Jakiś czas temu wyszło na jaw, że w prokuraturze zjawił się Ryszard Krauze. Podejrzany o składanie fałszywych zeznań nie złożył jednak wyjaśnień. Wręcz przeciwnie, zadeklarował odmowę ich złożenia i uciekł za granicę, doglądać pól naftowych zapewne. W tej sytuacji, śledczy doszli do wniosku, że opinia publiczna nie ma prawa wiedzieć o całym zdarzeniu. Taka decyzja nie może dziwić, zważywszy na to, jak źle społeczeństwo zareagowało na prawdę perfidnie wyłożoną przez Mariusza Kamińskiego na słynnej konferencji CBA. O opinię publiczną trzeba dbać, a tego typu wstrząsy tylko w tym przeszkadzają.
Dzisiaj z kolei dowiadujemy się z ust rzecznika prokuratury: „Nie udało się skutecznie doręczyć wezwania i do przesłuchania nie doszło”. Tym razem padło na Jana Kulczyka. Pechowiec, który prawdopodobnie znów minął się z listonoszem, nie będzie w stanie zeznawać w sprawie afery Orlenu.
Zmiana na lepsze nastąpiła nie tyle w polityce informacyjnej prokuratury, a raczej pod względem traktowania obywateli wywodzących się z pewnego wąskiego środowiska. Być może to tylko słabość Zbigniewa Ćwiąkalskiego, do osób z grubym portfelem i pierwszych stron gazet, często hołubionych przez salon. Minister nabawił się jej pracując jeszcze jako adwokat. Jednak wygląda na to, że Platforma Obywatelska szybko porzuciła hasło równości, z jakim szła do tegorocznych wyborów: „By żyło się lepiej. Wszystkim”. A może zwyczajnie, w ramach oszczędności w sektorze publicznym rzecz jasna, zrezygnowała wyłącznie z ostatniego słowa?


Komentarze
Pokaż komentarze (7)