Głos pokolenia 90
Chociaż chcieliśmy żyć to nigdy nie mieliśmy okazji...
14 obserwujących
52 notki
297k odsłon
  1605   2

Gdzie te kobiety? Poszły z obcokrajowcami...

No woman no kraj
No woman no kraj
W Polsce żyje 5,2 mln mężczyzn i tylko 4,1 mln kobiet wolnego stanu cywilnego. Z polskiego rynku matrymonialnego co roku ubywało tysiące kobiet na rzecz obcokrajowców. Mało kto zdaje sobie sprawę że na 100 panien w Polsce przypada dzisiaj aż średnio 126 kawalerów. W tym momencie co piąty samotny mężczyzna w kraju nie będzie więc w stanie znaleźć jakiejkolwiek partnerki.

Już w latach 80' nad Wisłą pojawiali się mężczyźni z zagranicy poszukujący żon lub kochanek w Polsce. Często byli to Amerykanie polskiego pochodzenia lub polscy Niemcy. Nie było to powszechne na masową skalę ale już wtedy wizja małżeństwa z mężczyzną z zachodu to było marzenie wielu młodych Polek. Trwała także emigracja solidarnościowa która kończyła się dla wielu Polek związkami i małżeństwami z cudzoziemcami. W latach 90' gdy Polska była już poza radziecką strefą wpływów a granice Polski otwierały się na Zachód do Polski zaczęły przyjeżdżać całe grupy mężczyzn z Europy i USA poszukujących partnerek. Wiele biur matrymonialnych we Wrocławiu, Szczecinie czy Poznaniu organizowało spotkania zapoznawcze dla polskich kobiet i klientów z zagranicy. W czasie gdy Polki nie były jeszcze względnie sfeminizowane stanowiły obiecującą alternatywę dla Niemców, Holendrów, Austriaków, Brytyjczyków czy Włochów. Nawet kościół katolicki dołożył do tego swoją cegiełkę parując konserwatywynych Włochów z religijnymi w tamtych latach Polkami. Wiele par włosko-polskich poznało się dzięki organizowanym przez KK wydarzeniom integracyjnym na Oazach czy pielgrzymkach.


                                         image
                                        

 W tych latach także trwała emigracja w wyniku której Polki licznie zostawały żonami mężczyzn na Zachodzie. Pracując często w charakterze opiekunek czy jako pomoc na gospodarstwach wiele Polek miało okazję się zapoznać z lokalnymi mężczyznami a często wręcz były wciągane w blizsze kontakty z członkami rodzin pracodawców. Dla wielu niemieckich bauerów młode polskie dziewczyny przyjeżdżające na zbiory szparagów czy ogórków to była okazja na znalezienie żon dla swoich synów albo wnuków. Ciekawostką jest że wiele agencji pracy rekrutujących Polaków do pracy w Niderlandach należało do małżeństw polsko-holenderskich gdzie znajomość języka i kraju żony pomogła wielu Holendrom dorobić się na pracy polskich gestarbeiterów fortun [1]. Co innego było z Polakami, którzy nie byli już tak interesujący w oczach mieszkanek państw Zachodnich. Znajomość języka angielskiego czy innego obcego poza rosyjskim była w tamtych latach rzadkością. Polacy lądowali na samym dole drabiny społecznej z której wielu nie miało wielkich perspektyw na rynku matrymonialnym poza własnymi rodaczkami. Tych jednak brakowało w sytuacji kiedy Polki znajdowały sobie "gospodarzy" o lepszym statusie społecznym i materialnym nawet gdy ledwo dukały w ich językach. Polscy emigranci odbijali się więc od ściany na rynkach matrymonialnych zagranicą. Gestarbeiterzy wracali więc wtedy do Polski i szukali partnerek w swoich rodzinnych stronach często po krótkiej znajomości. Dla wielu Polek to był wtedy bilet do lepszego świata związać się z mężczyzną który zarabia w Niemczech czy USA. W klubach dyskotekowych które w latach 90' istniały także w mniejszych miastach niejednokrotnie robili furorę nosząc na sobie markowe zachodnie t-shirty.Zaczęły się także przyjazdy obcokrajowców do Polski, którzy bez problemu znajdowali sobie w Polsce partnerki bez względu czy byli to poważni amerykańscy inwestorzy, czy gruzińscy handlarze ze stadionu dziecięciolecia. Nikt nie myślał szacować w tamtych latach ani kalkulować wpływu takiego obrotu spraw że liczba związków Polek z obcokrajowcami były wtedy nawet kilkunastokrotnie wyższa niż zwiazków Polaków i kobiet z zagranicy.Wiele było przypadków że nawet młode dziewczyny które uczyły się jeszcze w szkołach średnich tuż po osiągnięciu dorosłości nagle znikały z kraju bezpowrotnie za sprawą nowych partnerów. Także trzeba wspomnieć o dzikich rekrutacjach sutenerów z zagranicy szukających nad Wisłą prostytutek, którzy bez problemu znajdowali chętne w kraju gdzie znalezienie jakiejkolwiek pracy było wtedy nie lada wyzwaniem. Zdarzały się przypadki że młode Polki potrafiły dla takiej oferty porzucić studia, chłopaka a nawet  zerwać kontakty z rodziną. Władzy było to na ręke że z kraju ubywało młodych kobiet bo znikały one z jakże gigantycznych ówcześnie rejestrów osób bezrobotnych.


