„Nie buduje się wspólnoty tam, gdzie obywatel musi mieć auto, aby dojechać do lekarza czy szkoły”.
W świecie wielkiej polityki, gdzie dyskusje często kończą się na abstrakcyjnych wskaźnikach PKB, w sejmowych kuluarach wybrzmiał głos, który dla przeciętnego mieszkańca mniejszej miejscowości brzmi jak obietnica wyjścia z cywilizacyjnego półmroku. Podczas posiedzenia Parlamentarnego Zespołu ds. Walki z Wykluczeniem Transportowym, zainicjowanego przez poseł Paulinę Matysiak, członkowie stowarzyszenia „Tak dla CPK” przedstawili koncepcję „CPK Plus”. To nie jest kolejna partyjna broszura – to efekt miesięcy prac, tysięcy analiz i przede wszystkim konsultacji społecznych, które – trzeba przyznać – zawstydziły skalą niejeden rządowy projekt.
CPK Plus: Czy wizja transportowa za 17 mld rocznie zakończy wykluczenie?
O co toczy się gra? O fundament, bez którego pojęcie „równych szans” w Polsce pozostaje pustym frazesem. Patryk Wild, reprezentujący stowarzyszenie, wyłożył kawę na ławę: od czasu PRL-u z polskiej mapy wyparowało 6.000 km linii kolejowych. Pozbyliśmy się krwiobiegu, który pozwalał ludziom z „Polski B” (i nie tylko) na normalną mobilność. Dzisiaj propozycja jest jasna: odbudowa i remonty, które w sumie dadzą nam sieć o 7.000 km dłuższą niż obecna. To nie jest „fanaberia”, to konieczność, aby dotrzeć do stolic gmin, w których żyje większość populacji kraju.
Z perspektywy socjaldemokratycznej, transport zbiorowy nie jest „kosztem” – jest usługą publiczną, która gwarantuje prawo do pracy, edukacji i ochrony zdrowia. Tymczasem obecna polityka Ministerstwa Infrastruktury, które planuje astronomiczne 7 miliardów złotych dotacji wyłącznie na przewozy międzywojewódzkie (głównie Intercity), przypomina łatanie garnituru przez kogoś, kto zapomniał o koszuli. Wild punktuje: te pieniądze mogłyby z powodzeniem sfinansować zintegrowany system transportu regionalnego i autobusowego. Wystarczyłoby drastycznie ograniczyć dotacje dla elitarnych połączeń dalekobieżnych, które – przy odpowiedniej infrastrukturze – powinny być przecież rentowne same w sobie.
To podejście bazuje na zdrowym rozsądku i analizie prawdopodobieństwa: skoro mamy dowody na to, że system transportowy Czech czy Niemiec działa przy mniejszych dotacjach na jednostkę, a Polska jest geograficznie idealnie usytuowana do stworzenia gęstej sieci, to dlaczego wciąż „płyniemy pod prąd”? Koszt? 17 miliardów złotych rocznie przez 20 lat. Kwota wydaje się ogromna, dopóki nie zestawimy jej z wydatkami na sieć autostrad i dróg ekspresowych, które za niespełna dekadę będą w dużej mierze ukończone. Przesunięcie środków z asfaltu na szyny to kwestia woli politycznej, a nie braku funduszy.
Oczywiście, rodzi się pytanie: czy to się uda? Czy państwo polskie, uzależnione od wizji wielkich, spektakularnych projektów, znajdzie w sobie dość pokory, aby wysłuchać oddolnych ekspertów i mieszkańców? Konsultacje, w których wzięły udział setki osób, pokazują, że obywatele doskonale wiedzą, czego potrzebują. Nie potrzebują „kosmicznych” hubów, z których nie da się dojechać do sąsiedniego powiatu. Potrzebują sprawnego szynobusu, który nie spóźnia się o pół godziny, i autobusu, który w ogóle przyjeżdża.
Cała ta debata to brutalne zderzenie dwóch wizji Polski. Jednej – opartej na „prestiżu” i szybkich pociągach łączących największe aglomeracje, aby biznes miał jak najszybciej przeskakiwać między metropoliami. I drugiej – opartej na człowieku, dla którego brak połączenia kolejowego w rodzinnej gminie jest ścianą, od której odbijają się jego życiowe aspiracje. Wybór wydaje się oczywisty, zwłaszcza dla tych, którzy na co dzień nie mają dostępu do służbowej limuzyny.
Pozostaje nam mieć nadzieję, że 17 miliardów rocznie nie zginie w biurokratycznej machinie ministerstwa, a koncepcja „CPK Plus” nie skończy jako eksponat w sejmowym archiwum. Bo dopóki będziemy dotować prestiż zamiast dostępności, będziemy dalej fundować wykluczenie tym, którzy od państwa powinni otrzymać przede wszystkim… możliwość wyjazdu z domu.
|
Źródło: Polska bez wykluczenia transportowego | Paulina Matysiak
|
Cóż, zapewne nasze ministerstwo, w swojej nieskończonej mądrości, uzna, że lepiej jest wydać miliardy na to, aby poseł mógł szybciej dojechać do Warszawy, niż na to, aby matka z dzieckiem mogła dojechać do szpitala w sąsiednim powiecie. W końcu wykluczenie transportowe to tak eleganckie określenie na to, że po prostu „nie każdy musi być mobilny”.
| transport | wykluczenie komunikacyjne | kolej | CPK Plus | polityka | Sejm | infrastruktura | społeczenstwo | mobilność | Polska |
Oprac. 12/6/2026,
redaktor Gniadek
Przeczytaj również: |
Fot. ilust. takdlacpk.org - CPK+ po konsultacjach społecznych! Mamy projekt docelowej sieci kolejowej w Polsce!
!!! Nota: Materiał poglądowy opracowano ze starannością przy użyciu językowego narzędzia generatywnego modelu w oparciu o dostarczone dane.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)