Wczoraj miałem przyjemność uczestniczenia w niesamowitym spektaklu w rzeszowskiej hali „Podpromie”. O 17:30 zaczął się mecz w ramach 4 kolejki Plus Ligi siatkarzy –Asseco Resovia – Jastrzębski Węgiel. Spotkanie to było okraszone dobrą grą zawodników i kapitalnym dopingiem prawie 5 tyś. Kibiców zgromadzonych w hali im. Jana Strzelczyka.
Dla mnie ten mecz zaczął się jeszcze krótko po 16.
Wchodząc przez główne wejście hali przystanąłem na moment przy automacie z napojami. Oczywiście powód mojej chwilowej przerwy był oczywisty. Organizm domagał się jakiegokolwiek płynu zawierającego H2O w swoim składzie (chociaż nie wiem czy są płyny bez zawartości wody , ale mogę się mylić, w końcu moja nauczycielka od chemii w LO nazwała mnie „nędzą chemiczną” :) ) Wtem pod halę podjechał autobus klubowy z zawodnikami Jastrzębskiego Węgla. Rad nie rad udałem się na zewnątrz z bliska przypatrzeć się tym boiskowym herosom. Trasę z autobusu do środka hali bezproblemowo (nie zatrzymywani przez kibiców) „zaliczyli” m.in. Łomacz, Yudin, Rusek, trener Santili. Jednak gdy z autokaru zaczął wychodzić Paweł Abramow zrobił się mały korek na tej drodze. Rosyjski zawodnik co rusz zatrzymywał się to do rozdania autografu, czy krótkiej pozy do zdjęcia. Niektórzy kibice (w tym również ja : )) zamienili z byłym przyjmującym Iskry Odincewo kilka zdań. Oczywiście w języku Polsko – Angielsko – Rosyjskim. Abramow odpowiadał na pytania cierpliwie i bez jakiejś dozy znudzenia. Chwała mu za to.
Zimno się coraz bardziej robiło więc odwróciwszy się na pięcie wszedłem w czeluść hali. Była nieco godzina do rozpoczęcia meczu, uznałem wtedy że pewnie czas dać szansę zmęczonym nogom na odpoczynek. Podszedłem do „bramki” ustawionej przed wejściem na boisko tudzież trybuny. Miły Pan raczył mi jednak udzielić informacji, że kibiców wpuszczają od 16:30. Popatrzyłem na swój czasomierz i wskazówki - wyprodukowane podobnie jak reszta zegarka w Japonii –wskazywały na godzinę 16:23. No to jeszcze chwila i zajmę swoje miejsce na trybunach oznaczone na karnecie kodem R8 M3. Żebym przez te kilka minut nie narzekał na nudę los znów w okolice mojej osoby przysłał Abramowa. Jako że on biletu/karnetu nie potrzebuje bez problemu przeszedł przez tą kontrolę.
Wewnątrz hali szatnie dla zawodników są ulokowane po drugiej stronie od wejścia dla kibiców. Rosjanin jednak o tym nie wiedział i po chwili wrócił się do Pana bramkarza który okazał się być dobrym informatorem i wytłumaczył zawodnikowi gdzie co jest. Biedny Paweł – pomyślałem- gra w Jastrzębiu w hali nazwanej przez kibiców „kurnik” (taka mała wręcz szkolna hala gdzie wszystko jest w obrębie wejścia- wiem bo Jastrzębie odwiedzam od czasu do czasu) to i infrastruktura Podpromia go chyba przeraziła.
Nareszcie wybiła godzina „0” i „bramy stadionu zostały otwarte”. Szybciutko więc udałem się do swojego sektora. Co robiłem przez następne 15 minut niech będzie tajemnicą:).
O 16:45 na rozgrzewkę wybiegli zawodnicy ze Śląska. Ogólne ćwiczenia rozciągające skupiły uwagę coraz liczniej zgromadzonych kibiców. Dziwiło mnie tylko , że na placu gry, który obecnie był miejscem rozgrzewki nie było żadnego zawodnika gospodarzy. O godzinie „W” (17:00) z głośników zabrzmiały pierwsze takty tej piosenki:
Po chwili z szatni wybiegli zawodnicy Lubo Trawicy. Krótka rozgrzewka i do gry przystąpiły piłki, czyli obowiązkowe serwisy i ataki. A AC/DC nadal nie przestawało grać, tym razem w takiej wersji :
Punkt 17:30 rozpoczął się mecz. Pierwszy set 25-21 dla Resovii. Klub Kibica szleje. Flaga Podkarpacia z herbem Rzeszowa przysłania większość z kibiców sektora KK. Do tego standardowa chorągiew w pasiaste „biało-czerwone” barwy. I kilkanaście zwrotów wpisanych na banderach: WIARA, MIŁOŚĆ, HONOR, SZACUNEK itp. W drugim secie rzeszowiacy ponownie lepsi. Trzecia partia meczu to poezja. Prawie przez cały set na prowadzeniu było Jastrzębie. Wika i spółka zdołali doprowadzić do remisu 23-23. Od tej chwili każdy kibic zgromadzony na hali oglądał mecz na stojąco. Kilka bilardowych zagrań z obu stron i Jastrzębie wychodzi na prowadzenie 25-24. Następną piłkę kończy jednak Mikko Oivannen i znów jest remis. To co się działo później to była brazylijska Samba. Rozgrywający Asseco Resovii – Rafael Redwitz najpierw w pojedynkę jedną ręką blokuje Pęcherza (który zmienił słabo grającego … Abramowa), a później znów Redwitz tym razem do spółki z Wojtkiem Grzybem znów „czapują” Pęcherza. Koniec meczu zwycięstwo Resovii 3-0. Jednak nie dla Redwitza. Po tej finałowej akcji Brazylijczyk wyskakuje na otaczające boisko reklamy i w geście zwycięstwa unosi do góry rękę i pozdrawia kibiców. W tym momencie zawodnik z numerem 5 „sprzedał” się fanom siatkówki. To nie zwykły rozgrywający, to zawodnik który nie dość że wybitnie gra w siatkówkę to jeszcze jest w nim pasja do tego sportu. I tym zapałem zaraża innych. Znów spojrzałem na swój zegarek Casio i po ogłoszeniu MVP meczu (Akhrem) pędem udałem się na przystanek busów by po godzinie jazdy dotrzeć do domu. Zdążyłem jeszcze na pierwszą połowę spotkania w Kielcach między miejscową Koroną a Wisłą Kraków. Ale o tym następną „razą”.
G.
P.S. I proszę już mi nie mówić , że sport jest brudny, kasa, konflikty, wypaczenia, skandale itp. Dla takich chwil jakie dane mi było być świadkiem w piątkowy wieczór w Rzeszowie warto być kibicem.
Graficzne udokumentowanie mojej opowieści wygląda tak:
http://www.assecoresovia.pl/gfx/resovia/pl/default_galerie/174/14/1/1347813317.jpg


Komentarze
Pokaż komentarze (9)