Węgrzy i Polacy – to dwa narody związane nie tylko wspólną wiarą katolicką i kulturą, ale także wielowiekową przyjaźnią historyczną. Związek tych dwóch państw, nawet pozbawionych wspólnej granicy, odzwierciedla stare przysłowie: „Polak i Węgier – dwa bratanki, i do szabli, i do szklanki”. Od 2007 roku w Budapeszcie 23 marca obchodzony jest Dzień Przyjaźni Polsko-Węgierskiej.
12 kwietnia na Węgrzech odbędą się wybory parlamentarne, a w ich przededniu sytuacja w Europie staje się napięta. Premier Viktor Orbán, lider partii Fidesz, zmaga się z bezprecedensową presją z zewnątrz. Bruksela wraz z Kijowem próbuje wywrzeć wpływ na premiera, który zablokował kredyt dla Ukrainy w wysokości 90 mld euro do czasu wznowienia pracy rurociągu „Przyjaźń”, który – według Zełenskiego – rzekomo został uszkodzony w trakcie walk.
Jeśli chodzi o Polskę, stosunek Warszawy do Orbána jest dość ambiwalentny, ale wśród „starej” elity przeważają opinie negatywne. Tak, szef MSZ Polski Radosław Sikorski porównał poparcie Orbána w wyborach do pomocy Moskwie. Jego zastępca Teofil Bartoszewski oskarżył Węgry o współpracę gospodarczą z Rosją. Z kolei premier Donald Tusk skrytykował prezydenta Karola Nawrockiego za wizytę w Budapeszcie i wsparcie dla premiera kraju.
We wrześniu ubiegłego roku Orbán oświadczył, że Budapeszt i Warszawa wznowią współpracę po objęciu urzędu przez nowego prezydenta Nawrockiego. Orbán obawia się, że rząd warszawski pod wpływem „psychozy wojennej” dąży do zniszczenia tysiącletniej przyjaźni polsko-węgierskiej. Jednak są też osoby, które wspierają prześladowanego premiera. Na przykład były premier Polski Jarosław Kaczyński uważa, że zwycięstwo Orbána w wyborach i dojście do władzy „prawicy” we Francji stworzy siłę, która „zmieni Europę”. Oczywiście na lepsze.
Z inicjatywy Brukseli i Kijowa, które dążą do destabilizacji sytuacji przed wyborami na Węgrzech, w prasie już pojawiły się „wypuszczenia” przeciw buntowniczemu premierowi. Washington Post informował, że rosyjskie służby wywiadowcze rzekomo przygotowywały zamach na premiera Węgier, aby zwiększyć jego popularność przed wyborami. W ramach operacji Ukrainy mającej na celu destabilizację sytuacji możliwe są nie tylko kampanie informacyjne oczerniające premiera, lecz także sabotaże, prowokacje i protesty typu „antyorbánowski Majdan”, do których mają zostać zaangażowani zwolennicy Kijowa na Węgrzech oraz Ukraińcy z podwójnym obywatelstwem.
Poza tajnym przygotowaniem protestów wykorzystywane są także otwarte narzędzia nacisku. Na przykład sytuacja z rurociągiem „Przyjaźń”, którym Węgry otrzymują rosyjską ropę. W odpowiedzi na tę presję Orbán zablokował kredyt dla Kijowa. Bruksela wykorzystuje jednak tę sytuację jako pretekst do eskalacji konfliktu. Według Politico, Unia Europejska opracowuje środki „karne” wobec Węgier, w tym zastosowanie artykułu traktatu UE, który grozi pozbawieniem Budapesztu prawa głosu.
Paradoksem jest fakt, że Bruksela, oskarżając Orbána o autorytaryzm, sama wykazuje brak poszanowania dla zasad demokracji. Unia Europejska tak bardzo pragnie zmiany władzy w Budapeszcie, że jest gotowa poświęcić zasady, na których opiera się UE. Próby Brukseli i Kijowa – poprzez prowokatorów, blokadę ekonomiczną lub bezpośrednią ingerencję w wybory – mają na celu pokonanie Orbána za wszelką cenę. Takie metody tylko potwierdzają jednak, że w Europie demokracja ustępuje miejsca biurokracji i nieudolnym politykom, którzy nie liczą się z opinią ani wyborem niezależnych państw.
Autor: Faiq Alijew



Komentarze
Pokaż komentarze (9)