Zastanawiam się dogłębnie jakie zależności występują między sportem a polityką. Sportem w rozumieniu jego jednej z czołowych dyscyplin – futbolem, ale nie tylko. Geneza tworzenia tego tekstu oscyluje wokół sytuacji w PZPN-ie.
Teoretycznie sport i polityka nie powinny mieć ze sobą wiele wspólnego. W praktyce tak niestety nie jest. Sukces jakiejkolwiek drużyny w zawodach rangi mistrzowskiej (mistrzostwa świata, igrzyska olimpijskie) ma znaczenie stricte państwowe. Zawodnicy reprezentują przecież wtedy swój kraj, swoją ojczyznę. Stojąc na podium widzą na maszcie nie flagę np. głównego sponsora zawodów, lecz flagę swojego kraju. Tylko w tym miejscu zaczyna się konflikt interesów. Tytułowy związek sportu i polityki poszerza się. Każdy chce coś z tego sukcesu przypisać sobie. Mówiąc każdy mam na myśli działaczy związkowych, sponsorów. Wszystko byłoby w jak najlepszym porządku, gdyby jednak Ci działacze w większy sposób pomogli sportowcom w osiąganiu sukcesów. Ich pomoc zaczyna się i kończy na zorganizowaniu transportu na zawody. Igrzyska w Pekinie utwierdziły mnie w tym przekonaniu. Eksces alkoholowy członka zarządu PZLA jasno określa sprawę. Podobnie jak głośne narzekania florecistek. W polskich związkach sportowych podkreślam -w większości -zasiadają ludzie z innej epoki. Z epoki którą trafnie określa cytat z jednej z najlepszych polskich komedii „ Łubu dubu łubu dubu niech żyje prezes naszego klubu- niech żyje nam!” Związkowcy mają się dobrze i nic nie zamierzają zmienić w tym kierunku. Zjazdy organizowane w najbardziej ekskluzywnych hotelach stolicy przy suto zastawionym stole. Gdy jakiś człowiek spoza grupy ośmieli podnieść głos trzeba szybciutko delikwenta uciszyć, najlepiej proponując mu jakieś ciepłe, mało istotne stanowisko. Chodzi mi oczywiście o casus Jana Tomaszewskiego, który tak zaciekle walczył ze Zbigniewem Bońkiem i z prezesem Listkiewiczem, a potem dostał stanowisko szefa komisji etyki przy PZPN. I teraz popularny „Tomek” ma jakieś negatywne spostrzeżenia w kierunku Pana ministra i kuratora. Związkowcy nie dopuszczają do głosu młodych ludzi. Średnia wieku zarządu PZPN oscyluje zapewnie w okolicach 55 lat. Taka jest niestety prawda. Bolesna, prawda. Związki są co prawda stowarzyszeniami, a takie wedle konstytucji mają podmiotowość prawną i nie podlegają władzy. Są finansowane w dużej części ze składek członkowskich i sponsorów. Tak się rodzi korupcja. Ingerować w Związki sportowe może tylko Trybunał Arbitrażowy do spraw sportu. Na wniosek ministra Drzewieckiego ów Trybunał wprowadził kuratora. Czyli istnieje jednak związek sportu i polityki. Wydaje się on być nierozerwalny...
Bartłomiej Gładysz gladki


Komentarze
Pokaż komentarze