"Donald dokonał niemożliwego. Pierwsi Polacy wracają z emigracji" - tak złośliwie komentowano 'cudowne' powroty Ryszarda Krauzego i Jana Kulczyka z zagranicy do Polski.
Pamiętamy, jak długie miesiące Rysiek z Gdyni wzbraniał się przed powrotem do ojczyzny. Biznesmen bardzo dobrze zdawał sobie sprawę, że numer, który wywinął polskim władzom, a konkretniej CBA jest ciężkiego kalibru. Biorąc pod uwagę "nieobliczalność" poprzedniej ekipy spodziewać mógł się najgorszego. Jednak kiedy nie tak dawno pojawił się, zapewne w pilnych interesach, w Polsce nie czekali na niego ponurzy panowie z firmy ABC. Ryzyko zamiany wygodnej sypialni z penthouse'u na ostatnim piętrze Mariotta, na więzienną pryczę zostało odsunięte w czasie na 4 lata co najmniej. Jak dobrze pójdzie. Póki co - jest przednio.
W wywiadzie udzielonym tygodnikowi "Financial Times" (tak, ten sam, który wziął w obronę Kulczyka za czasów Orlengate), tuż po zmianie rządu, poznański miliarder wypowiadał się w samych superlatywach na temat gabinetu Platformy Obywatelskiej. Chwalił przede wszystkim liberalne podejście polityków PO, a także zmianę na lepsze klimatu dla wielkich inwestorów w Polsce. W kontekście praktycznie zerowej aktywności legislacyjnej rządu Tuska optymizm Jana Kulczyka wydawałby się bezpodstawny. Zważywszy jednak na polskie doświadczenia z tzw. partnerstwem publiczno-prywatnym (dziurawa jak ser szwajcarski Autostrada Wielkopolska) wypowiedź Kulczyka dla 'FT' nabiera nieco innego znaczenia.
Podobne wrażenie można odnieść dziś, gdy widzimy byłego posła Samoobrony, nie tak dawno poszukiwanego listem gończym Piotra Misztala, który mówi: "Jeszcze kilka miesięcy temu miałbym duże obawy, czy wracać, ale wiem, że zaszły duże zmiany".


Komentarze
Pokaż komentarze (1)