„Cnota, która szuka obiektywu, rzadko znajduje drogę do serca, choć często trafia do protokołu”.
Lodówka pełna intencji. Felieton o granicach służby
Scenografia wielkanocnego dobra
Górowo Iławeckie, chłodny jeszcze, wczesnowiosenny poranek. Przed lodówką społeczną ustawiają się lokalni dygnitarze, harcerze i pracownicy Miejskiego Centrum Usług Społecznych. Na zdjęciach, które błyskawicznie obiegają media społecznościowe, widzimy pełne półki: mazurki, sałatki, wielkanocne jaja. Jest pysznie, jest kolorowo, jest – jak pisze radny Robert Turlej – „cegiełka dobra”.
Między misją a promocją: czy za dobroczynność burmistrza płacimy w naszych podatkach?
|
Co zyskujesz po lekturze? Zapoznanie się z treścią pozwala na krytyczne spojrzenie na mechanizmy marketingu politycznego w lokalnych społecznościach. Zyskujesz narzędzia do rozróżnienia między realnym działaniem systemowym a inscenizacją wizerunkową, a także głębsze zrozumienie etycznych i prawnych aspektów pracy urzędnika publicznego. [ Polecam się i proszę o wpłaty wedle uznania na Suppi/GniadekNews żeby żyć i działać, dziękuję za Twoją wdzięczność. ] |
Z perspektywy psychologii społecznej takie wydarzenie to klasyczny rytuał integracyjny. W małych społecznościach postać lidera – burmistrza czy radnego – musi być widoczna nie tylko za biurkiem, ale i „między ludźmi”. To buduje kapitał zaufania, tworzy aurę wspólnoty i pokazuje, że władza ma ludzką twarz. Jednak w dobie cyfryzacji życia publicznego każdy taki gest staje się elementem politycznego marketingu. I tu pojawia się fundamentalne pytanie: gdzie przebiega granica między autentycznym odruchem serca a inscenizacją opłaconą z kieszeni podatnika?
Dylemat godzin urzędowych i rachunek prawdopodobieństwa
Wnioskując logiką, choć zdaje się rzadko przywoływanej w kuluarach małomiasteczkowych urzędów, która podpowiada nam, abyśmy stale aktualizowali nasze przekonania w oparciu o nowe dowody. Jeśli założymy wstępnie, że burmistrz Jacek Kostka oraz zaangażowani pracownicy lokalnej administracji publicznej działają wyłącznie z pobudek prospołecznych, musimy skonfrontować to z twardymi danymi: czasem pracy i obowiązkami służbowymi.
Czy pakowanie sałatek do lodówki społecznej o godzinie 12:00 w dzień powszedni mieści się w zakresie obowiązków Burmistrza Miasta? Kodeks Pracy i ustawa o pracownikach samorządowych są w tej kwestii dość surowe. Czas pracy urzędnika jest czasem publicznym. Jeśli burmistrz, zarabiający ze środków samorządowych, poświęca te godziny na aktywność, którą sam nazywa „wolontariatem”, wchodzimy w szarą strefę etyczną. Z jednej strony – buduje prestiż urzędu. Z drugiej – czy nie jest to, jak sugerują krytycy, sprzeniewierzenie środków? Przecież wolontariat z definicji jest bezpłatny i dobrowolny, a tu mamy do czynienia z osobami, którym w tym samym czasie „tyka” staż pracy i ubezpieczenie opłacane przez obywateli.
Warto zadać pytanie, które stawiają mieszkańcy: dlaczego zwykły wolontariusz, pracujący po godzinach w hospicjum, sprzątający planetę ze śmieci czy asystujący w schronisku, nie otrzymuje za to składek emerytalnych, podczas gdy urzędnik „czyniący dobro” przed kamerą w godzinach urzędowania, de facto dostaje za to pensję?
Socjologia gestu i „teatr władzy”
Z punktu widzenia socjologii władzy, każda publiczna aktywność polityka jest formą komunikatu. Lodówka społeczna w Górowie Iławeckim stała się sceną, na której odegrano spektakl troski. Jednak problem pojawia się wtedy, gdy scenografia jest zbyt jaskrawa, a kulisy – zaniedbane.
Mieszkańcy donoszą o wnioskach, które od lat czekają w ratuszu na odpowiedź. To jest ten „cień”, którego nie widać na zdjęciach radnego Turleja. Jeśli aparat administracyjny działa opieszale, jeśli obywatel odbija się od zamkniętych drzwi gabinetu, bo burmistrz właśnie „dokłada cegiełkę dobra” na zewnątrz, to mamy do czynienia z głębokim kryzysem aksjologicznym. Pasja, która staje się pracą opłacaną z publicznych pieniędzy, przestaje być pasją, a staje się przywilejem.
