gipson gipson
34
BLOG

Zasady zobowiązują

gipson gipson Polityka Obserwuj notkę 12

"Jeżeli w 2011 roku wyborów nie wygramy, to ja pozostawię miejsce innym, pewnie młodszym, oni dalej będą to prowadzili." To bardzo odważna deklaracja złożona wczoraj przez prezesa PiS na spotkaniu ze studentami i pracownikami naukowymi KUL. Nie może jednak dziwić. Premier Kaczyński, wychowany w kulcie polskiej tradycji przedwojennej, to bez wątpienia człowiek honoru, a przebieg jego kariery politycznej tylko nas w tym fakcie utwierdza.

Zwolennicy Kaczyńskiego cenią go przede wszystkim za konsekwencję głoszonych poglądów wbrew trwającym modom, trendom oraz wbrew uwierającej poprawności politycznej. Nieraz przyszło mu płacić ogromną cenę za przywiązanie do zasad. Gdy okazało się, że Kaczyński w kwestii lustracji, tematu fundamentalnego z punktu widzenia zasad moralnych, nie jest na tyle elastyczny, co pozostała część polskiej sceny politycznej lat 90. nastąpił pierwszy atak: przyklejanie łatki nienawistnika, paranoika i oszołoma (jak się dziś okazuje zabieg dość trwały, a do tego podtrzymywany do dziś). Mimo brutalnego ataku ze strony mediów, wrogów politycznych, a także tych, których kiedyś mógł uważać za przyjaciół (choćby środowisko Unii Demokratycznej), Jarosław Kaczyński pozostał wierny swoim ideałom, którym hołduje do dziś. Ceną była polityczna śmierć, od której ostatecznie uchronił go cud w postaci powołania brata na Ministra Sprawiedliwości.

Późniejsze losy Jarosława Kaczyńskiego to wydarzenia bieżące, które wszyscy świetnie znamy, choć są tacy, którzy wydają ogromne pieniądze byśmy zapamiętali je zupełnie inaczej, niż wyglądały one w rzeczywistości.

Wybory z 2005 roku postawiły Jarosława Kaczyńskiego w dramatycznej sytuacji: z jednej strony nadal liczący się w walce o prezydenturę brat, Lech, z drugiej zaś niepowtarzalna okazja by spełnić swoje największe marzenie o byciu premierem. Jasne było, że jedno wyklucza drugie, stąd poświęcenie własnych ambicji przez Jarosława Kaczyńskiego i wybór Marcinkiewicza na Prezesa Rady Ministrów. Szybko jednak okazało się, że przysługa złożona środowisku Przymierza Prawicy (wówczas silnie reprezentowanego w PiS) była błędem. Najpierw fatalna nominacja Andrzeja Mikosza na ministra skarbu, później faworyzowanie spółek Ryszarda Krauze przy okazji zamówień publicznych, a na koniec zwlekanie z likwidacją Wojskowych Służb Informacyjnych - to 3 grzechy główne Premiera z Gorzowa. Bronisław Wildstein, który ostrzegał przed dużymi zdolnościami tzw. układu do 'wpasowywania się' w nową rzeczywistość i tym razem się nie pomylił. Marcinkiewicz okazał się zbyt słaby, a być może nawet nie starał się przeciwstawić patologiom trapiącym rządową machinę. Możliwe, że zanim nawet zdążył się zorientować był faktycznie ich częścią.

Jarosław Kaczyński nie miał wyboru i musiał wziąć sprawy w swoje ręce, bo jeśli nie on, to kto?

A dalej nie było łatwiej. Jak wiemy, Grzegorz Schetyna wraz z Donaldem Tuskiem zdecydowali się iść na czołowe starcie z Jarosławem Kaczyńskim i tym samym pogrzebali nadzieje milionów Polaków na upragnioną koalicję PiS-PO. Biorąc pod uwagę wynik, jaki osiągnęła Platforma w ostatnich wyborach była to strategia skuteczna, jednak czy była ona korzystna dla Polski? Na pewno ukazała ona drugą naturę wydawałoby się sympatycznego polityka rodem z Kaszub - cynicznego, pozbawionego uczuć gracza, polityka wyznającego zasadę "cel uświęca środki". Celem była władza i resorty siłowe dla ludzi Platformy, środkiem - dobro obywateli państwa polskiego. W tym kontekście jeszcze bardziej obłudna wydaje nam się fałszywa kampania miłości i zaufania lansowana przez liderów PO.

Tutaj dochodzimy do różnic, jakie niewątpliwie dzielą przywódców dwóch największych partii w Polsce - idealistę Kaczyńskiego i cynika Tuska. Prezes PiS nie zawahał się poświęcić władzy, zatem swojej kariery politycznej oraz dobra swojej partii, kolejno: organizując antykorupcyjną akcję w Ministerstwie Rolnictwa i podejmując decyzję o zerwaniu koalicji, a także skróceniu kadencji Sejmu. Gdyby nie zasady, które zobowiązują, Prawo i Sprawiedliwość trwałoby u władzy nadal. Proceder korupcyjny prawdopodobnie nigdy nie zostałby ujawniony. Jednak zło zostałoby nieukarane, a najbardziej ucierpiałaby na tym Rzeczpospolita i jej obywatele.

Czy Tusk byłby gotów zaryzykować władzę i swoją prezydenturę w imię zasad? W sytuacji, kiedy cały aparat państwowy został 'ustawiony' pod przyszłą kandydaturę Donalda Tuska w wyborach prezydenckich ośmielam się mieć wątpliwości.

gipson
O mnie gipson

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (12)

Inne tematy w dziale Polityka