Później przyszły lata 2000' które były dla młodego pokolenia z wyżu demograficznego fatalne. Dwudzeistolatkowie którzy już przeżyli traume kiedy pracę tracili ich rodzice na skutek likwidacji wielu zakładów pracy czy wręcz całych gałęzi polskiego przemysłu teraz sami odbijali się od ściany polskiego rynku pracy. Młodzi Polacy mieli puste portfele i nawet wielu nie było stać żeby zabrać dziewczynę na randkę gdzieś indziej niż na spacer do parku. Wiele młodych kobiet wolało nie wiązać się z nikim niż być bezrobotnym. Polska wreszcie przystępuje do Unii Europejskiej w 2004 roku, granice i niektóre rynki pracy krajów starej UE zostają dla Polaków otwarte. W ciągu roku z kraju ucieka kilkaset tysięcy młodych ludzi. Wyjeżdżają zarówno kobiety jak i mężczyźni. Wykształceni i bez wykształcenia. Z językiem i bez języka. Na wyspach w fabrykach i magazynach nagle zaczyna roić się od młodych atrakcyjnych Słowianek. Brytyjczycy czy Irlandczycy przecierają oczy jak łatwo przychodzi im relacja z Polkami. Polacy tylko patrzeli i obgadywali nie rozumiejąc że to co obserwują to nie ku***two rodaczek tylko hipergamia. Kolejne kraje Holandia, Francja, Belgia i ostatecznie Niemcy otwierają swoje rynki pracy. Efekt taki sam, znaczna część Polek jedzie do pracy na sezon a zostaje już na zawsze bo poznała tam mężczyznę swojego życia. Polacy jak nie znaleźli wśród rodaczek to o kobietach z reguły mogli pomarzyć. Bez dobrej znajomości języka nawet nie mieli z czym startować do rodowitych mieszkanek a ich niski status społeczny także nie przyciągał tłumów kobiet. Nie było już też efektu WOW gdy polscy emigranci próbowali poznać kogoś w Polsce. W pewnym czasie pomógł kryzys i ponowny wzrost bezrobocia w Polsce po 2009 roku i można było zdobyć zainteresowanie wśród mieszkanek polskiej prowincji, które były zainteresowane życiem za granicą. Od wielu lat to już jednak na młodych kobietach całkowicie przestało robić wrażenie z czasem gdy emigracja spowszechniała a znalezienie pracy za granicą czy organizacja wyjazdu i zakwaterowania to tylko kwestia dostępu do internetu.

