„Gdy litera prawa staje się martwa, duch sprawiedliwości musi szukać schronienia w telefonie komórkowym zwykłego przechodnia”.
Warszawa, 25 lutego 2026 roku nadal na jednym z przejść dla pieszych samochody stoją tak pewnie, jakby projektant miasta przewidział tam parking, a nie pasy. Dla przechodnia to tor przeszkód, dla kierowcy – wygoda, a dla Straży Miejskiej? Dla służb to problem, który najlepiej rozwiązać pod osłoną nocy, gdy szansa na realną zmianę sytuacji jest bliska zeru.
Straż Miejska śpi, obywatele filmują. Raport z warszawskiego przejścia dla pieszych.
|
Co zyskujesz po lekturze?
[ Polecam się i proszę o wpłaty wedle uznania na Suppi żeby przeżyć, dziękuję za Twoją wdzięczność. ] |
Z punktu widzenia psychologii społecznej, obserwujemy tu klasyczny mechanizm „rozproszenia odpowiedzialności”. Straż Miejska, tłumacząc się brakiem czasu, wchodzi w rolę instytucji pozornej. Jeśli prawdopodobieństwo kary jest niskie, a jej nieuchronność (kluczowy postulat Beccarii w teorii prawa) zostaje zastąpiona nocnym „obskakiwaniem miejscówek”, kierowca otrzymuje jasny sygnał: przestrzeń publiczna jest niczyja.
Współczesna socjaldemokracja kładzie nacisk na to, że chodnik i pasy to „dobra wspólne” (Common Goods). Gdy jedna grupa (kierowcy) anektuje je dla własnej wygody kosztem bezpieczeństwa słabszych (pieszych, dzieci, seniorów), narusza fundamentalny kontrakt społeczny. Biblijne „róbcie innym to, co chcecie, aby wam czynili” zostaje tu brutalnie wyparte przez egoizm, który socjologowie nazywają „anomią parkingową”.
Dlaczego powstają takie kanały jak „Konfitura”?
To adaptacyjna odpowiedź na systemową niewydolność. Skoro państwo abdykuje z roli arbitra, obywatele zaczynają stosować „społeczną kontrolę oddolną”. Choć termin „konfitura” w polskim kodzie kulturowym kojarzy się pejoratywnie z donosicielstwem, w tym kontekście staje się formą sygnalizmu obywatelskiego. Wyciągnięcie telefonu to akt desperacji kogoś, kto chce, by prawo znów zaczęło działać.
Jednak ta sytuacja ma swoją drugą, mroczną stronę – eskalację agresji. Kierowca, przyzwyczajony do bezkarności, widzi w „społeczniaku” agresora, a nie strażnika porządku. To prosta droga do samosądów i pogłębiania polaryzacji. Odpowiedzialność za ten stan rzeczy ponoszą decydenci: dopóki interwencja będzie „fajrantem po wsunięciu wezwania”, dopóty ulice Warszawy będą polem bitwy między sfrustrowanym pieszym a aroganckim kierowcą.
|
Źródło inspiracji: Oświadczenie z dnia 25 lutego 2026 roku, twórcy kanału YouTube "Konfitura". |
Prawdziwym dramatem nie jest sam fakt złego parkowania, ale świadomość, że instytucje powołane do ochrony porządku same stają się pasywnymi obserwatorami chaosu. W dniu 25 lutego 2026 roku samochody nadal blokują przejście. Każdy dzień ich postoju to jeden punkt mniej dla zaufania obywatela do własnego państwa. Czy naprawdę musimy czekać na tragedię, by zrozumieć, że przejście dla pieszych to nie parking, a prawo to nie sugestia?
| Warszawa | Straż Miejska | Bezpieczeństwo Ruchu | Socjologia Miasta | Konfitura | Prawo Wizualne |
Oprac. pre 26/2/2026,
redaktor Gniadek
Przeczytaj również: |
Fot. ilust. Konfitura (facebook)
!!! Nota: Materiał opracowano ze starannością przy użyciu językowego narzędzia generatywnego modelu w celach rozrywkowych w oparciu o dostarczone dane, choć może zawierać niezamierzone błędy np. językowe, graficzne.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)