„Bogactwo narodu nie mierzy się stosem zbędnych przedmiotów w zagraconym salonie, lecz miarą spokoju ludzkich serc i czystości źródeł, z których czerpiemy życie.”
Warszawskie bruki i ulice innych polskich miast pamiętają niejedną dziejową zmianę, ale współczesny amok konsumpcji bije na głowę dawne gorączki. Wchodzimy do galerii handlowych i wirtualnych sklepów internetowych z szybkością jednego kliknięcia, wierząc, że kolejne zakupy wypełnią pustkę w codzienności. Tymczasem w ciszy uniwersyteckich sal i w ramach debat podcastowych Instytutu Spraw Obywatelskich – takich jak audycja „Czy masz świadomość?” prowadzona przez Rafała Górskiego – rodzi się pytanie, które jeszcze niedawno uznawanoby za herezję: czy jako społeczeństwo możemy i musimy żyć bez ciągłego wzrostu gospodarczego?
Korowód złudzeń czy solidarne jutro? Dlaczego bez dewzrostu utoniemy we własnym dobrobycie
|
Co zyskuje czytelnik: Poznaje wszechstronną, pogłębioną analizę socjologiczną i ekonomiczną idei dewzrostu, dowiaduje się, jak system bankowy oraz reklama kreują sztuczne potrzeby, a także odkrywa alternatywne, odpowiedzialne moralnie i społecznie wizje dobrego życia w harmonii z granicami naszej planety. |
Gościnnie tej debaty obecna była dr hab. Zofia Łapniewska, feministyczna i ekologiczna ekonomistka z Uniwersytetu Jagiellońskiego oraz redaktorka książki „Dewzrost po polsku”. Jej słowa brzmią jak kubeł zimnej wody wylany na rozgrzane głowy zwolenników bezrefleksyjnego rozwoju: „Celem systemowej transformacji nie jest »ograniczanie się«, tylko dobre i solidarne życie w konkretnych biofizycznych warunkach danych nam przez naszą planetę.” To fundamentalna zmiana perspektywy. Nie chodzi o to, aby cierpieć biedy, lecz o to, aby odrzucić kult wzrostu dla samego wzrostu, który dawno przestał służyć człowiekowi, a zaczął go pożerać.
Psychologia braku i machina reklamy
Z szerokiego spektrum socjologii i psychologii społecznej wyłania się ponury obraz współczesnego obywatela: człowieka nieustannie sfrustrowanego. Jak w książce „Dewzrost po polsku” celowo zauważa Andrzej Leder, żyjemy w gospodarce nadmiaru. Fabryki produkują gigantyczne ilości dóbr, które muszą znaleźć ujście na rynku. Stąd w machinie medialnej pojawia się wszechobecna reklama.
Cytując celną diagnozę Michała Fałasza: „Reklama sprawia, że chcemy tego czego nie mamy i gardzimy tym co już mamy. Tworzy i odtwarza niezadowolenie i napięcie sfrustrowanego pragnienia.” Kiedy włączamy radio i słyszymy zachętę do wyrzucenia w pełni sprawnej lodówki, bo oto na rynku pojawił się nowszy model, a „starego grata” odbierze wyspecjalizowana ekipa, stajemy się ofiarami inżynierii społecznej. Planowane zepsucie sprzętów, ukryte wady fabryczne i presja mody budują w nas postawę pogardy dla rzeczy trwałych. W tym samym czasie w tych samych rozgłośniach słyszymy apele o ratowanie planety i zatrzymanie zmian klimatycznych. Ta schizofrenia informacyjna prowadzi prosto na manowce.
Moralny ciężar długu i fikcja finansowa
Z punktu widzenia poważnych aksjomatów moralnych oraz uniwersalnych zasad etycznych, obecny system finansowy opiera się na fundamencie iluzji. Jak przypominają eksperci tacy jak Jacek Chołoniewski czy autorzy rozdziałów o finansach w książce Łapniewskiej – Michał Możdżeń i Hubert Stojanowski – banki komercyjne kreują pieniądze z niczego, uruchamiając gigantyczną machinę kredytową. Gospodarka oparta na długu musi rosnąć w nieskończoność, bo odsetki wymagają ciągłego dopływu nowych zasobów.
