwa mają decydować ludzie raczej LiD'u, a nie Platformy Obywatelskiej? Czy ludzie, którzy nadali obecny kształt niewydolnym instytucjom państwowym, byli ich częścią przez tyle lat, są w stanie zreformować je i unowocześnić?

Plany jakie Donald Tusk roztaczał w swoim expose były dalekosiężne, złośliwi dodaliby, że wręcz cudowne. Niestety, już w pierwszych dniach swojego urzędowania, premier postanawia odłożyć je na bok i ogłasza kapitulację. Decyduje się na powrót do starego systemu, zgniły kompromis, który być może jest ceną, jaką za udzielone poparcie musi zapłacić środowiskom Gazety Wyborczej i nieuprawnionym grupom interesu III RP. Kompromis, który wyklucza wszelkie rewolucyjne zmiany, oznacza w praktyce powrót do ery postkomizmu, a także być może (na co Tusk liczy) daje nadzieję na prezydenturę dla obecnego premiera.

gipson
O mnie gipson

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (16)

Inne tematy w dziale Polityka