Rząd fachowców – piękna idea, przez tyle lat pielęgnowana przez najwybitniejszych przedstawicieli Salonu wreszcie stał się faktem. Jego powołanie miało położyć kres wszystkim wadom ucieleśnianym przez kolejne rządy złożone z czynnych polityków – kumoterstwo, partyjniactwo, zawłaszczanie państwa, wykorzystywanie aparatu państwowego dla doraźnych celów partyjnych .
Najbardziej, w oczywisty sposób przywary te reprezentował rząd PiS, a niejako symbolem upolitycznienia administracji stał się Zbigniew Ziobro. Wskazywały na to przede wszystkim liczne konferencje ministra i niestosowna maniera Prokuratora Generalnego polegająca na orientowaniu się w prowadzonych przez prokuraturę śledztwach.
I dlatego zadanie usprawnienia wymiaru sprawiedliwości zostało powierzone Zbigniewowi Ćwiąkalskiemu, który od razu, z zapałem zabrał się za odpolitycznianie prokuratury. To nominacja idealna, również z tego względu, że gwarantuje bezstronność aparatu ścigania. W końcu Ćwiąkalski nie jest politykiem (definitywnie porzucił PZPR w 1981 roku), nie posiada, więc wrogów politycznych, których mógłby wzorem Ziobry gnębić za pomocą podległej prokuratury. Teoretycznie mogłoby tak być, jednak szybko okazało się, że bezstronność i apolityczność Ministra Sprawiedliwości są pozorne.
Okazało się, że jako adwokat sporządzał opinie (nie mylić z obroną) dla Ryszarda Krauzego. Nieco później dowiadujemy się o wyjątkowym traktowaniu Krauzego przez prokuraturę pod kierownictwem Ćwiąkalskiego. Dalej było już tylko gorzej. Szef resortu sprawiedliwości pogrążył się w jawnej wojnie politycznej choćby sugerując Prokuraturze Wojskowej przesłuchanie b. min. obrony Aleksandra Szczygłę. W ramach politycznego odwetu dokonał również czystek personalnych w prokuraturach na niższym (Bielsko, Katowice, Warszawa) i wyższym (Prokuratura Krajowa) szczeblu.
Ciężko ocenić merytoryczną działalność Ćwiąkalskiego, ponieważ urzęduje w ministerstwie stosunkowo krótko, ale rytualne wyrzucenie wszystkich projektów poprzednika, bez ich uprzedniego przestudiowania, nie miało na pewno za wiele wspólnego z profesjonalizmem. Również umieszczenie Andrzeja Zolla na czele zespołu reformującego wymiar sprawiedliwości nie napawa optymizmem, mając na uwadze jego poprzednie ’dzieło’ – Kodeks Karny wielokrotnie nowelizowany i często krytykowany.
Zatem rząd fachowców okazał się mrzonką nie tylko ze względu na brak siły przebicia i zaplecza politycznego jego członków, de facto uniemożliwiające przeprowadzenie poważniejszych reform, co wytykają mu jego krytycy. W warunkach stworzonych przez Platformę Obywatelską, poniósł klęskę przede wszystkim ze względu na niepohamowaną rządzę politycznej zemsty, która okazała się zbyt kusząca.


Komentarze
Pokaż komentarze (10)