Przygotowania do wojny idą pełną parą. Wszystko wskazuje na to, że jeszcze przed końcem kadencji George’a Busha sprawa Iranu zostanie rozwiązana. Jednak amerykański prezydent ani myśli angażować swój kraj w kolejną wojnę. Atak przeprowadzą izraelskie myśliwskie, które już teraz wykonują manewry zwane przez amerykańskich ekspertów „próbą generalną”. Wojsko izraelskie do operacji przygotowuje również śmigłowce, które w razie strącenia samolotu mogłyby transportować rannych pilotów. Oczywiście, izraelscy oficjele pytani wprost, o prowadzone działania odpowiadają wymijająco, że to rutynowe działania.
Cała akcja ma polegać na zbombardowania irańskich instalacji nuklearnych oddalonych od Izraela o około 1,500 kilometrów. Znamienne, że właśnie taką odległość w trakcie niedawnych ćwiczeń przemierzają izraelskie śmigłowce, tankowce oraz myśliwce.
Do gry włącza się Rosja, która już zaopatrzyła irański reżim w system radarów, a w najbliższym czasie planuje sprzedać Irańczykom rakiety ziemia-powietrze. Oficjalne stanowisko w sprawie prewencyjnego uderzenia Izraela zajął także szef rosyjskiej dyplomacji Ławrow: „Prawo międzynarodowe chroni Iran podobnie, jak integralność terytorialną każdego państwa”. Zaskakujące, że właśnie na tego typu argument powołuje się przedstawiciel kraju, który grożąc Gruzji akcją militarną w najbardziej jaskrawy z możliwych sposobów złamał założenia Karty Narodów Zjednoczonych, zwanej często „konstytucją” prawa międzynarodowego.
Poza tym, Rosja stara się grać na zwłokę apelując o większe zaangażowanie Iranu we współpracę z ONZ. Zwlekać, natomiast, nie zamierza Izrael, dla którego jest to walka o być, albo nie być.
Izrael musi zatrzymać irański program nuklearny. Jeśli nie uda mu się osiągnąć tego celu w pełni za pierwszym razem, przynajmniej w czasie odsunie śmiertelne zagrożenie. A ostateczny cios zada w przyszłości, lecz już nie w pojedynkę.


Komentarze
Pokaż komentarze (4)