Tyle tylko, że żyjemy na planecie o skończonych zasobach mineralnych, wodnych i energetycznych. Kacper Pobłocki trafnie zauważa, że odejście od tego kapitalistycznego status quo nie jest barierą techniczną, lecz czysto polityczną decyzją. Fundacja Carbon Independent wyliczyła, że na jednego mieszkańca Ziemi przypada w całym życiu skromny limit około 63 ton dwutlenku węgla, jeśli mamy zatrzymać globalne ocieplenie na poziomie poniżej 2 stopni Celsjusza. Co uderzające – w wyniku globalnych nierówności, wszyscy Polacy i Polki mieszczą się w elitarnych 10% najbogatszych ludzi na świecie. Nasz styl życia, oparty na taniej energii z węgla i konsumpcyjnej obfitości, generuje dług ekologiczny wobec krajów globalnego południa, które już dziś płacą najwyższą cenę za tajfuny, susze i gwałtowne anomalie pogodowe.
Rewolucja opieki i demokratyczna korekta
Wizja dewzrostu mocno akcentuje to, co dotychczas spychano na margines: niewidzialną, nieopłacaną pracę opiekuńczą i reprodukcyjną, spoczywającą w przytłaczającej mierze na kobietach. Wychowanie dzieci, opieka nad starzejącymi się rodzicami, dbałość o dom i relacje społeczne to fundamenty, bez których żaden PKB nie utrzymałby się na powierzchni.
Socjaldemokratyczna refleksja nad przyszłością proponuje radykalne skrócenie czasu pracy zawodowej – nawiązując do idei Johna Maynarda Keynesa czy socjolożki Friggi Hauk, postulującej model czterech godzin pracy dziennie. Reszta czasu powinna zostać sprawiedliwie podzielona na edukację, kulturę, samopomoc, opiekę oraz zaangażowanie polityczne. Aby jednak państwo opiekuńcze mogło działać stabilnie bez rosnącej gospodarki, musimy odważnie sięgnąć po redystrybucję majątków: opodatkować wielkie fortuny, wprowadzić sprawiedliwe podatki od spadków (które w Polsce na tle Europy pozostają niespotykanie łagodne) oraz zerwać z fikcją, że bogactwo jednostki mierzy się wyłącznie liczbą zgromadzonych w garażu rzeczy.
Decyzje dla premiera: Od czego zacząć?
Gdybyśmy zapytali rządzących, jakie trzy kroki należałoby podjąć natychmiast, aby dewzrost przestał być teorią, odpowiedź musi dotykać samych korzeni metabolizmu społecznego:
- Bezkompromisowa transformacja energetyczna i redukcja marnotrawstwa: Porzucenie paliw kopalnych, natychmiastowe odblokowanie zielonej energii oraz kampanie społeczne uczące oszczędzania zasobów, przy jednoczesnym zatrzymaniu megalomanii energetycznej (takiej jak niekontrolowany rozrost prądożernych centrów danych sztucznej inteligencji).
- Polityka wystarczalności zamiast kultu akumulacji: Promowanie prostoty, walka z planowanym starzeniem się produktów oraz edukacja publiczna od najmłodszych lat szkolnych uświadamiająca, że godne życie nie wymaga posiadania trzeciego samochodu czy szafy pękającej w szwach od nienoszonych ubrań.
- Sprawiedliwa redystrybucja i podatki majątkowe: Przebudowa systemu podatkowego tak, aby obciążać nadkonsumpcję i ogromne majątki, zabezpieczając jednocześnie powszechne usługi publiczne i godne emerytury dla najmniej zarabiających.
|
Źródło: Czy masz świadomość? (331) – Dewzrost po polsku. Czy możemy żyć bez ciągłego wzrostu?
|
Dewzrost po polsku nie jest romantyczną mrzonką o powrocie do jaskiń ani wezwaniem do masowej biedy. To racjonalny, oparty na twardych danych i etycznej odpowiedzialności ratunek przed katastrofą, do której zmierzamy z zaciśniętymi powiekami. Wnioski oparte na analizie trendów planetarnych nie pozostawia złudzeń: albo dobrowolnie zmienimy zwrotnicę, rezygnując z fetyszu PKB na rzecz dobrego, solidarnego życia w granicach natury, albo zrobimy to w warunkach brutalnego kryzysu. Wybór należy do naszej generacji – zanim zamiast wolności pozostaną nam jedynie puste konta, zanieczyszczona ziemia i gorzki rachunek sumienia.
| Dewzrost | Ekonomia | Klimat | Konsumpcjonizm | Instytut Spraw Obywatelskich | Społeczeństwo |
Oprac. 8/9/2026,
redaktor Gniadek
Chcesz pomóc? Dorzuć się na Suppi.
Fot. ilust. businessinsider.com.pl - Spadek dobrobytu Polaków. Tylko inflacja nas ratuje
!!! Nota: Materiał poglądowy opracowano ze starannością przy użyciu językowego narzędzia generatywnego modelu w oparciu o dostarczone dane.


Komentarze
Pokaż komentarze