do napisania tej notki zainspirował mnie wpis prof. Antoniego Dudka "Wojna polsko-polska" oraz jeden z komentarzy pod tym tekstem.
Panie Profesorze - taka sobie ta Pańska dzisiejsza notka. O wojnie polsko-polskiej już pisano wielokrotnie i to tradycyjnie po polsku właśnie czyli było to kwieciste i nierzadko elokwentne opisywanie skutków, zamiast skupienia się przede wszystkim na analizie przyczyn. Już miałem kliknąć "cofnij" aby kontynuować przegląd salonowych dyskusji, gdy nagle wpadł mi w oko i zainspirował krótki komentarz pod notką - a gdyby tak "zmienić konstytucję, zwiększając uprawnienia prezydenta czego Panu i sobie życzę" - blogera Atamana.
No właśnie - pomyślałem sobie idąc do kuchni po kolejną herbatę.
Skoro, jak sądzę wszyscy dyskutanci z prawa, lewa, góry czy dołu są skłonni przyznać, że jesteśmy wielce swarliwym narodem i to z bardzo długą swarliwą tradycją, to może potrzeba nam takiego kogoś jak prezydent, naczelnik czy inny zwierzchnik, oczywiście niekoniecznie zagraniczny ;-).
Nie twierdzę, że w tej swarliwości jesteśmy jakimś wyjątkowym narodem, gdyż zwłaszcza temperamentem politycznym przypominamy na przykład do Francuzów, o czym zresztą miałem okazję się przekonać.
W drodze z kuchni - nadal rozmyślając - nagle okres ostatnich 20-lat w Polsce skojarzył mi się z okresem IV Republiki we Francji, który zakończył się tam opatrznościowym powrotem do polityki Charlesa de Gaulle'a. Jak pamiętamy, właśnie to z jego inicjatywy zmieniono wówczas konstytucję (1958) i ustanowiono silną władzę prezydencką, co zakończyło wieloletni okres politycznego rozgardiaszu i patu spowodowanego nieustanym kryzysem kolejnych rządów koalicyjnych we Francji. Tak powstała trwająca nadal V Republika.
Z racji wprowadzonych zmian w konstytucji francuskiej, które m.in. zapewniały wybór prezydenta w wyborach bezpośrednich, jego funkcja urosła do roli reprezentanta woli narodu, gwaranta konstytucji i obrońcy walorów republikańskich takich jak powszechnie znane liberté, égalité et fraternité - wolność, równość i braterstwo, które zresztą również należą do szeroko pojętych ideałów demokracji.
Reasumując jestem coraz bardziej przekonany, że ten francuski system polityczny oparty na silnej i odpowiedzialnej roli prezydenta byłby bardziej adekwatny do naszych tradycyjnych narodowych i swarliwych skłonności, a jednocześnie bardziej efektywny jeżeli chodzi o sprawowanie władzy dla dobra społeczeństwa i w interesie kraju. Zapewniałby stabilność i ciągłość władzy i w pewnym stopniu uniezależniałby losy kraju i jego mieszkańców od kłótliwych i zwalczających się partii politycznych.
System francuski zapewnia w sytuacjach przesileń gabinetowych spowodowanych np. rażącą nieudolnością rządu, które stwarzają trwałą sytuację kryzysową i wzrost niezadowolenia społeczeństwa, interwencję prezydenta, który powołuje nowy gabinet rządowy, czy nawet rozpisuje nowe wybory do parlamentu.
Silny system prezydencki mógłby zatem uzdrowić naszą scenę polityczną z korzyścią dla kraju i z czasem zapewnić dobrobyt całemu społeczeństwu. Tak sądzę.
dziękuję z uwagę
PS - podjęta nie tak dawno próba rządzącej formacji politycznej ograniczenia roli prezydenta i oparta na niemieckim, kanclerskim wzorze jawi się wobec powyższego, jako grube nieporozumienie.


Komentarze
Pokaż komentarze (33)