Po wejściu do UE także do Polski zaczęli witać obcokrajowcy szukający wrażeń nad Wisłą. Po 2004 roku kluby i dyskoteki w Warszawie, Krakowie czy Wrocławiu zaczęli licznie wypełniać zagraniczni turyści. Wielu z nich przy okazji podrywało polskie kobiety na jedną noc czy coś poważniejszego. Stosunkowo niskie ceny jak na standardy zwykłych Brytyjczyków czy Niemców przyciągały prawdziwe tłumy a pogłoski o łatwym nawiązywaniu znajomości z Polkami były już pewną reklamą. "Mistrzowie podrywu" organizują w Polsce seksturystyczne turnusy dla mniej śmiałych Anglików, Szwedów czy Niemców szkoląc ich z uwodzenia a materiałem treningowym są polskie kobiety. Zjeżdżali się także studenci z zagranicy na Erasmusa którzy często mieli powodzenie u polskich studentek. Polki za to wyjeżdżały licznie na Erasmusa do innych krajów Europejskich, tam też kończyło się to związkami z lokalnymi studentami. Wśród polskich studentów około 70% uczestników wyjazdów na Erasmusa to kobiety [2]. W miarę wzrostu zamożności polskiego społeczeństwa i rozwoju siatki połączeń lotniczych zaczęła się także moda na wakacje all inclusive. Polki tak jak mieszkanki państw zachodnich zaczęły wypoczywać nad Morzem Śródziemnym dając się uwodzić Hiszpanom, Włochom, Grekom, Turkom czy Egipcjanom. W ten sposób powoli ubywało kobiet z tak zwanego rynku matrymonialnego w Polsce. Polacy tracili bezpowrotnie swoje rodaczki na rzecz obcokrajowców sami niezastępując ich kobietami z zagranicy. Niski status ekonomiczny na Zachodzie czy też bariery językowe lub kulturowe na Południu Europy czy Bliskim Wschodzie nie sprzyjają polskim mężczyznom do dziś.








Każdego roku sumując liczbę małżeństw obywateli Polski z obcokrajowcami liczba związków Polek i cudzoziemców była zawsze kilkukrotnie wyższa niż związków Polaków z cudzoziemkami. I to tylko wśród zwiazków które zostały zarejestrowane lub odnotowane w polskich Urzędach Stanu Cywilnego. Na przykład w 2010 roku liczba małżeństw Polek z cudzoziemcami za granicą była 10-krotnie liczniejsza niż Polaków z cudzoziemkami. Odsetek Polaków zawierającymi małżeństwa z obywatelkami innych państw oscylował w granicach 5-9% [3].


image



Jak wielka jest skala dysproporcji między Polkami a Polakami za granicą mogą podpowiedzieć nam statystyki z brytyjskiego Urzędu Statystycznego (ONS). W latach 2010-2018 każdego roku spadał udział polskich ojców w liczbie urodzeń dzieci przez kobiety pochądzące z Polski. Już w 2010 roku wynosił on 75% a w 2018 roku spadł do 66% [4]. To oznacza że co trzecie dziecko urodzone przez Polki na wyspach ma już ojca obcokrajowca. Możemy śmiało założyć także że wśród singielek które wyjechały do UK ten udział obcokrajowców jest już znacznie wyższy. Polacy pozostawali "wierni" Polkom, aż 95% Polaków miało dzieci z rodaczkami w 2010 roku, w 2018 roku był to niewielki spadek do 92% [5]. W 2018 roku Polki urodziły 18765 dzieci w UK (Anglia i Walia) a Polacy zostali ojcami tylko 15610 dzieci. Jest to o tyle wyraźne gdyż to polscy mężczyźni w pierwszych latach stanowili większy odstetek nowych imigrantów na Wyspach po wejściu do UE (135/100) i byli w znacznej mierze młodymi singlami, o wiele większej niż polskie kobiety [6]. Studium przypadku z Wielkiej Brytanii pokazuje jasno że polscy mężczyźni odbijali się od rynków matrymonialnych w krajach zachodnich co w połączeniu ze skalą migracji Polek i Polaków potwierdza to zjawisko. Można założyć że sytuacja w takich państwach jak Holandia czy Norwegia jest jeszcze gorsza na niekorzyść polskich mężczyzn ze względu na większe bariery językowe niż w Wielkiej Brytanii.