W demokratycznym modelu państwa, opieka nad potrzebującymi powinna być systemowa, a nie incydentalna i „fotogeniczna”. Lodówka społeczna sama w sobie jest dowodem na pewną niewydolność systemu – gdyby pomoc społeczna działała perfekcyjnie, oddolne dzielenie się jedzeniem byłoby jedynie miłym dodatkiem, a nie koniecznością. Uczynienie z tego faktu happeningu z udziałem najwyższych władz lokalnych nosi znamiona paternalizmu – władca „daje” poddanym, a ci mają być wdzięczni.
Perspektywa moralna: Biblia vs. Facebook
Nie sposób pominąć tu wymiaru etyczno-religijnego, tak silnego w polskiej kulturze, zwłaszcza w kontekście Wielkanocy. Ewangeliczna zasada mówi: „Niech nie wie lewa twoja ręka, co czyni prawa” (Mt 6, 3). To fundament skromności i autentyczności miłosierdzia. Współczesny „wolontariat urzędowy” stoi w jaskrawej sprzeczności z tą zasadą. Tutaj „prawa ręka” nie tylko wie, co robi „lewa”, ale dodatkowo trzyma smartfon, aby wrzucić zdjęcie na Facebooka.
Kulturowo przyzwyczailiśmy się do polityków przecinających wstęgi, ale wchodzenie w rolę wolontariusza w czasie płatnej pracy to nowy etap gry o poparcie. To próba zawłaszczenia sfery sacrum (bezinteresownej pomocy) przez sferę profanum (politykę i administrację). Moralnie budzi to opór, bo wykorzystuje ludzką biedę jako tło do budowania pozytywnego wizerunku urzędu.
Odpowiedzialność i wnioski
Czy zatem burmistrz nie powinien pomagać? Wręcz przeciwnie. Ale powinien robić to jako Jacek Kostka – obywatel, po godzinach pracy, bez asysty podległych mu urzędników, którzy mogą czuć służbową presję, aby „dobrowolnie” pojawić się na zdjęciu.
Odpowiedzialność decyzji publicznych polega na priorytetyzacji. Priorytetem burmistrza jest sprawne zarządzanie miastem, rozpatrywanie wniosków i dbanie o to, aby system pomocy społecznej (w tym MCUS) działał tak dobrze, aby żadna lodówka nie musiała być zapełniana w blasku fleszy przez polityków. Każda godzina spędzona na „promocji dobra” jest godziną zabraną z pracy nad systemowymi rozwiązaniami problemów Górowa Iławeckiego.
Jeśli statystyka mówi nam, że w urzędzie zalegają wnioski sprzed lat, to prawdopodobieństwo, że akcja przy lodówce jest rzeczywistym priorytetem merytorycznym, drastycznie spada. Staje się ona raczej „zasłoną dymną”, która ma odwrócić uwagę od codziennej, żmudnej i – „niefotogenicznej” pracy.
|
Źródło: Wpisu na facebookowej stronie Roberta Turlej (Członek Zarządu Województwa | Radny Województwa Warmińsko-Mazurskiego 2024-2029) z dnia 2 kwietnia o godz.12:06
|
Dobro jest ciche. Prawdziwa solidarność społeczna nie potrzebuje lajków, aby nasycić głodnego. Jako społeczeństwo musimy zacząć wymagać od naszych liderów nie tyle udziału w sesjach zdjęciowych, co rzetelności w wypełnianiu ich podstawowych obowiązków. Bo lodówka po świętach opustoszeje, wpis na Facebooku zniknie w gąszczu innych informacji, a setki niezałatwionych spraw w ratuszu pozostaną – realne, ciężkie i wciąż czekające na kogoś, kto zamiast pozować, po prostu wykona swoją pracę.
| Górowo Iławeckie | Etyka Władzy | Samorząd | Pomoc Społeczna | Wolontariat | Jacek Kostka | Robert Turlej |
Oprac. 2/4/2026,
redaktor Gniadek
Przeczytaj również: |
Fot. ilust. Facebook (frag. zrzut wpisu Roberta Turlej)
!!! Nota: Materiał opracowano ze starannością przy użyciu językowego narzędzia generatywnego modelu w oparciu o dostarczone dane, choć może zawierać niezamierzone błędy (np. przejęzyczenia).




Komentarze
Pokaż komentarze (1)