Na swoim blogu Toyah w notce zatytułowanej Jeszcze zdjęcia wkleił kilka zdjęć, które wkrótce zniknęły. Pozostał jedynie tekst, a zamiast zdjęć pojawiła się informacja opisująca co zdjęcie przedstawiało zakończona słowami: Zostało usunięte na prośbę Administracji, po interwencji Gazety Wyborczej.
Precedens.
Administracja Salonu24 uległa naciskom a być może nawet szantażowi Gazety Wyborczej. Nie wiem, ale zakładam, że redakcja z Czerskiej powołała się na prawa autorskie, gdyż prawdopodobnie zdjęcia pochodziły z redakcyjnego archiwum.
Absurd. Nie mam w tej chwili czasu szukać, ale nie tak dawno pisałem i dostarczyłem Administracji informację na temat tego typu problemów, które mogą się pojawić. Podobny przypadek miał już miejsce i był analizowany przez prawników, specjalistów od reklamy, marketingu oraz internetu. Warto ten temat zgłębić zapoznając się z analogicznymi przypadkami, gdyż one mogą się mnożyć. Wojownicy o wolność i demokrację z Czerskiej nie dadzą za wygraną.
Do tej przykrej sytuacji nigdy by nie doszło, gdyby Administracja umieściła na stronie główniej deklarację, że nie odpowiada za treść i materiały publikowane przez blogerów na swoich blogach w Salonie24, choć zastrzega sobie prawo do interwencji.
Teraz dodam jedno zdjęcie. Później, gdy wrócę kolejne:
Cytujemy dziennikarzy i polityków, różnych znanych i mniej znanych ludzi po to, aby komentować i własne przemyślenia przekazać. Czyż za każdym razem będziemy zmuszeni pytać o pozwolenie na zacytowanie czyjejś wypowiedzi i może jeszcze z to pozwolenie zapłacić?
Kompletna bzdura.
Jako przykład wrzucam kolejne zdjęcie. Autor bliżej nieznany choć wywodzi się z krakowskiego środowiska akademickiego, konkretnie z UJ.

Czy autor tego projektu również zgłosi swoje zastrzeżenia Administracji i będzie się domagał usunięcia obrazka?



Komentarze
Pokaż komentarze (18)