image

image

image




Nie lepiej było w Polsce gdzie to polscy mężczyźni jako rodowici mieszkańcy wydawałoby się powinni być liczniejsi od imigrantów. Jednak nawet i w Polsce przeważają wyraźnie związki Polek z obcokrajowcami. Prawdopodobnie jest to związane z faktem że każdego roku wśród imigrantów przyjeżdżających do Polski znakomitą większość stanowią mężczyźni najczęściej w proporcjach 80/20 (M/K). Jednak za sprawą Ukrainek które licznie przybyły do Polski po 2014 roku udział małżeństw Polaków i cudzoziemek powoli zbliża się do liczby małżeństw Polek i cudzoziemców zawartych w Polsce. Jednak trzeba podkreślić że liczba małżeństw Polaków zawartych za granicą jest kilkukrotnie wyższa. Nie zapowiada się więc na zmianę trendu ubytku kobiet z polskiego rynku matrymonialnego nawet gdyby to Polacy zaczęli stanowić ich większość takich związków nad Wisłą. Całkiem prawdopodobne jest także że wzrost liczby męskich imigrantów spoza Europy który obserwujemy w ostatnich latach przełoży się jednak na odbicie nadreprezentacji związków Polek i cudzoziemców w Polsce z uwagi na fakt że większy odsetek imigrantów z Azji przyjeżdża do Polski jako osoby wolnego stanu cywilnego niż Ukraińcy czy Białorusini. Pewną szansą na wyrównanie dla polskich mężczyzn jest napływ uchodźczyń z Ukrainy ale trzeba pamiętać że odsetek singielek wśród tych kobiet pozostaje niski, a zdecydowana większość to mężatki i matki dziećmi czy emerytki. Pozatym uchodźstwo pozostaje migracją tymczasową uzależnioną od rezultatów trwającej wojny. W przypadku jej końca trzeba się liczyć z licznymi powrotami Ukrainek do ojczyzny. Warto też zwrócić uwagę na większą mobilność singielek w stosunku do matek z dziećmi i osób starszych, a są już zauważalne ruchy migracyjne ukraińskich uchodźców wewnątrz UE z Polski na zachód. Prawdopodobnym jest więc że nawet wielka liczba uchodźców z Ukrainy gdzie większość stanowią kobiety nie będzie stanowiła przeciwwagi w kontekście polskiego rynku matrymonialnego wobec napływu imigrantów ekonomicznych gdzie tradycyjnie w przypadku Polski większość to mężczyźni.


image

image

image



Przez lata ubywało kobiet z Polskiego rynku matrymonialnego. Efekt? W Polsce na dzień dzisiejszy brakuje ponad milion kobiet wśród osób wolnego stanu cywilnego. Obecnie w kraju żyje 5,2 mln kawalerów i tylko 4,1 mln panien. Na 100 wolnych kobiet przypada w rezultacie aż 126 samotnych mężczyzn. Na wsiach jest to średnio aż 144/100 a w miastach "tylko" 119/100 (M/K) [7]. Nawet w dużych polskich miastach gdzie rzekomo według wielu jest nadwyżka płci pięknej także jest mniej kobiet niż mężczyzn wolnego stanu cywilnego. Nadwyżkę kobiet wśród całej populacji Polski stanowią kobiety w wieku poprodukcyjnym (emerytalnym) ze względu na dłuższą średnią długość życia niż mężczyźni. Samotni mężczyźni w Polsce mogą więc śmiało powiedzieć że nie dość że kobiety ich niechcą to jeszcze stanowią obciążenie w obecnym systemie emerytalnym. Struktura demograficzna Polski jest fatalna. Jedynym rozwiązaniem byłoby ściąganie kobiet z zagranicy na potęgę ale czy polska gospodarka jest w stanie ich tyle wchłonąć, to pozostaje pod dużym znakiem zapytania uwzględniając także realia rynku pracy w Polsce i obecną strukturę zatrudnienia.



[1] https://www.wiatrak.nl/80170/otto-dola-i-niedola-polakow-w-holandii

[2] https://journals.plos.org/plosone/article?id=10.1371/journal.pone.0149514

[3] https://dspace.uni.lodz.pl/bitstream/handle/11089/35208/2020-10%20Binacjonalne%20ma%C5%82%C5%BCe%C5%84stwa.pdf?sequence=1&isAllowed=y

[4] https://pl.wikipedia.org/wiki/Demografia_Polski#Urodzenia_w_Anglii_i_Walii_dla_kobiet_urodzonych_w_Polsce

[5] https://pl.wikipedia.org/wiki/Demografia_Polski#Polacy_w_Wielkiej_Brytanii

[6] https://www.migracje.uw.edu.pl/wp-content/uploads/2016/12/023_81.pdf

[7] https://www.polskawliczbach.pl/#stan-cywilny-mieszkancow


Lubię to! Skomentuj37 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Społeczeństwo