Polscy chuligani znów dali o sobie znać. Tym razem urządzili zadymę w trakcie finału Pucharu Polski bezczeszcząc w ten sposób prestiżowe spotkanie najlepszych polskich drużyn Legii Warszawa i Wisły Kraków.
Zaczęło się od tzw. rac, które odpalili bandyci, mieniący się kibicami Legii Warszawa. Kilka z nich poleciało w sektor zajmowany przez sympatyków krakowskiej drużyny. Do podobnego incydentu doszło w trakcie ligowego meczu Lecha z Wisłą Kraków. W wyniku burd poparzeniu uległo kilka osób nie uczestniczących w zamieszkach, a zasiadających w sektorze dla rodzin z dziećmi. Przypomnijmy tylko, że działacze stworzyszeń kibicowskich innych polskich klubów solidarnie, od wielu miesięcy zabiegają o zniesienie zakazu używania środków pirotechnicznych w trakcie imprez masowych. Okazuje się, że osoby uczęszczające na mecze, zrzeszające kibiców w fan-clubach nie tyle nie chcą poprawy bezpieczeństwa na polskich stadionach, ale wręcz występują przeciwko jakimkolwiek zmianom gwarantującym bezpieczne oglądanie widowiska.
Wyrzucone race spowodowały reakcję pseudokibiców z Krakowa. Momentalnie kibole obu drużyn wbiegli na murawę. Tylko stanowcza postawa ochrony oraz policji zgromadzonej na stadionie bełchatowskiego GKS uniemożliwiła starcie pseudokibiców i po niespełna 10 minutach kontynuowanie spotkania. Zniszczony został luksusowy mercedes, który wręczony miał być najlepszemu zawodnikowi spotkania (jednogłośnie wygrał polski pomocnik, Roger Guerreiro). Niesmak pozostał, a obserwującym spotkanie zapewne przypomniały się wydarzenia z początku sezonu, kiedy pseudokibice Legii wywołali zamieszki w Wilnie. W konsekwencji drużyna została wykluczona z gry w europejskich pucharach na okres 1 roku, w zawieszeniu na 5 lat.
Nie ulega wątpliwości, że takie zdarzenia godzą nie tylko w dobre imię polskiej piłki, ale przede wszystkim w poziom krajowych rozgrywek. Żaden profesjonalny piłkarz nie zdecyduje się na pracę w kraju, w którym w trakcie meczów okładają się na wzajem pijani bandyci. Żaden sponsor nie zdecyduje się firmować tego typu zdarzeń. W końcu, żaden poważny biznesmen nie zdecyduje się zainwestować dużych pieniędzy, mając w perspektywie liczone w dziesiątkach tysięcy euro kary za zachowanie kibiców.
"Jednocześnie chciałbym podkreślić, że zirytowałem się postawą bandy idiotów, którzy przerwali zawody. Z powodu ich skandalicznego zachowania nasza wielomiesięczna praca mogła zostać zniweczona.. Trzeba uskutecznić w Polsce egzekucję prawa, bo jestem tutaj trzeci rok i nic się nie zmieniło." - mówił po spotkaniu bramkarz reprezentacji Słowacji i stołecznej drużyny Jano Mucha.
Polskie stadiony są miejscami, w których nagminnie łamane jest prawo. Egzekucja prawa, jak zauważył Mucha, w polskiej piłce nie istnieje. Chuligani nadal pozostają bezkarni, komunistyczna mafia PZPN nie podejmuje żadnych działań w kierunku poprawy bezpieczeństwa, wyplenienia rasizmu, czy plagi wulgaryzmów z polskich stadionów. Tym z Bełchatowa zdemolowanie finału Pucharu Polski również ujdzie na sucho. Choć cała Polska widziała, mecz był transmitowany na żywo w tvn.
Odpowiedzią rządu Tuska na kibicowskie burdy są zmiany w Kodeksie Karnym. Nowelizacja firmowana przez nieocenionego Ćwiąkalskiego polega między innymi na likwidacji artykułu dotyczącego czynu chuligańskiego. Bardzo ciekawą, doprawdy, metodę walki z pseudokibicami obrał minister. W publikacjach prasowych często pojawiała się informacje o ścisłych związkach ministra sprawiedliwości z tzw. środowiskiem Gazety Wyborczej. Trudno posądzać jednak przyjaciół spółki Agora o aktywne uczestnictwo w stadionowych zamieszkach. Wychodzi na to, że jest to raczej stała tendencja Ćwiąkalskiego do sprzyjania bandytom.


Komentarze
Pokaż komentarze (5)