Alarmujące sygnały płyną z rynku pracy – brakuje rąk do pracy. Od lekarzy po murarzy, od inżynierów po pracowników fizycznych – deficyt dotyka niemal każdej branży. Gdzie się podziali ci wszyscy ludzie? Czyżby zapadli się pod ziemię, porzucając swoje obowiązki? Nie, drodzy Państwo, zniknęli w labiryntach szklanych biurowców, w fortecach korporacyjnych, które niczym gigantyczne kopce termitów wznoszą się nad naszymi miastami.
Fabryki czekają na pracowników
W tych nowoczesnych monolitach, zamiast dźwięku maszyn i produkcyjnego zgiełku, rozbrzmiewa echo bezproduktywnych narad, enigmatycznych sesji coachingowych i wielodniowych szkoleń, których jedynym efektem jest spadek efektywności. Armie pracowników, niczym termity, niestrudzenie uczestniczą w spotkaniach dotyczących "przygotowywania strategii", "całodniowych naradach roboczych" i "sesjach tematycznych pracowników". Wyjazdy integracyjne, które miały budować zespoły, stały się regularną ucieczką od realnej pracy, a czas spędzony na "szkoleniach" dawno przestał przekładać się na wzrost kompetencji.
W tych korporacyjnych termitierach miliony godzin pracy topnieje w oparach absurdu. Samozwańczy "trenerzy", guru motywacji rodem z internetowych memów, niczym szamani w plemieniu termitów, przekonują słuchaczy o zbawiennym wpływie "treningów uważności", "burz mózgów" zapisywanych kolorowymi karteczkami samoprzylepnymi i "innowacyjnych" metod zarządzania, które w praktyce sprowadzają się do przepisywania bełkotliwych tekstów pseudo-ekspertów. A hale produkcyjne, fabryki, warsztaty – miejsca, gdzie faktycznie powstaje wartość dodana – pustoszeją, czekając na pracowników, którzy utknęli w biurowych labiryntach.
Czyż nie przypomina to starożytnej opowieści o Wieży Babel, gdzie pycha i bezsensowne ambicje doprowadziły do chaosu i rozproszenia? "Gdy budowniczowie wznieśli wieżę Babel, Pan rzekł: Oto jeden lud i jeden język mają wszyscy, i to jest początek ich dzieła. Teraz już nic nie będzie dla nich niemożliwe, cokolwiek zamierzą uczynić. Zejdźmy więc i pomieszajmy tam ich język, aby jeden nie rozumiał drugiego!" (Księga Rodzaju 11, 6-7). Czyż w korporacyjnych termitierach nie panuje podobne pomieszanie języków? Mowa o "synergii", "wartościach dodanych", "lean management" i "agile" brzmi obco i niezrozumiale dla tych, którzy codziennie mierzą się z twardą rzeczywistością rynku.
Z perspektywy pracownika fizycznego, inżyniera czy lekarza, te biurowe ceremonie muszą wyglądać jak groteskowy spektakl. Pracodawcy narzekają na brak wykwalifikowanej kadry, ale czy sami nie przyczyniają się do tego stanu rzeczy, karmiąc swoich pracowników bezsensowną biurokracją i iluzją efektywności? Ekonomiści alarmują o spadku produktywności, ale czy ktokolwiek zadał sobie trud, by sprawdzić, ile godzin pracy marnuje się w korporacyjnych termitierach na bezproduktywne "narady" i "szkolenia"?
Czas zerwać z tą korporacyjną iluzją. Czas przestać budować termitiery i zająć się prawdziwą pracą. Bo jak mówi Pismo: "Idź do mrówki, leniwcze, przypatrz się jej postępowaniu i nabierz mądrości! Nie ma ona wodza, stróża ni pana, a przygotowuje w lecie swój pokarm, w żniwa zbiera zapasy." (Księga Przysłów 6:6-8). Czyż mrówka, symbol pracowitości, nie powinna być wzorem dla tych, którzy gubią się w korporacyjnych labiryntach?
Prawdziwa praca rodzi owoce, korporacyjne narady – jedynie kurz.
Oprac. redaktor Gniadek


Komentarze
Pokaż komentarze (1)