gipson gipson
136
BLOG

Zaradni donosili SB

gipson gipson Polityka Obserwuj notkę 35

Pod tekstem Trystero dotyczącym niedawnych rewelacji „Rzeczpospolitej” na temat agenturalnej przeszłości jednego z najbogatszych Polaków pojawił się komentarz Hamiltona o następującej treści:

Ale niestety, sam Pan przecież widzi że to oczywista rzecz - zaradni donosili SB, bez jakichkolwiek motywacji ideologicznych, a dlatego że była to optymalna droga do wzbogacenia się. Zapewniam cię że gdziekolwiek by się nie znaleźli - i tak wzbogaciliby się. I odwrotnie, gdyby taki JP Morgan żył w PRL to też donosiłby SB.

Jakie motywacje kierowały Leszkiem Czarneckim, gdy w wieku 18 lat zdecydował się podjąć współpracę z SB? Dlaczego postanowił sypać kolegów ze studiów? Być może spowodowane było to chłodną kalkulacją. Być może, tak jak twierdzi Hamilton, Leszek Czarnecki już wtedy charakteryzował się wyjątkową zaradnością i zrobił to zwyczajnie dla zysku, dla pieniędzy. Być może z tych samych względów kontakty ze służbami specjalnymi PRL utrzymywało 5 pozostałych biznesmenów z czołowej dwunastki listy najbogatszych Polaków Forbes’a. Oczywiście - należy dodać na marginesie - Hamilton stosuje tu bardzo dziwną logikę, bo przecież nie motywacja podjęcia współpracy, lecz sam fakt współpracy jest godny potępienia.

Problem w tym, że gdyby w 1989 roku została przeprowadzona dekomunizacja oraz gdyby zostały otworzone archiwa MSW, Leszek Czarnecki nie dorobiłby się. Nie znalazłby się na liście najbogatszych Polaków. I zadecydowałby o tym nie ustawodawca sankcjonujący esbeckich konfidentów, lecz wolny rynek. Najlepszym dowodem na to jest reakcja inwestorów na informacje o kontaktach Czarneckiego z SB. Spółki Czarneckiego straciły już 10% na wartości, kiedy indeks WIG spadł o niecałe 2%. To zadawałoby kłam tezie Hamiltona, że nieuczciwość w biznesie, zwana przez niego zaradnością, popłaca. Nieuczciwość to niewiarygodność, a jak wiadomo spółka niewiarygodna nie ma czego szukać na giełdzie.

I odwrotnie, gdyby nie przeprowadzono starannej akcji ochrony Tajnych Współpracowników i ich oficerów prowadzących, prawdopodobnie nadal w biznesie działałby Roman Kluska, który agentem nie był. Bo należy pamiętać, że zawsze gdy ktoś się „dorabia”, to robi to kosztem kogoś innego. W ten sposób na rynku aktywni są Wejchert, Czarnecki i Gudzowaty, ale Roman Kluska już na przykład nie. Być może dlatego, że zabrakło mu tej cennej ochrony ze strony dawnych funkcjonariuszy z Wydziału SB i że jako osoba spoza środowiska donosicieli, nie zdecydował się wnosić dodatkowej opłaty, zwanej podatkiem korupcyjnym.

Pamiętajmy, że spór o lustrację to nie tylko walka o prawdę w życiu publicznym i odkłamywanie historii narodu polskiego. Brak rozliczeń z przeszłością, czyli tzw. gruba kreska Mazowieckiego, zdeformował polskie życie publiczne na lata. Jest to widoczne także w gospodarce, gdzie karty rozdają byli agenci, którzy w normalnych warunkach, zgodnie z zasadami wolnego rynku, nie uzyskaliby zaufania partnerów biznesowych.

gipson
O mnie gipson

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (35)

Inne tematy w dziale Polityka