Pamiętamy go jako pełnego zapału artystę. Człowieka, któremu „o coś chodzi”, zaciekłego antykomunistę domagającego się dziejowej sprawiedliwości, gorliwego patriotę zatroskanego o los swojego kraju. Zawsze wyrażał swoje zdanie w mocnych słowach. Jego krytyka rządów Leszka Millera była zdecydowana i kategoryczna. Podobnie jak wielu przyzwoitych ludzi uwierzył w PO-PiS. Uwierzył w zmianę oraz nadzieję dla Polski. Taki był Paweł Kukiz.
Dzisiejszy Paweł Kukiz to zupełnie inny człowiek. Jak wielu przyzwoitych ludzi nie wytrzymał presji i uległ antypisowskiej histerii. W przedterminowych wyborach zdecydował się udzielić silnego poparcia Platformie Obywatelskiej i nie należy mieć za to do niego pretensji. Przecież nikt do końca nie wiedział, co tak naprawdę planuje Donald Tusk. Kukiz jak wielu innych dał się zwieść bazującej na emocjach kampanii Platformy. Co prawda w dzisiejszym wywiadzie dla „Dziennika” artysta zarzeka się, że nie wierzy w cud gospodarczy, a jego wybór podyktowany był niechęcią do PiSu, możemy mieć jednak wątpliwość co do szczerości jego słów.
Kukiz nie jest autorytetem, ale postawa, jaką przyjął jest reprezentatywna dla wielu wyborców Platformy. Ci sami ludzie, którzy wybierali postsolidarnościowe, centroprawicowe partie w 2005 roku, w nadziei na cywilizacyjny skok i ostateczne rozprawienie się z postkomunizmem, dzisiaj zarzekają się, że pragną jedynie powrotu do normalności. Ci sami ludzie, którzy w 2005 roku głosowali za rewolucją, dziś wybrali małą stabilizację. Gdyby jeszcze Polska była krajem bogatym, a jej mieszkańcom żyło się dostatnio, taka postawa byłaby w pełni zrozumiała. Trudno jednak pojąć, że ludzie dobrowolnie rezygnują z dobrobytu. Odrzucam również założenie, że naród dał sobie wmówić, iż Polska jest krajem normalnym, niepotrzebującym głębokich zmian. Taką tezę bezkrytycznie przyjąć mógłby tylko ktoś zupełnie oderwany od rzeczywistości, a Polacy tacy zwyczajnie nie są.
Wydaje się, że wyborcy PO, podobnie jak Paweł Kukiz, tkwią w fałszu. Podświadomie, nadal żądają reform własnego państwa, w którym, przypomnijmy, służba zdrowia w zasadzie nie funkcjonuje, rozprawa sądowa trwa średnio 2 lata, brakuje autostrad, przestępcy pozostają bezkarni, dostęp do wielu zawodów jest ograniczony przez lokalne koterie, a biurokracja króluje. Dlatego z pewnością na kolejne zapowiedzi ekipy Tuska o odsunięciu reform w czasie na „wieczne nigdy”, wyborcy PO reagują smutkiem i rozczarowaniem. Ich sprzeczna postawa polega na tym, że frustracji ze źle dokonanego wyboru nie okazują na zewnątrz i stąd utrzymujące się na wysokim poziomie notowania partii rządzącej.
Eksplozja wydaje się jednak nieuchronna. To uczucie, pragnienia głębokiej zmiany i rewolucji w pozytywnym słowa znaczeniu narasta i będzie narastać nadal. Aż w końcu uwolni się, co będzie oznaczać koniec dla ekipy sprytnie utrzymującej się na powierzchni. Po latach bezczynności ze strony władzy w końcu powrócimy do stanu sprzed 2005 roku. Być może rządy PO nie zakończą się spektakularną aferą, ale z pewnością grzech zaniechania nie zostanie rządowi puszczony płazem. Polacy, znów stanowiący jedność, wybiorą siłę, która zapewni rozwój kraju nie poprzez administrację, ale jego reformę. Póki co, pozostaje nam cierpliwie czekać. Polacy to mądry naród, potrzebują jedynie czasu na podjęcie właściwej decyzji.


Komentarze
Pokaż komentarze (18)